piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 73 "Ciężki Poniedziałek" - Kasja.

W poniedziałek rano panował okropny zamęt. Wszyscy uczniowie biegali w tą i z powrotem ,aby pochować najróżniejsze rzeczy. To w ten poniedziałek po obiedzie nauczyciele swoich domów wraz z skrzatami domowymi mieli przeszukiwać nasze sypialnie. Ja - nie mając nic do ukrycia - siedziałam sobie spokojnie w pidżamie w pokoju wspólnym obserwując cały ten rumor. Oczywiście największy problem mieli Huncwoci. Musieli pochować równe nielegalne rzeczy , pornosy i inne tego typu rzeczy. Westchnęłam. Biedni. Po chwili obok mnie usiadł zmęczony Remus.
- Hej , a Tobie co? - spytałam przyglądając mu się. Ten przejechał dłońmi po twarzy i westchnął.
- Dzisiaj Pełnia- wymamrotał nie patrząc na mnie. Dzień przed następną turą.... Jak on sobie z tym daje radę? Jedynie poklepałam go po ramieniu ,aby dodać mu trochę otuchy. Wiedziałam ,że w dzień pełni nie można za bardzo zbliżać się do Lupina. Jego niekontrolowane ruchy, zaciskanie pięści i zgrzytanie zębów  ,a czasami nawet warczenie daje się we znaki.
-Pójdę z wami - powiedziałam patrząc się prosto przed siebie
Ten nagle szybko podniósł głowę i spojrzał na mnie przerażony
- Nie zrobisz tego - otworzył lekko usta
- Zrobię - odparłam i wtedy na niego spojrzałam. Miodowe oczy rozszerzyły się do granic możliwości. Po bladej twarzy rozsypane były jasno-brązowe włosy.
- Nie - powiedział prawie niedosłyszalnie - Nie chce żebyś mnie widziała kiedy będę...
- Przestań! - przerwałam mu - Powiedziałam chyba już ,że Cię nie zostawię tak? Boże Remus będę ostrożna. Nie obchodzi mnie to co powiesz. Ja i tak pójdę! - uparłam się. Patrzyłam na niego jedynie ,a ten co? Po prostu wstał i odszedł. Milczenie jest czasami gorsze niż krzyk ... Pokręciłam jedynie głową i wstałam kierując się w stronę dorma Hunćków. Co tam się działo to... To była poezja.... Syriusz latał z jakimiś gazetami po całym dormitorium ,a Peter wyrzucił jakiś karton przez okno. Syriusz w akcie desperacji schował gazety pod mały wazonik. Strzeliłam fejs palma
- Ale ty wiesz że wciąż je widać? - spytałam z politowaniem. Syriusz wystraszony wziął gazety , strącając przy tym wazonik na ziemię i pobiegł do łazieki. Powiedzieć mu że te gazety nie zmieszczą się w kanalizacji?
- CHOLERAAA! - nie ważne
- Taaaa...Widzimy się na śniadaniu - wróciłam do dormitorium, ubrałam się i ruszyłam na śniadanie. Zjadłam jakiegoś tosta i postanowiłam napisać list do taty.
- Ej chłopaki? Pisze się Zchować czy Schować? - spytałam
- Zależy co chowasz - powiedział do mnie Syriusz mrugając przy tym. Przewróciłam oczami i napisałam  schować. Wysłałam list i wtedy do naszego stolika przywlekła się Madiśka z Welly
-Elo - powiedziała Madi
-Elo - odprłam
-Eł eł eł...- zamruczała Welly
Taaaaa...
- Co tam słychać? - spytał Peter ,Madi
- Nienawidzę świata - syknęła Madi
- Robimy postępy! - zawołała Welly szturchając zadżumioną Madi - Wczoraj nienawidziła swojej rodziny - wytłumaczyła nam
-Bolą mnie plecyyyy - jęknęła Madi
-Może źle spałaś? - spytał Peter
-Od dwóch tygodni? - mruknęła Madi
-Nic nie mówiłem... - mój chłopak uniósł rękę w geście poddania.


- Zbierajmy się na lekcję. - odparłam po jakimś czasie
- Po co? - zapytała mnie Madi.
- Ehhh...No bo... Bo tak ... - odparłam i chciałam odejść jednak Madi pociągnęła mnie za mundurek i zmusiła do tego abym usidła.
Wystraszona spojrzałam na Huncwotów
- A wy dokąd?! Ona mnie przecież zabije! SIADAĆ TU! - warknęłam na nich gdy spostrzegłam ,że się ewakuują. I tak przesiedzieliśmy do obiadu.
- Uwaga Uczniowie! Po obiedzie razem z nauczycielami ruszycie do swoich domów. Wtedy nauczyciele przeszukają wasze dormitorium - ogłosił Dyrcio podczas obiadu. Jakoż iż spędziłam pół dnia w Wielkiej Sali przy jedzeniu  nie miałam najmniejszej ochoty czegokolwiek jeść. Huncwoci wręcz przeciwnie. W sumie muszą się najeść przed wieczorną akcją. I ja też powinnam... Wmusiłam w siebie małą porcję jakiejś zupy ,a potem razem z resztą ruszyłam w stronę swojego dormitorium.




Profesor McGonagall weszła do naszego Dormitorium i rozejrzała się. Po chwili rzuciła jakiś zaklęcie ale nic się nie stało
- Dobrze dziewczęta. - uśmiechnęła się do nas niemrawo nauczycielka - Chodźcie. Tutaj nie ma czego szukać - zwróciła się do skrzatów i wyszła z pokoju. Pogadałam chwilkę z dziewczynami ,a potem poszłam do Huncwotów sprawdzić jak u nich przebiegła inspekcja.
- Hej wporzdku? - spytałam ich wchodząc do ich dormitorium
- Jeszcze jej nie było. A u Was ? - spytał James.
- Spoko. McGonagall rzuca jakieś zaklęcie i chyba to co nieodpowiednie powinno się pokazać - odparłam wzruszając ramionami
- COOO? - zawołali jednocześnie ,ale w tejże chwili do ich Dormmitorium weszła nauczycielka
- No dobrze. - westchnęła i rzucił zaklęcie. Huncwoci wstrzymali oddech ,ale nic się nie stało
- Dziwne ... No cóż ... Najwidoczniej nic u Was nie ... - McGonagall nagle zatrzymała swój wzrok na łóżku Syriusza. Machnęła różdżką , a przedmiot podskoczył i wpadł jej do ręki. Zabrzęczało. McGonagall trzymała  w dłoni długi, srebrny łańcuch. Spojrzała po kolei po nich i westchnęła
- Intuicja podpowiada mi ,że jako nauczyciel powinnam dociekać po co TO wam ,ale jednak jego większa część mówi że NIE CHCĘ wiedzieć po co... - odparła i zostawiła ową rzecz szybko wychodząc z pokoju wraz z skrzatami. Spojrzałam na chłopców.
- To jest tylko i wyłącznie dla bezpieczeństwa - odparł Syriusz.
- Do czego ? - spytałam. Wtem Lupin odchrząknął - Oh... No tak... - mruknęłam. Poczułam się okropnie.




Po jakimś czasie wyszłam z ich pokoju i poszłam do swojego. Ubrałam cieplejsze spodnie i sweter. Założyłam na siebie czarny płaszczyk i biały komin.
- Idziesz dokądś? - spytała mnie Rose. Aż podskoczyła.
- Nie twój interes. - warknęłam
- Powiem McGonagall! - jak dziecko...
- Tylko piśniesz słówko, a Potter dowie się ,że trzymasz jego zdjęcia pod poduszką - uśmiechnęłam się chytrze patrząc na efekt i wyszłam z pokoju. Dochodziła 22. Tajnymi przejściami ,ściskając w ręce Mapę Huncwotów szłam podziemnymi  korytarzami. Chłopaki już dawno byli na miejscu. Zmieniłam  się w Szopa Pracza i szybko przemknęłam do Bijącej Wierzby prosto do tunelu. Na powrót zmieniłam się w człowieka. Szłam dosyć długo. Przy końcu drogi zaczęły się schody. Wtem gdy podniosłam klapę usłyszałam krzyki. Wrzeszcząca Chata. A więc to tutaj... Kolejny krzyk... To chyba nie... Szybko ,ale i cicho pobiegłam na górę po schodach ,a gdy stanęłam przed lekko uchylonymi drzwiami zajrzałam do nich. Na brudnych , rozwalających się panelach leżał Remus. Jego ciałem zawładnęły drgawki. Jego mięśnie napinały się i rozluźniały. Ciągle krzyczał. Nie mogłam na to patrzeć jak cierpiał. Zebrało mi się na płacz. Odeszłam od drzwi i przywarłam plecami do ściany. Już po chwili krzyki przeistoczyły się w wycie. Pociągnęłam nosem i zmieniłam się w Szopa. Powoli weszłam do pokoju. Na środku pokoju siedział przykuty łańcuchami do ściany wilkołak. Chciałam podejść bliżej jednak usłyszałam szczekanie z mojej lewej strony. Czarny pies kręcił głową. Spojrzałam w drugą stronę gdzie stał Jeleń wraz z szczurem. Oni również nie byli moim pomysłem zachwyceni. Wilkołak warknął na mnie i ruszył w moją stronę Nie zdążyłam się ruszyć. Sparaliżował mnie strach. Zobaczyłam jak w zwolnionym tempie jak pazury wilkołaka zahaczają o mój pyszczek. Pisnęłam czując gorący oddech z pyska wilkołaka ,który warczał na mnie zawzięcie. Szybko wycofałam się i schowałam obok Syriusza , który teraz szczekał na Lupina. To będzie długa noc...


Do Hogwartu wracaliśmy około 4 nad ranem. James razem z Syriuszem nieśli ledwo co przytomnego,zakrwawionego Lupina. Ja natomiast trzymałam się z tyłu. Peter złapał mnie za rękę ,abym lepiej się poczuła. Nie pomogło. Ostatnio coraz mniej poświęcał mi czasu. Chłopaki od razu ruszyli do Skrzydła Szpitalnego. Ja chcąc uniknąć świadków ,że byłam razem z nimi uciekłam do wieży Gryfonów. Wykąpałam się i stanęłam przed lusterkiem. Mój lewy policzek zdobiło długie i głębokie rozcięcie. Starałam się to jakoś zakryć ,a gdy to nie pomogło zamknęłam oczy myśląc nad Metamorfozą. Gdy je otworzyłam rana wciąż pozostawała. O nienienienie błagam ...Co się ze mą dzieję. Próbowałam ,ale nic. W końcu poddałam się i oczyściłam ranę. Przyłożyłam gazę do rany ,aby się nie wykrwawić. Ostatnio moja krew wolno krzepnie. Po jakimś czasie krew przestała lecieć ,więc zakryłam ranę dość dużym plastrem. Powoli zaczęło świtać. Nie było sensu kłaść się spać. Usiadłam na swoim łóżku i zaczęłam szkicować. Po jakimś czasie gdy skończyłam odłożyłam gotowy szkic na szafkę nocną i westchnęłam
- Jak ty teraz napiszesz testy Lupin?



sobota, 14 grudnia 2013

Rodział 72 "Tym razem Wam nie pomogę" - Madi

Kolejne zabójstwo. Źle się czułam z myślą ,że wiedziałam kto mógł być winowajcą , lecz nie mogłam nic zrobić. Postanowiłam pójść porozmawiać z Kasją. Po śniadaniu dosiadłam się do stołu Gryfonów. Remus uczył się do kolejnej tury. Peter siedział między Potterem i Syriuszem , chyba o coś się pokłócili.  Welly koło Jamesa. Coś tam sobie szeptali. Kasja pisała list do swojej babci , znaczy sąsiadki.
- Kas , powiedz mi coś więcej o ... tej sytuacji - Kasja na to jedynie westchnęła. Nie za bardzo lubiła o tym mówić. Nie dziwie jej się.
- Nie pamiętam szczegółów. Jedynie co to ... piosenka. - Remus spojrzał na nią zgorzkniałą miną. Pomyślał chwilę.
- Madi... - spojrzałam na niego. - Musisz gdzieś ze mną iść. - wstałam razem z nim i wyszliśmy z Wielkiej Sali. Skierowaliśmy się do biblioteki. W Bibliotece udaliśmy się do działu "Potwory i Zwierzęta"
- Madi musimy tutaj coś znaleźć ... mam wielkie wątpliwości co do tego ,żeby to był uczeń w naszej szkole. A już słyszałem pogłoski ,że jeśeli nie znajdą sprawcy to zamkną szkołę. - mówił zdenerwowany Remus trzymając mnie za ramiona. Patrzałam mu w oczy widząc jego lęk. Miałam ochotę o wszystkim powiedzieć. O tym ,że to wszystko wina Tom'a ,ale nie mogłam. To by tylko pogorszyło sprawę. Dla tego zamilczałam.
- Madi... A co z Wielkim Konkursem? Przecież tak bardzo chcesz jechać do tej szkoły. Tak bardzo ... zaszłaś juz tak daleko. - Remus mówił wciąż ,jego głos zaczął chrypieć. Mi natomiast zaczęły spływać łzy. Remus swoją dłoń położył na policzku i starł łzy.
- Pomożesz mi prawda? - zapytał Remus. Nie mogłam wykrztusić ani słowa. Patrzałam m w oczy tak głęboko ,że chciałam ,żeby domyślił się ,że nie mogę. W końcu zrozumiał. Odpuścił. Spuścił wzrok. Ja szybko wszyłam z biblioteki.
- Nie mogłam mu powiedzieć! - krzyczałam zapłakana. Poszłam do swojego dorma. Położyłam się na łóżku. Później się podnosiłam ,a później znowu kładłam. Popadałam w melancholię. Czułam się źle. A niedługo kolejne testy. Madi... Ogarnij się.


Zaczęłam normalnie funkcjonować dopiero na kolacje. Poszłam do Wielkiej Sali. Usiadłam przy swoim stole. Tym razem siedziałam sama. Welly siedziała przy stole Gryfonów z Jamesem. Kasja wyglądała już lepiej. uśmiechała się i żartowała. W końcu Dumbledore podszedł do mównicy.
- Moi kochani uczniowie. Wiecie ,że ostatnio w naszej szkole dzieją się najdziwniejsze rzeczy. I na rzecz waszego bezpieczeństwa będziemy musieli podjąć radykale kroki. W kolejny poniedziałek dzień przed testami wasze pokoje będą sprawdzane i kontrolowane. A jeśli to nie przyniesie żadnych skutków. To szkoła zostanie zamknięta. SMACZNEGO KOCHANI. ~ ! - Dumbeldore szedł jakby nigdy nic. Zamyślona patrzałam na Tom'a. Tom wyglądał na przerażonego. Czyżby coś nie szło po jego myśli? Czyżby zrobił jakiś błąd? Trzeba będzie to sprawdzić.