niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 63 "Gwałt w ciemną noc" - Kasja

1 Stycznia.1 Stycznia...Już niedługo koniec roku.No tak.Siedziałam obok okna patrząc jak krajobraz zmienia się.Byłam tak zmęczona.Oparłam się o chłodną szybę i zasnęłam.Gdy otworzyłam oczy spostrzegłam że wszyscy w przedziale śpią.Lekko zaczęłam się nudzić więc przejrzałam proroka codziennego.Na pierwszej stronie widniał Chang

 

"Chang 31 grudnia dał świetny koncert w Paryżu.Publiczność szalała.Miejmy nadzieję że młody piosenkarz da więcej tak świetnych występów"

Powoli zaczynało się ściemniać.Wstałam i wyszłam z przedziału.Postanowiłam kupić sobie i Huncwotom jakieś słodycze.Zważając na to ze jeszcze czekają nas dobre 3 godziny podróży.Gdy znalazłam staruszkę natknęłam się również na Benia.
-Cześć Kasja- uśmiechnął się
-Witaj Benjaminie.Wiesz jak ja dawno cię nie widziałam?-spytałam
-Stęskniłaś się?
-Gdzie tam- wytknęłam mu język
-Co chcesz kochanienka?-spytała mnie pani
-Poproszę drablesy-powiedziałam i zapłaciłam
-Jak ci minął Sylwester?-spytał mnie Puchon
-A no jako tako.Chciałabym jeszcze coś pamiętać - zaśmiałam się - A jak u ciebie?
-A spokojnie.Bylem u Samanty z Tonny'm - odparł
-To fajnie.Pogadamy później.Pewnie zaraz te głodomory się obudzą - uśmiechnęłam się
-Jasne.Miłej podróży!-dodał i ruszył w swoją stronę.
W odpowiedzi jedynie uśmiechnęłam się i ruszyłam do moich czterech Muszkieterów.

Lubiłam patrzeć na Hogwart.Szczególnie nocą.Pięknie oświetlone wierze.Księżyc pięknie oświetlał cała drogę.Z nudów wyciągnęłam mój szic , który zaczęłam u Madi i go dokańczałam


Szkic opowiadał pewna historię - tak jak reszta moich dzieł.Ten akórat mówił o zakochanych niemogących się zobaczyć
-Łaaaał-Syriusz nachylił się aby lepiej się przyjrzeć moim bazgrołom.-Co to?-spytał
-Dwie stęsknione dusze nie mogące wyjawić swojej miłości nikomu.W przeciwnym razie chłopaka czeka ścięcie , a dziewczynę tortury.-odparłam.Wszyscy patrzyli się na mnie.Matko jak ja tego nie lubię.-Chłopak i dziewczyna - dodałam widząc że Syriusz nie łapie. 
-Aaaaaa- zajarzył.I dzięki Bogu bo bym go rozszarpała.Westchnęłam ciężko.Co ta dupa.Zchowałam szkic do torebki ponieważ musieliśmy wysiąść z powozu.


Przemowy nie było.Dumbledore powiedział tylko żebyśmy się uczyli dobrze.Dziwny staruszek.Przeciez wie że nawet nie będziemy próbować.Na talerz nałożyłam sobie grzanki i wyciągnęłam szkicownik z torby
Cienkie kontury poprawiłam i mogłam uznać szkic za skończony.Byłam nieźle wymordowana dzisiejszym dniem więc postanowiłam się udać do swojego dormitorium.Przed spaniem wysłałam list do taty w którym było napisane że dotarłam do szkoły i że ma pozdrowienia od Amelii.Byłam taka zmęczona że zasnęłam w ubraniach...


3 w nocy.Stuk Stuk Puk...Drzwi skrzypią.
-Ja pie...-usłyszałam ledwo co otworzyłam oczy 
-O KURA!-zawołałam gdy zobaczyłam twarz Łapy przed swoją
-Ciiiiiichooo debilko!-zatkał mi usta swoją brudną łapą
-Je nic nie obudzi-machnęłam reką lekcewarząco w stronę przyjaciółek- Czego chcesz?- spytalam niemrawo
On jedynie wstał i wyciagnął ręgę w moją stronę
-O rany, coś czuję że cokolwiek to by nie było wymaga wysiłku fizycznego-mruknęłam wstając 
-Nie marudź.Spodoba ci się.
Łapa kazał założyć mi kurtkę i dobre buty.Założyłam tak jak mówił bezowy płaszczyk i jakieś siwe buty.Dopiero gdy wyszliśmy z Dormitorium ogarnęłam , że zabrałam Emu Meredith.Ona ma fatalny gust...Nie żebym ja miała lepszy no ale WSZYSTKO jest lepsze od Emu...
-Zamknij oczy-poprosił
-O kurde.I co potem? Zgwałcisz mnie?-spytałam
-Eee...
-Wiedziałam...-westchnęłam 
Przeszliśmy kawałek i poczułam że wyszliśmy na dwór.
Po kilku minutach usłyszałam śmiechy.
-Mogę...?
-Czekaj.Usiadź-odparł i pomógł mi na czymś usiąść.Poczułam ze ściąga mi buty
-Ej ale ja żartowałam z tym gwałtem-wystraszyłam się
-A ja nie-odparł ale już po chwili poczułam że zakłada mi inne buty.Niestabilne...Jezu prawnie jakieś szpilki i każe mi w nich wrócić do szkoły.Kurde on chce żebym zabiła się czy co?
-Jeszcze chwilę
-Ej ale ja nie jestem jakaś ułomna i buty jeszcze umiem sama założyć-śmiałam się
-Nie te-również się zaśmiał pomógł mi wstać i poprowadził dalej.Dziwnie mi się szło.I to z pewnością nie były szpilki.
-Możesz otworzyć-powiedział.
Gdy wykonałam polecenie zobaczyłam resztę Huncwotów stojących na lodowisku.Czyli już wiem co mam na nogach.
-O rany...Czy my jesteśmy naa...?
-Jeziorze.Dokładnie-uśmiechnął się Remus
-O rany-powoli zaczęłam się odpychać od lodu.


Kochałam jeździć na łyżwach.Jak się później okazało Huncwoci również.Nie pamiętam o której wróciliśmy do Zamku.Pamiętam że świetnie się bawiłam...







sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 62 "hangOVER" - Madi




- Panienko Madllinerin ! - słyszałam krzyki.
- AAAA ,cicho. - zagłuszałam wszystko ,aby nic nie słyszeć. Jeszcze bardziej wtuliłam się w poduszkę.
- Panienko. Prosze wstać. - rozpoznałam głos Marty.
- GŁOWA MI SIĘ PRZEZ WAS ROZPADNIE !!! - krzyczałam - Czy mam was do cholery ZWOLNIĆ!?
- Przepraszam. Panienki matka chcę z Panienką pomówić jak najszybciej. - mówiła spokojnie. Podniosłam głowę.
- Co powiedziałaś?
- Panienki matka czeka w swoim gabinecie. Powiedziała ,że natychmiast mam Cię do niej zaprowadzić. - spojrzałam na Martę. Wiedziałam ,ze to zły znak. Szczególnie po takiej imprezie.
- Przekaż jej ,że zaraz się zjawię Marto. - powiedziałam usiłując wstać z łóżka.
- Tak jest panienko. - Marta wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Ja natomiast zdenerwowana starałam się   się ogarnąć. Po niedługim czasie szybko poszłam w stronę gabinetu matki. Gdy już stałam przed jej drzwiami sprawdziłam  tylko czy koszula ma zapięte wszystkie guziki i czy nie jest gdzieś pognieciona. Poprawiłam jeszcze włosy. Chuchałam w rękę by sprawdzić jak z oddechem i zapukałam do drzwi.
- Wejść. - usłyszałam stanowczy głos matki. Chwyciłam za klamkę i weszłam do pomieszczenia. Zamknęłam za sobą drzwi i ukłoniłam się tak jak należało to zrobić w stosunku do matki. - Siadaj. - matka nadal mówiła stanowczo nawet na mnie nie patrząc. Siedziała tyłem na fotelu i patrzała w okno.
- Coś się stało? - zaczełam.
- A nie? - odwróciła się spoglądając prosto w moje oczy. - Kiedy pytałaś o imprezę z okazji Nowego Roku nie sądziłam ,że wypadnie w ten sposób. - mówiła dalej stanowczo tak jak na moją matkę przystało.
- Przepraszam.
- Twoim najbliższym znajomym dałam przenocować. Resztę odprawiłam. Sądziłam ,że wyrosłaś na dojrzałą i mądrą dziewczynę. - matka znowu się odwróciła. - A ja nie pozwolę ,żebyś zgłupiała przez nieodpowiednie towarzystwo.
- Co mam przez to zrozumieć? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Ta cała madame Estollar i te chłopaki. Na pewno nie pozwolę ,żebyś przebywała w ich towarzystwie. - rzekła.
- Czyli chcesz ,żebym nie zadawała się z Kasją?
- Otóż to. - mówiła nadal wpatrzona w krajobrazy lecz teraz na jej twarzy było można zauważyć inne rysy Tak jakby to był zarys uśmiechu ,lecz to było trudne do nazwania tego uśmiechu.
- Matko... - zaczełam spokojnie. - Kasja to moja jedyna ...
- W naszej rodzinie nie jest potrzebna przyjaźń. Czego Ci brakuje? Masz wszystko. Więc po co Ci przyjaciele.
- Matko...
- Jeżeli zrozumiałaś możesz już wyjść. Mam jeszcze coś do zrobienia. - wyciągnęła z biurka jakieś papiery. Chwyciła za długopis. - Aaa ,Daniell u nas przenocował. Poprosiłam ,aby został do obiadu.
- Tak matko. - skłoniłam się i wyszłam. Starałam się opanować gniew jaki czułam w tym momencie do matki. Szybko pobiegłam do pokoju Kasji. Wpadłam bez płukania. Na łóżku leżała Kasja z Jamesem i Peteram. Kasja między nimi. Pod łóżkiem leżał Syriusz. Widać było jedynie jego wystająca głowę. A gdzie Remus? Rozejrzałam się dokładniej po pokoju. Nie mogłam go znaleźć. 
- Syriusz... - podeszłam do niego i kopałam go w głowę.
- Czachaaa sieee rozpadaaa .... - mówił pijany.
- Wstawaj. - znowu kopnęłam go w głowę.
- Czego Madiśka chceeesz... ?
- Wstawaj. Już 11 i tak musimy już wstawać.
- Co? Dopiero 11?
- Dopiero?
- Godzinę temu położyłem się spać.
-  Balowałaś do 10? - zapytałam pod wrażeniem głupoty.
- Pewnooo. Tak Blackowie świętują sylwka... - mówił czkając. Musiał być naprawdę pijany.
- Idiota. Wstawaj i pomóż mi innych obudzić.
- Nie możesz obudzić kogo innego? Dopiero co się położyłem. - mówił błagalnym tonem głosu.
- Bo zacznę warczeć. Nie będę czekać. - groziłam.
- Nie dość ,że będziesz warczeć , to jeszcze szczekać? O nie to moja proszka. - powiedział ożywiony ,ja na to spojrzałam dziwnie i pomogłam mu wstać.
- Lepiej idź do kuchni ,albo znajdź Martę. Musisz wypić kubek kawy. Ona pomaga na kaca. - uśmiechnęłam się i popchałam go w stronę wyjścia.Ten pijańskim krokiem wyszedł z pokoju. Popatrzałam na łóżko. Przyjrzałam się dokładniej. Pijana Kasja spała na Remusie. Jak ja mogłam go nie zauważyć? Podeszłam do łóżka chwytając z szafki nocnej szklankę z wodą (chyba wodą). Żal mi było mojej pościeli ,ale trudno. Musiałam ich jak najszybciej obudzić. Zaczęłam wylewać delikatnie wodę po twarzach Jamesa , Petera i Kasji. Kasja tak dokładnie przykryła Remusa ,ze pewnie na niego nie "woda" nie dotarła. Wszyscy jako tako się przebudzili. Niestety prócz Jamesa. On jedynie oblizał swoją twarz i mrukną coś pod nosem typu "Takie dary z nieba mogę dostawać codziennie." Więc ja zdenerwowana ,"celowo" upuściłam szklankę bez zawartości.
- CO DO CHOLERY!!! - ocknął się James.
- Cześć James. Wstawaj. - uśmiechnęłam się gdyby nigdy nic. Dobrze ,że nie musiałam użyć metody Welly. (gratulacje jesteś ojcem) Sądzę ,że James by tego nie przeżył. Tak samo jak Welly. Tak sądzę.

Kiedy już przebudziłam wszystkich ,co później jak się okazało nie jest trudne zaprosiłam na śniadanie do jadalni. Kasja weszła trzymając się z głodu za brzuch.
- Czysto tu. - wszedł zaskoczony i już bardziej trzeźwy Syriusz. - Ty to musisz mieć służbę. Idzie pozazdrościć Madiśka.
- Dziękuję. Teraz możemy zasiąść do stołu. - usiadłam na swoim stałym miejscu.  - Macie może dzisiejszego Proroka? - zapytałam nakładając sobie naleśniki.
- Niestety nie. - odparła Welly popijając kawę.
- A jak z wami chłopaki? Też nie macie dzisiejszego wydania? - na co oni wszyscy zgodznie potakiwali na "nie". - Marto! - zawołałam.
- Tak panienko. - z kuchni wyskoczyła Marta ,ocierając ręce w swój biały fartuch.
- Proszę ,poproś Harolda ,aby dostarczył mi jak najszybciej Proroka Codziennego.
- Dobrze panienko. - Marta znowu schowała się w kuchni. Wchyciłam za cukier puder i posypałam naleśniki , kiedy miałam już jeść zauważyłam ,ze do jadalni wchodzi Daniell.
- Witam wszystkich. - skłonił się delikatnie w przejściu. - Smacznego! - odparł od razu kiedy zauważył ,ze jemy.
- Dziękuję. - odpowiedziałam z wielkim szczerym uśmiechem. Daniell podszedł do mnie spoglądając mi w talerz.
- Madiśka ,jak ty jesz. Zawsze naleśniki jedliśmy inaczej pamiętasz. - chwycił ,za miskę z truskawkami i zaczął nakładać mi na talerz. - Od razu lepiej. - odparł siadając po mojej lewej stronie. - Aa ,i nie zapomnij o syropie. - wręczył mi syrop ,którym polałam naleśniki.


- Pamiętałeś. - powiedziałam odstawiając syrop klonowy z radością.
- Oj Madiśka ,za długo się znamy... - zaśmiał się Daniell. Spojrzałam na miny innych. Byli bardzo zaskoczeni zachowaniem Daniella.
- Od jak długa się znacie? - zapytała Kasja z dziwnym grymasem twarzy. 
Daniell spojrzał na mnie po czym znowu się zaśmiał.
- Noo ile to Madiśka już będzie. - mówił ze zastanowieniem. - Może powiem prościej. Od malucha.
- Naprawdę? - zpytał Syriusz patrząc na mnie bardzo dokładnie. 
- Tak. To prawda. Mój i Daniella ojciec pracują razem. No i tak się złożyło ... - uśmiechnęłam się pod nosem przeżuwając naleśnika.
- Dużo przeżyliśmy wspólnie. - mówił bardzo zadowolony Daniell. - Pierwsza przyjaźń. Pierwsza miłość ... - nagle Daniell zatrzymał się i zaczął się śmiać. Ja ze wstydu ,pewnie się zarumieniłam więc odłożyłam nóż i widelec. Odchrząknęłam. - No chyba powiedziałaś znajomym ,kto był twoim pierwszych chłopakiem. A czekaj ... czy ty nie mówiłaś ,że to ze mną się pierwszy raz całowałaś? - zaśmiał się.
- Przestań. - zaczęłam chichotać. Przy sole zapadła grobowa cisza po tym jak Daniell złapał mnie za rękę ,która trzymał na stole.
Po śniadaniu wytłumaczyłam całą sytuację z Kasją ,Welly i Huncwotami. Razem z Daniellem odwieźliśmy ich na stację kolejową. Daniell miał zostać jeszcze do obiadu. Ale zaraz co z moją gazetą? A fakt. Dałam ją Kasji do pociągu ,aby się nie zanudziła na śmierć.  Ja jechałam do Hogwartu jutro rano. Więc mogłam spokojnie jeszcze spędzić czas z Daniell'em.


piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 61 "Dzień Imprezy 2/2" - Kasja

Po obiedzie jak najszybciej jak to możliwe poleciałam się przebrać.Co z tego że przed obiadem się przebierałam.Szybko naciągnęłam na siebie czarno-białe legginsy we wzory i siwą bluzę.Sięgała mi ona prawie o kolan...Warto wspomnieć że była to bluza Petera.Lubiłam nosić jego rzeczy.W każdym razie szybko się ogarnęłam i założyłam moje kapcie z głowami białych króliczków.Kochałam te kapcie.Takie urocze.Szybko się uwinęłam i wpadłam do gabinetu Madi.Joł znalazłam drogę.
-Teraz chce nagrodę za to że się nie zgubiłam!- zawołałam na wejściu
-Panienko Madllinerin przybyli goście-usłyszałam głos jednego z służących przez taki telefon dziwny jakiś ooo.
-Wpuście ich-powiedziała Madi naciskając przycisk i wstała z swojego wygodnego jak cholera fotela
-Czas przywitać się z Huncwotami-powiedziała Madi z uśmiechem.Szybko - ale z godnością - zbiegłyśmy na dół aby przywitać się z chłopakami.
Stali oni z walizkami w głównym holu w sumie to tak wielkie pomieszczenie że to aż pogwałcenie...czegoś tam nazywając to pomieszczenie holem!
-Witam drogie panie!-zawołał James.Zeszłyśmy i zaczęłyśmy się z nimi witać.
Potem pokazałyśmy im ich pokoje i same się udałyśmy do swoich.Jakie to szczęście że niedaleko mnie miał pokój Peter.Bez pukania wparowałam do jego pokoju.Ten niczym nie wzruszony dalej grał na swoim PSP.Joł nauczył mnie na tym grać - x lat temu.
-Heeej-przeciągnęłam i położyłam się obok niego.
-No cześć-uśmiechnął się i odłożył urządzenie.
-Tak za tobą tęskniłem-powiedział i przytulił mnie do siebie.Przeanalizowałam jego wypowiedz i odpowiedziałam :
-Zgłodniałeś czy co?
Ten się zaśmiał i ucałował mnie w policzek.Wtem rozległo się pukanie.Szybko odskoczyłam na drógi koneic łóżka chwytając za jakąś książkę.Peter szybko pochwycił PSP.
Do środka wszedł Remus
-Ej Madi mówiła....Czeeeść Kasja-powiedział zdziwiony
-A no siema...Joooo...-Przybrałam minę godną ulicznego rapera
-Co Madi chciała?-spytał Peter
-Że mamy iść do jej gabinetu-powiedział i przyjrzał mi się bliżej-Czytasz do góry nogami?-zdziwił się
O matko jaki Fail
-A noooo...Taaak...Taka....Nowa umiejętność-wyszczeżyłam się
-Achaa.No tak.Powiem Łapie gdzie ma iść-zdziwiony wyszedł
-Ufff-westchnęłam
-Czytanie o góry nogami?Serio?-zdziwił się Peter
-Bo cie zostawię i nie trafisz do gabinetu!-zagroziłam mu
-O nieee!Nie zostawiaj mnieee!-zawołał i złapał mnie za rękę udając że płacze
-Co za kretyn-wstałam
-Ty wiesz jak ci ładnie w mojej bluzie?-spytał
-Zajebiście nie?-zaśmiałam się.Wstał.Miedzy nami była mała różnica wzrostu.10 centymetrów.Mimo to nie miałam zamiaru tego zmieniać.A Peter był najniższy z Huncwotów.Miał on 175.Za to najwyższy był Remus mierzący 185cm.Byłam taka mała przy nim.Lubiłam być niska.Usmiechnęłam się i złapałam go za rękę prowadząc do gabinetu Madi



-To co będziemy robić?-spytała wzdychając Welly.Madi zeszła z biurka i wyciagnęła z szafeczki butelkę Jack'a Daniels'a....Pustą...
-Nie no najlepsza część nas ominęła!-zawołał załamany Syri
-Nie becz.Pogramy w butelkę-powiedziała Madi stawiając ją na dość spory stół.
-Jak najs-mruknęłam cicho
-Kto pierwszy kręci?-spytał Syri
-Ja mogę-odparła Welly i zakręciła butelką.Wypadło na Jamesa
-Cześć James-Welly uśmeichnęła się cwaniacko
-O matko...Mam się bać?-spytał udając przerażonego
-Heheee.Oj taaaak



James Potter przemierzał korytarze podsiadłości McAviccioo'ów z iście przymuloną miną.W ręce ściskał iPhone'a 5 który nagrywał cała sytuację.Gdy James spostrzegł jednego z służących Madi zamknął oczy
-Idioto.Co ty robisz.-otworzył je a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech
-Witam szanowny panie.Jak tam mija panu dzień?-spytał szybko i przybliżył się do kamerdynera dając mu szybkiego całusa usta - a tak w ogóle to ładną mamy pogodę.



-AhahahahahhahhAHAHAHAHAHAH! - Welly była zadowolona ze swojego celu
-Już po tobie Wentwoter -powiedział James
-Biedny.Będzie miał uraz - śmiałam się
-Dzięki ty się chociaż o mnie troszczysz-powiedział James
-AAhahha ale ja mówię o tym kamerdynerze!- wciąż się śmiałam
-Zemszczę się-James zakręcił butelką i wypadło na Syriusza
-Joł Syriusz pocałuj Madiśkę!-zawołał Potter
-DOBRA!-Rozochocił się i gdy jego usta miały zetknąć się z ustami Madiśki - siedzieli obok siebie - Madi przyłożyła mu rękę do pyska
-Hola hola nie tak prędko! - zawołała
-Hola to takie powitanie w Hiszpani-mruknęłam
-No ale jak nie wykona zadania to...No dupa!-powiedział James
-No to nie wykona bo ja go całować nie chcę!Musiałabym być serio zchlana Syriusz podniusł pare razy brwi i wyszczezył swoje idealnie białe kły - i martwa - dodała - na dodatek ślepa



-Panienko Madllinerin.Ma panienka gościa!-powiedziała Marta wchodząc do gabinetu
-Nareszcie!-zawołała Madi - Chodźcie ! Kogoś wam przedstawie! - szybko zlecieliśmy na dół a tam w ,,holu,, stal wysoki przystojny mężczyzna.Był ubrany w czarne spodnie od garniaka,biała koszulę , czarny krawat i do tego miał miętowa apaszkę.Miał on czarne włosy z tygodniowym zarostem oraz śliczne idealne,proste białe zęby.
Madi na powitanie przytuliła się do niego a on ją podniósł i okrecił dookoła.Po chwili ja postawił na białych idealnie wypolerowanych kafelkach.
-To jest Daniell Faverro.mój przyjaciel.Jest trochę od nas starszy i jest fotografem.No i jest w połowie Francuzem- To zupełnie tak jak ja. Zaśmiałam się w myślach
-Cześć-uśmiechnął się zniewalająco. - No Madi ,przybyłem na Twoją imprezę tak jak obiecałem. A no i niestety Jung Min Soo Chang nie dał się zaprosić na imprezę bo po zapracowany człowiek ,ale wziąłem jednego ze swoich kumpli. Mam nadzieję ,że się nie obrazisz?-spytał
-Nie gdzie tam!-powiedziała Madi.Daniell na chwilę zniknął i już po chwili pojawił się z...Ta da daaam! Evan'em WIlliams'em...Był jeszcze przystojniejszy niż w gazetach
-Cześć jestem Evan-uśmiechnął się do nas znaczaco.On również miał piękne białe zęby.I nieco dłuższe kły.Takie...Inne...Podobne do moich , które miałam na Halloween.
Posiedzieliśmy jeszcze w biurze Madi , a potem poszłyśmy się szykować na Sylwestra.Przyjecie zaczynało się o 18-nastej
Wyszykowałyśmy się - co nam zajęło "TROOOOOOOOOCHE"czasu - i zeszłyśmy na dół.Chłopaki już czekali tam na nas w swoich szatach wyjściowych.
-Ale z was kociaki-wymruczał Syriusz
-A ty wygladasz jak śliniący się pies-wyszczeżyla się do niego Welly.Ten odchrząknał i poprawił swój krawat
-Gotowi na witanie gości?-spytała Madi
-A ty jesteś gotowa?-spytałam
-No jasne!-zawołała rozochocona Madi



-Czemu ich jest tak dużo?!-wyszeptała blada jak ściana Madi gdy zobaczyła ile ludzi wchodzi do niej do domu.
-A no wiesz...To miała być duża impreza...-powiedziała Welly
-A no!-przytaknął jej Peter
-Jezu..Tyle osób.O matko to chyba Japończyk! Ohayo! - Madi ukłoniła się lekko do przodu w celu okazania szacunku.
-Ja to bym powiedziała Joooł-powiedziałam
-Zobaczcie jak oni wszyscy wyglądają.Szorty,T-Shirty,Dresy albo spódniczki.Mało co osób ma takie suknie czy garnitury jak my-odparła Welly
-Fak...Rzeczewiście-Madi zaczęła panikować
-Spokojnie! Po przemowie się przebierzemy-odparłam szybko się uśmiechajac
-P-PRZEMOWIE?!-zawołała zdziwiona Madi
-Yhym-mruknął James pijąc Daniels'a
-Co ty wyprawiasz?
-Na trzeźwo nie da sie tego przeżyć - odparł
-Jezu Hiszpanie?I co teraz i co teraz nie znam Hiszpańskiego!-zawołała Madi szarpiąc się za włosy
-Buenas tardes!-zawołała, do grupy hiszpanów
-Buenas tardes mujer hermosa! - ( Dobry wieczór piękna kobieto ) uśmiechnął się jeden z nich
-Skąd znasz hiszpański?-zdziwił się Peter
-Synowie , znajomych taty mnie nauczyli.I oto oni-uśmiechnęłam się



Cisza na sali.Wszysy już są.Na środek wyszła Welly i powiedziała do Mikrofonu
-Eee...Cześć.Fajnie że jesteście...Em...A no...No to może niech Madi coś powie-Welly szybko oddała mikrofon Madi
-Emm...Miło was widzieć.Mam nadizeję że będziecie dobrze się bawić...I..To by było chyba na tyle-powiedziała i ktoś puścił muzykę przy której większość osób zaczęło tańczyć.



-Maaadi?Matko nie dość że zgubiłam Madi to i zgubię siebie-mruczałam pod nosem.CHyba trafiłam do kuchni bo garnki widzę.Na stole siedziała smutna Madi
-Hej.Madi.Co ty tutaj robisz?
-Bawię się-odparła
-W co?
-W ,,poszli już sobię?,,
-Nie...
-No to gramy dalej...
-Ejjj...Madiśka...Powinnaś zobaczyć co tam się dzieje.Oni naprawde świetnie się bawią!I wiesz co?Ty tez powinnaś-uśmiechnęłam się do przyjaciółki
-No nie wiem...To takie...Przerażające, mieć tyle osób w domu-odparła.
-Nie masz czego się bać.
-Hej!Znalazłam was.Nie daje już rady.Idziemy sie przebrać?-spytała Welly wpadając boso do kuchni.
Wyciagnęłam rękę do Madi z uśmiechnęłam
Ta ją chwyciła i razem we trójkę poszłyśmy się przebrać.
Madi ubrała luźna czarną bluzkę i jasne szorty.Na nogach miała czarne trampki.Włosy związała w kucyk
Welly miała na sobię czarną spódniczkę i białą bokserkę oraz kremowe balerinki
Ja natomiast zarzuciłam na siebie białą bluzkę z czarnymi napisami i białe szorty z wysokim stanem.Włosy zwyczajnie rozpuściłam
Ktoś zapalił zimne ognie




I zaczął z nimi biegać.Cóż...Ciekawy pomysł...Spostrzegłam Remusa pijącego piwo.
-Jezu Remus ty pijesz-zdziwiłam się


-Jak widać-odparł i wstał.A ty nie?-spytał i podsunął mi pod nos butelkę
Uśmiechnęłam się i odebrałam ją.



Przy odliczaniu wszyscy wyszliśmy na dwór.
-4....6.....10...A nie sorry pomyłka!-zawoałał Łapa
-5...4...3...2...1...NOWY ROOOOOK!-wtedy ujrzeliśmy piękne fajerwerki






Po oglądaniu Fajerwerek weszliśmy do środka.
Nie pamietam jak ale znalazłam się na parkiecie.Okazalo się ze umiem tańczyć


Przez głowę przemknęło mi kilka scenek. 

Madi poprawiająca makijaż :



Mnie śmiejącej się :




Jak we trzy tańczyłyśmy : 




Madiśkę zakladającą pończochy:




Mnie w czyjejś koszuli :


Madi usiłującą tańczyć :


I nasza trójkę tańczącą.... :



Więcej grzechów nie pamiętam...Obiecuję sobie wszystko przypomnieć i więcej nie pić....






wtorek, 13 sierpnia 2013

Rodział 60 "Dzień Imprezy 1/2" - Madi



Wstałam wcześnie. Słońce świeciło bardzo jasno. Podniosłam tułów. Rozejrzałam się orientalnie. Odkryłam nogi z  kołdry i położyłam je na ziemi poszukując stopami moich kapci. Z mojej szafki nocnej podniosłam mojego iPod'a i sięgłam po słuchawki ,które powoli założyłam. Zaczęłam szukać jakieś piosenki na spokojny poranek. W końcu w słuchawkach zabrzmiało "Smoky Girl". Jak dla mnie idealna piosenka. Poszłam wziąć kąpiel. Taki mały relaks przed imprezą. Pomimo wczorajszych zabiegów czułam się trochę spięta. Po jakimś czasie wyszłam z łazienki już umyta i jako tako ogarnięta. Ubrałam się dość mugolsko.W sumie tym chciałam osiągnąć większy efekt na wieczór. Pościeliłam łóżko. i spojrzałam na zegarek. Była dopiero 8 rano. Nie zdejmując słuchawek i wciąż słuchając "Smoky Girl". Wyszłam z pokoju. Idą różnymi korytarzami domu śpiewałam tańcząc. Gdy jednak doszłam już do głównego korytarza z którego była już prosta do jadalni schodami w dół wpadłam na Welly ,która leżała na podłodze z jakimś pergaminem i piórem.
- Smoky Girl , Smoky Girl? - zapytała z uśmiechem.
- Aa ,tak. - zarumieniłam się ze wstydu. - Jedna z ulubionych piosenek. - wstałam i pomogłam wstać  Welly. - A ty co tu robisz? - zapytałam spoglądając na papier.
- To mapa. Tworzę ją do dojścia na dół ,do jadalni. - uśmiechnęła się Welly dumna ze swojej roboty.
- Potrzebna ci mapa? Whatever. Co z Kasją?
- Ona jeszcze śpi. Byłam u niej zaraz po wstaniu.
- Więc dobrze ,Welly. Idź już na śniadanie. Marta już powinna coś przygotować ,ja natomiast pójdę po Kasję bo boję się ,że sama nie da rady. - odrazu ruszyłam na zachodnią stronę domu jednym z korytarz. Przeszłam przez małą biblioteczkę i pokój wieczorny. Gdy doszłam do pokoju Kasji zapukałam. Nikt nie odpowiedział więc weszłam sama.
- Kasja? - zapytałam zaglądając za drzwi. Nie odpowiadała. Podeszłam do jej łóżka. Kasja spała. O dziwo nie śliniła się. Zresztą nie dziwiłam się ,ze śpi. W jej pokoju zasłony są bardzo praktyczne. Nie przepuszczają światła ,więc w samym środku dnia jest ciemno. Odsłoniłam okno. Promienie wpadły do pokoju. Kasja coś zamruczała. UDAŁO SIĘ! Epic Win.
- Weź idź schowaj słońce. - jęczała Kasja chowając twarz w poduszkę.
- Już jest śniadanie. - oznajmiłam.
- Kto normalny je śniadanie o 5 rano?  Wczoraj jadłyśmy o około 9. - mówiła zawiedzona Kasja podnosząca się powoli z łóżka.
- Nie jest 5. - zaśmiałam się.
- Jak to nie? Przed chwilą był ciemno jak w ciemnym pokoju w nocy ,a przed chwilą światło tak mi jebło w  twarz. Ja ci mówię. - mówiła Kasja z pełnym przekonaniem. Podeszłam do niej wyjmując mojego Samsunga pokazując godzinę. - Jest 8:25 am. ?
- Naturalnie ,że tak. Mówiłam ,że te zasłony działają cuda. Nieraz jak nie mogę spać to idę tutaj.
- Chce Ci się tyle iść ? Z Twojego do tego pokoju jest kosmiczna odległość. Ja zanim bym doszła to spała bym na korytarzu. Naprawdę. Macie takie fajne dywany. Są delikatne ,mięciutkie. ahh ...
- Dobra ,dobra. Nie przesadzaj. Choć idziemy śniadanie. - poganiałam marudzącą.
- Poczekaj, muszę się ubrać i w ogóle,bo jak Twoja matka zobaczy mnie taką to już będzie tragedia.
- Nie trzeba. Ona nie chodzi na śniadania. Marta zawsze jej zanosi do pokoju. Ruszamy na to śniadanie?
- Pewno. Głodna jestem. Jeszcze trochę i będzie tarcza. - uśmiechnęła się Kasja i ruszyła w stronę drzwi.
- Te drzwi prowadzą do taolety. - rzekłam ze śmiechem. - Te drzwi ... - wskazałam palcem. - ... prowadzą na korytarz.
- Przecież wiedziałąm. - prychneła Kasja. - Tylko Cię sprawdzałam.
Zeszłyśmy na dół do jadalni. Welly jadła już tosty. Dosiadłyśmy się do niej. Kasja odrazu chwyciła za omleta.
- O mamusiu. Jak ja dawno nie jadałam naleśnika. - ekscytowała się Kasja.
- To omlet z warzywami. - odpowiedziałam.
- Serio? jestem w niebie. - Kasja zaczęła pożerać omleta i zaraz sięgła po kolejnego.Ja na początek nalałam sobie soku pomarańczowego. Następnie założyłam sobie jednego omleta i trochę jakieś sałatki. Zajadałyśmy się w ciszy. Bynajmniej ja i Welly. Kasja co chwilę wydawała z siebie jakies dziwne dziwięki po spróbowaniu jakieś potrawy. "Ummm..." "Pyszooota" "Aleluja!" i tym podobne. Wspominała ,że tyle na raz jedzienia to nie widzi nawet w święta. Porównała mój śniadaniowy stół do świątecznego w Hogwarcie.
- O której przyjadą chłopaki? - spytała w końcu Welly.
- Coś po obiedzie. Tak mi się zdaje. - odpowiedziałam rozsiadając się na krześle z oznaką ,ze już się najadłam i więcej nie jem. Wedy weszła Marta.
- Witajcie kochaniutkie! - powitała nas serdecznie Marta podchodząc do stołu. - Zjadłyście? Smakowało? - zapytała spoglądając na nasze miny.
- Bardzo. A szczególnie te dziwne zielone coś tutaj. - pokazała Kasja już na pusty talerz żabich udek.
- Bardzo się cieszę. - uśmiechnęła się Marta. - Specjalnie zrobiłąm trochę więcej jedzenia iż mamy gości.
- A mam takie jedno pytanie. - wypaliła Kasja. - Ma pani jeszcze troche tych placków z warzywami. Były meeega.
- Oczywiście. Weź talerz i przyjdź do kuchni. - Marta wyszła z jadalni ,a Kasja z talerzem popędziła zaraz za nią.
- Jak tak dalej pójdzie to Kasja nie będzie chciała od Ciebie pojechać. Dobrze jej u Ciebie. - zaśmiała się.
- A Tobie jest źle? - zapytałam.
- Madi ,masz piekny dom. Wielki. Bardzo duży. Piękny ogród. Mieszkasz blisko plaży. Z jednego Twojego tarasu można wyjść prosto na plażę. A ja miałabym być nie zadowolona. Jest świetnie. Jedzenie jest pyszne. Pokoje są wielkie i są całe dla nas. Każda ma osobną łazienkę. Mogła bym do Ciebie przyjeżdżać zawsze kiedy tylko to możliwe. - mówiła Welly wparują się w okno. 
- Cieszę się ,że Ci się podoba. - odpowiedziałam zmieszana i także spojrzałam w okno. Padał śnieg. Pięknie to wyglądało. Padał śnieg w obliczu jasnych promieni słońca. Bajeczny wygląd.



Kasja wróciła ze swoją kolejną porcją omletów. Ona też była w niebo wzięta. Co prawda nie pięknymi widokami za oknem ,ale była w niebo wzięta ponieważ miała swoje ukochane omlety.
- Marta obiecała mi ,że jak będę przyjeżdżać do Ciebie ,to zawsze będzie mi je robiła. - zachowała się Kasja jedząc kolejnego omleta. - Będę mogła przyjeżdżać? Prawda kochana Madziusiu? - zerwałam zwrok z okna i spojrzałam na nią z politowaniem.
- Madziusiu?
- Jak wolisz. Mogę mówić Madi , Madzinka - Chudzinka , Madziusia , Madzia , Ma...
- Dobra skończ. - krzykłam.
- Nie denerwuj się. Ogarnij hormony. - mówiła Kasja z pełną buzią ciasta i warzyw (omlet)
- Po prostu skończ. Jestem Madi! Nie żadna Madzia ,Madziusia i tak dalej. Jedz te omlety bo chcę iść na górę ,a jak Ciebie zostawię to się zgubisz. - Kasja spojrzała na mnie smutnie i wypluła papkę która miała w buzi i już przeżuwała.
- Dobra. Skończyłam. - doparła smutno. Wstałyśmy we trzy ,a ja ruszyłam przodem w stronę schodów by wejść na pierwsze piętro. Poszłyśmy do mojego gabinetu. Na środku stało mahoniowe biurko. Ogólnie meblem w moim gabinecie były mahoniowe.Wielbi białe dywan idealnie z tym kontrastował. Ciemno zielono - żółta tapeta i białe zasłony. Po bokach były regały z książkami a na rogach fotele i i kanapy w stylu amerykańskim. Welly rozglądała się razem z Kasją po gabinecie. Przeglądały półki z nagrodami i książkami. Welly chwyciła za ramkę ze zdjęciem.
- Kto to? - zapytała Welly pokazując zdjęcie.


- To zdjęcie mojej prababki za czasów młodości. Nie znam jej. I chyba nigdy nie poznam. Nawet nie wiem czy dalej żyje. Moja rodzina nie utrzymuje z nikim kontaktu.  Nawet moja matak nie utrzymuje kontakty ze swoją siostrą. Dlatego tak nienawidzę Fellishi. - mówiłam wpatrzona w zdjęcie. - Mam tylko to zdjęcie babki. Znalazłam je kiedyś w jakiś kartonach na strychu.
- Nie znasz własnej prababki? - zapytała Welly.
- Niestety. - odpowiedziałam smutno odkładając na półkę zdjęcie. Kasja podeszła do mnie i złapała za ręce. 
- Nie smuć się Madzinko. Też nie znam swojej rodziny. - przytuliła mnie Kasja ,tak mocno ,że myślałam ,ze moja ramiona się połamią. 
- Dusisz... - wykrztusiłam. 
- Oj ,przepraszam. Wybacz. 
Welly wzięła jakąś ksiażkę i usiadła na fotelu. Kasja po jakimś czasie sięgła sobie jakiś mój notes ,ołówek i kilka kredek. Ja usiadłam przy biurku i otworzyłam laptopa. Włączyłam go i sprawdziłam swoją pocztę elektroniczną. Później sprawdzałam jakieś portale ,a jeszcze później podłączyłam słuchawki ,by nie przeszkadzać Welly i Kasji i włączyłam sobie moją jedna z ulubionych piosenek ,którą ostatnio cały czas słucham cokolwiek bym nie robiła. Włączyłam "Smoky Girl". Zaczęłam podśpiewywać. Nawet nie wiem kiedy ,samo mnie poniosło. W końcu Kasja mi przerwała. 
- Może być? - spytała.
- Co? - zdjełam słuchawki by usłyszeć Kasję. 
- Moźe być? - Kasja znowu pokazała mi jakiś papierek z rysunkiem. 


- Ładne. - powiedziałam znowu zakładając słuchawki. Kasja odeszła biorąc kolejne kartki. Welly wczytała się w książkę. Czytała "Miłość Niewolników." To dość stara mugolska książka. Przesiedziałyśmy w gabinecie do obiadu. Zeszłyśmy na obiad. Nie wspominając ,że przez ten cały czas ,ze Kasja nadal była w piżamie. usiadłyśmy przy stole. Kasja luźno zaczęła nakładać sobie ryż ,jakieś warzywa. Leczy gdy weszła moja matka ,dupa jej się spieła. Wiedać było ,że się zawstydziła. Matka podeszła do stołu ,my wstałyśmy witając ją. Matka spojrzała na Kasję ze zdziwieniem. 
- Czy madame Kasjopeja nie zechciałaby się ubrać? 
- Ależ oczywiście , proszę pani. -  Kasja odskoczyła od stoły i szybko poleciała na górę. Pewnie szybko nie wróci. Zanim znajdzie swój pokój ,a później znajdzie drogę powrotną to trochę zajmie.
Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. Po mimo wszystkiego Kasja wróciła. Usiadała na swoim miejscu i także zaczęła jeść. Pochyliłam się dyskretnie w stronę Kasji.
- Jak udało Ci się tak szybko wrócić? - zapytałam. Kasja spojrzała na mnie z uśmiechem i takze dyskretnie odpowiedziała. 
- Wzięłam ze sobą chleb żeby zaznaczyć drogę. Tak jak Jaś i Małgosia. Ale widocznie zagnieździły się Tobie gdzieś jakieś ptaki , bo jak wracałam nic nie było.
- No tak. Te ptaki nazywają się odkurzacz.- odpowiedziałam z ironią. - Ale jak udało Ci się wrócić?
- Jakiś pan szorował dywan jakaś rurą to spytałam o drogę.
Później spokojnie już siedzieliśmy i spokojnie jedliśmy. Już wiedziałyśmy ,ze niedługo impreza i byłyśmy bardzo podekscytowane. No i czekaliśmy jeszcze na Hunctowtów. Mieli wpaść jeszcze po obiedzie. Nie wiem czy Kasja tego za bardzo nie zrozumiała ,bo zjadła obiat pierwsza z nadzieją ,ze jak zje szybciej , to chłopaki szybciej przyjadą. Po kolacji poszłyśmy czekać na Jamesa , Syriusza , Remusa i Petera w głównym salonie.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział 59 "Mapa.Potrzebna mi Mapa aby się nie zgubić w jej domu" - Kasja.

Dom Madi był obłędny.Nie tego nie można nazwać domem.To był ZAMEK!Stałysmy z walizkami przed jej "domem" , a na dworze stał Ogrodnik.
-Witaj Harroldzie!-zawołała Madi
-Waćpanna już wróciła! I to z przyjaciółkami!Ostatnio tak się cieszyłem gdy dostałem swoją ostatnią wypłatę!-zawołał z uśmiechem starszy pan.Wygląda na miłego.
Po chwili z domu wyszło chyba z siedmiu chudych facetów ubranych w staroświeckie garnitury i zabrali nasze walizki.Na początku chciałam się fajtować ale mina Madi mówiła abym oddała bagaż dobrowolnie. Potem weszłyśmy przez wielkie drzwi do domu Madi.Jezu.Muszę chyba poprosić Madi o Mapę bo chyba bez niej się zgubię.Nasza przyjaciółka pierwsze co pokazała nam nasze pokoje.Uprzedziła nas że jej rodzice są trochę...staroświeccy i cokolwiek byśmy nie powiedziały mogą odebrać za ekstrawagancję.Więc postanowiłam się nie odzywać.Nie chciało mi się rozpakowywać.Nie miałam na to siły.Sięgnęłam do torebki po lusterko wielokontaktowe i postanowiłam porozmawiać z Syriuszem.
-Syriusz Black
-Cześć Ruda!-usłyszałam i w szkiełku zobaczyłam czuprynę Potter'a
-A ty co zgubiłeś swoje lusterko?-spytałam na powitanie
-Niee.Łapa gdzieś poszedł i se odebrałem se.-powiedział z uśmiechem
-A co z resztą?-spytałam
-A no Remus leży i czyta jakieś grube tomisko i patrzy na mnie z politowaniem.A Peter ćwiczy zaklęcia.-powiedział
-Czyli nudy?-spytałam
-Gdybyście były w Hogwarcie to na pewno nie siedzielibyśmy w dormitorium-oznajmił z lekkim uśmiechem
-Rozdaliście zaproszenia?-spytałam
-No.Apropo na twoim łóżku leżał jakiś czerwony skórzany zeszyt...-serce podeszło mi do gardła
-Mam nadzieję że go nie otwierałeś-powiedziałam z nadzieją
-Co ty.Chroni je zaklęcie.Właściwie co to?- spytał
-Nic co powinno cię interesować-co miałam mu powiedzieć? Że piszę pamiętnik? Wyśmieje mnie!
-Okej nie pytam.
-Ale możesz coś dla mnie zrobić.Zabierz go do was do Dormitorium ale NIKOMU powtarzam NIKOMU go nie pokazuj i nawet niech ci do tej rozczochranej głowy nie przyjdzie otwierać go!Czy wyrażam się jasno? - spytałam
-Tak słońce.Znaczy jak słońce-poprawił sie.Debil.
-Zajebiście.Idę teraz do Madi.Odezwe się wieczorem paaa-pomachałam mu
-Narazie Rudzielcu - i się rozłaczył
Zdziwiona weszła do łazienki i spojrzałam w lustro obramowane złotem.Rudy?Skąd to się wzięło?No tak.Nie zawsze mogę panować nad moimi Metamorfozami.W szczególności jeśli chodzi o Włosy.Szybko zmieniłam je na brąz aby matka ani ojciec Madi nie dostali zawału i pomyśleli że jakieś dziecko Szatana przybyło.Wyszłam z swojego tymczasowego pokoju i zaczęłam szukać pokoju Welly.Po godzinie znalazłam go.
-Cześć Well.Rozpakowałaś się?-spytałam
-Tak.Już jakąś godzinę temu-odparła
-To czemu tutaj siedzisz?-spytałam
-Bo jak wyjdę to się zgubię , a nie pamiętam gdzie jest pokój Madi-zaśmiała się
-Chodź.Poszukamy jej-odparłam i wyszłyśmy z pokoju.Zaczęłyśmy chodzić po przeróżnych pokojach szukając naszej przyjaciółki, niestety nie znalezłyśmy jej.Za to natknęłyśmy się na dość wysoką kobietę.Miała ona ciemno-brązowe , kręcone włosy do ramion i piwne oczy.Kobieta miała na sobie biala koszulę z idealnie wyprasowanymi mankietami i granatową spódnicę za kolana.Do tego na nogach miała czarne buty na obcasie.Nie zwróciła na nas najmniejszej uwagi ponieważ czyściła stary wazon.
-Dzień dobry-powiedziałam , a ta oderwała wzrok od wazonu i spojrzała na nas swoimi piwnymi oczyma.
-Witajcie ślicznotki.Wy pewnie jesteśmy przyjaciółkami  Panienki Madllinerin?-spytała z uśmiechem
-Ja żadnej Madllinerin nie znam tylko Ma...Aaaaa...A no jej szukamy - wyszczezyłam się
-Zaraz was do niej zaprowadzę.Jestem Marta-dygnęła
-A ja Kasja.A to Welly
-Dobrze tak więc chodźmy!-zaprowadziła nas pod drzwi pokoju Madi a potem odeszła.
Zapukałyśmy do jej pokoju , a potem weszłyśmy
-Madi?-spytała Welly
Jej pokój miał jeszcze inne drzwi.Jak potem Madi nam wytłumaczyła ma ona swój własny gabinet,pokój,sypialnie i łazienkę.Nad jej łóżkiem widniał napis : "I'd rather bend then break".Gdy zaczęło się ściemniać razem z Madi - aby się nie zgubić - zeszłyśmy do kuchni.
Usiadłyśmy do stołu i po chwili do pomieszczenia weszli rodziciele Madi.
Rellevi McAviccioo miała okropnie ciemne oczy.Ledwo co można je było odróżnić od źrenic.Była bardzo blada.Usta miała pomalowane na krwisto czerwono.Była ona wysoką i szczupłą kobietą , która miała na sobie dostojną , starą suknię i taki dziwny kapelusz z siateczką na twarz.Króczo-czarne włosy były spięte w ciasny kok.
Jej mąż , Pevelo miał brązowe oczy oraz włosy.Również był wysoki i dobrze zbudowany. Był elegancko ubrany w spodnie od garnituru w bezowym kolorze oraz koszulę pod kolor.Na nią miał założone białe szelki oraz białe lakierki.Mężczyzna spojrzał na zegarek , a później na telefon.Madi wspominała że jej ojca często nie ma i że wraca jedynie na kolacje.Gdy podeszli oni do stołu Madi wstała.My oczywiście zrobiłyśmy to samo.
-Witaj Madllinerin.Widzę że mamy gości-powiedziała matka Madi.
-Naturalnie matko.To jest Welly Wentwoter oraz Kasjopeja Estollar.-przedstawiła nas Madi
-Witam-kiwnęła na nas głowami w geście przywitania-Miło Madame Kasjopeję oraz Welly zaszczycić w naszych skromnych progach.-powiedziała.Potem już nikt się nie odezwał.Nawet Madi. Służba podała nam jakieś dziwne danie ,które nie wiem nawet czym było.Wiem że byłam głodna, a to było dobre.


Po kolacji razem z Welly usunęłyśmy się do swoich pokoi.
Wykąpałam się , przebrałam w piżamę i położyłam się na wielkie łóżko.Złapałam za lusterko i spojżałam w jego przeźroczystą taflę
-James Potter
-Cześć Siostra!-czemu kiedy dzwonie do Syriusza odbiera James , a kiedy do Jamesa odbiera Syriusz?
-Niech zgadnę Jamesa nie ma , a ty siedzisz w dormitorium z Remusem który czyta ksiażkę i Peterem ćwiczącym zaklęcia?-spytałam
-Wow.Dobra jesteś.Skąd wiedziałaś?-zdziwił się Łapa
-Jestem Medium - mruknęłam zniesmaczona
-O rany!To o czym myślę? - spytał
-O kolacji-mruknęłam
-SKĄD WIESZ?!-zawołał i wytrzeszczył oczy
-Bo w Hogwarcie ZAWSZE o 19 podają kolację a jest za pięć.-oznajmiłam znudzonym tonem
-No fakt...-wypuścił powietrze ze świstem.
-Dobra ja idę spać bo już nie daję rady.-powiedziałam
-Ej no dopiero co zadzwoniłaś!-skarżył się
-Ale już mam cię dosyć.Pa-rozłączyłam się i niedbale przykryłam się kołdrą.Szkło odstawiłam na majestetyczną szafkę nocną i zasnęłam


Następny dzień wyglądał podobnie. Wykąpałam się , ubrałam i zgubiłam szukając jadalni.Natknęłam się na Martę , która mnie do niej zaprowadziła.Jak myślałam przy stole siedziała już Madi i Welly.Ani matki ani ojca przyjaciółki nie widziałam.
-Cześć wam - powiedziałam niewyspana
-Cześć Kasjo.O której się położyłaś?Kiepsko wyglądasz...-powiedziała przyglądając mi się Welly
-Dzięki.Lepszego komplementu jeszcze nie słyszałam-uśmiechnęłam sie nie mrawo i zabrałam się za jedzenie.
-To może zrobimy sobie taki babski dzień?Kosmetyczna,masaże...Takie przygotowanie przed Sylwestrem.Co wy na to?-spytała Madi , a my pokiwałyśmy głowami na TAK.
I się zaczęło.Regulowanie brwi,profilowanie i malowanie paznokci,wszystkie możliwe masaże i sauna.Na koniec wylądowałyśmy w Jacuzzi.
-Czemu nam nie powiedziałaś że masz na imię Madllinerin?Tylko Madi?-spytała Welly
-Tylko rodzina tak do mnie mówi.Poza tym nienawidze dłuższej wersji swojego imienia- oznajmiła.
To zupełnie tak jak ja.
Ten dzień był niesamowity.Nigdy w życiu tak nie odpoczęłam.Byłam szczęśliwa.Jutro przyjeżdżają Huncwoci i Goście.Bo jutro jest Sywester

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 58 "Jedziemy do Madi" - Madi

Wstałyśmy z Kasją w Salonie Wspólnym Krukonów. Spałyśmy obie sobie. Gdyby nie to ,ze Kasja jest bardzo mała to nie wiem jak ja bym dała radę. Przetrałam oczy i zwaliłam Kasję na podłogę ,aby się przebudziła.
- Ałaa... - usłyszałam jedynie jęki z podłogi.
- Wstałaś? - zapytałam spoglądając z sofy na podłogę. Kasja leżała jak upity trup ,który ślini się podczas spania.
- Nie wiem. - odpowiedziała jednym tchem.
- Czyli żyjesz. Jest dobrze. - wstałam i powłokłam zwłoki Kasji za sobą czyli mojego dorma. Weszłam tam wraz z półżywą Kasją. Welly już nie spała. Była idealnie gotowa to wyjazdu. Spakowała swoje torby.
- Witajcie kochane. - przywitała nas ożywiona Welly. - Tak się cieszę ,że do Ciebie jadę Madi. Jestem ciekawa jak wygląda Twój dom.
- Dom jak dom. - opowiedziałam szukając wzrokiem po pokoju sukienek. - Gdzie są suknie?
- W moim kufrze. Nie martw się są idealne. - uśmiechała się Welly. - Idziemy na śniadanie przed wyjazdem?
- Tak. - spokojnie odpowiedziałam ,lecz zaczęłam się stresować gdy widziałam jak Kasja jest niewyspana. - A co z nią?
- Hmm , - Welly podeszła do Kasji patrząc na nią dokładnie. - KASJA WSTAWAJ STRACIŁAŚ DZIEWICTWO Z PETEREM !!! - wykrzyczała do ucha Kasji Welly.
- Na jakiego? Co? - Kasja oprzytomniała i zerwała się na proste nogi.
- Żartowałam. Idziemy na śniadanie? - ruszyła na przód zadowolona Welly ze swojej roboty. Natomiast Kasja rozejrzała się po pokoju i spojrzała na mnie z grobową miną.
- Teraz to jedyne co potrzebuje to jedzenie i test ciążowy. - mamrotała Kasja.
- Welly żartowała. - uśmiechnęłam się - Idziesz na to śniadanie? Po nim od razu jedziemy?
- Nie. nie jestem głodna. - W pokoju ucichło i słuchać było tylko jak burczy Kasji w brzuchu. - No dobra jestem głodna jak cholera.
- Tarcza obrona ? - zapytałam z delikatnym uśmiechem.
- Dokładnie. Już nawet nie wiem co Welly powiedziała. Mówiła ,ze ufo nas zawiezie do Londynu czy to ,że kotlety w soboty są bez mięsa?
- Dziś jest środa.
- Nie ważne ,też nie lubię grać w szachy to nudne. - mówiła znudzona Kasja. Ja w sumie nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Chyba rzeczywiście jesteś głodna. - odparłam pchając ją w środę wyjścia. Uznałam ,że czym prędzej pójdziemy coś zjeść to dobrze. 
- Orzechy są twarde? - Kasja trudziła się nad tym aż do samej Wielkiej Sali więc miałam spokój.
Usiadłam z nią przy stole Gryfonów i zaprosiłam tam Welly by nie siedziała sama ,ale dla Welly nie było to najlepsze rozwiązanie. Huncwoci już dawno zajadali się jedzeniem. Kasja usiadła koło Petera i złapała do za rękę ze smutną miną. Jakby miała jakąś naprawdę przykrą nowinę do wyjawienia. Jak się okazało. Dla Petera była.
- Peter, muszę Ci coś powiedzieć. Podejrzewam ,że po tym jak mnie zgwałciłeś mogę być w ciąży.
- Co?! - wypluł owsiankę na Syriusza ,który siedział przed nim. - Zgwałciłem?
- Kasja jest głodna i wygaduje głupoty. - uspokoiłam sytuację.
- Aaa. - odpowiedzieli wszyscy zgranie.
- Było można się tego domyślić. - mruczał Syriusz ,który oblizywał swoją twarz z owsianki.



Po śniadaniu zaniosłyśmy kufry ,które wylądowały w wagonie z kuframi więc nie musiałyśmy się martwić. Lecz ja zawsze miałam coś koło siebie. Miałam torbę w której miałam m.in. pamiętnik. Huncwoci odprowadzili nas na stację ponieważ oni wyjeżdząją do Londynu za 2 dni. My w tym czasie miałyśmy przygotować dom i tym podobne. Na stacji mieliśmy trochę czasu żeby się pożegnać i tym podobne. W tym czasie wręczyłam oficjancie zaproszenia Huncwotą i po drodze Severusowi.  Miałam na dzieję ,że wszyscy przyjdą.
- W moim dormie macie jeszcze kilka zaproszeń na naszego WIELKIEGO SYLWKA. Rozdjacie je proszę. - mówiła prędko Kasja.
- No dobrze. A w sumie ile jest tych wszystkich zaproszeń? - spytał Remus.
- Około 500 ,ale jak nie rozdacie wszystkich to spoczko. - uśmiechneła się. Wtedy uściskałyśmy Huncwotów i weszłyśmy do pociągu. Zajęłam dobry przedział. Nie był na środku ,wiec nie będzie trzeba przepychac sie do wyjścia ,ale nie był po boku więc nie pod naszymi drzwiami badny dresów. Zajełam mięjsce pod oknem. Naprzeciw mnie usiadła Welly ,a obok mnie Kasja.
- Jak się prześpie to nie będziecie złe ? - zapytała Kasja zerkając na nas z nadzieją.
- Będziemy wściekłe! - odpowiedziałam. - Nawet się nie waż koło mnie spać. Nawet nie wiedz jak się ślinisz. - zaśmiałam się. - Ten kaszmir nie jest zwykłym kaszmirem. Jest od tego samego producenta co niektóre ubrania J.M.S.Chang'a. - mówiłam dumnie.
- Kurde. Liczyłam na drzemkę. - Kasja się zawiodła. - Hmm ,a  może macie dzisiejszego Proroka do przeczytania?
- Yep. I have. - odpowiedziałam. - But ... poczekaj. Ja najpierw przeczytam i Ci dam. - uśmiechnęłam się i wyjęłam gazetę z torebki od Armanniego.Oczywiście zaczełam od pierwszej strony bo na niej zawsze był Chang.




- Znowu robi wokół siebie chaos i masakrę. - mówiłam wpatrując się w zdjęcie. 
- "Ja jestem chaos ,a on masakra" - udwała Kasję glinę ze znanego Amerykańskiego serialu. 
- Co o nim piszą ? - pytałą zaciekawiona Welly. Zaczęłam czytać na głos artykuł.
- "Jung Min Soo Chang podczas swojego wczorajszego wywiadu zachwycił swoje fanki odpowiedzią na pytania. Na pytanie o swoje motto życiowe odpowiedział: 'Chciałbym mieć najwięcej, jak to możliwe, żeby przeżyć wszystkie rodzaje doświadczeń, bo każde doświadczenie będzie początkiem czegoś nowego'. Dziewczęta zachwycone jego mądrością i dojrzałością w tak wczesnym wieku. Młodzieniec oczarowuje również starsze towarzystwo. Wielu nauczycieli ze sławnych szkół wypowiada bardzo uprzejme komentarze co do młodej gwiazdy Junga Min Soo Chang'a." - ustałam wzdychając i łapiąc oddech.
- Ideał. - odpowiedziała Kasja. 


http://31.media.tumblr.com/421ae981ee552a120b3ce7894801e570/tumblr_mn36nmicfr1s9c3t1o1_500.gif

- A to kto? - zapytałam pokazując dziewczyną zdjecię.
- To jest Williams. Evan Williams. - odpowiedziała prędko Welly. 
- Kto to? - zapytałam ponownie. 
- No wiesz. to syn Paula Williamsa. Tego co za młodu pracował z Horacym ,no i coś tam wymyślili. Wszyscy oczekują ,że Evan będzie taki genialny ,ale  niestety na razie nie wykazuje się specjalną inteligencją.  Co o nim piszą? 
- "Evan Williams na konferencji prasowej nie wyróżnił się niczym szczególnym. Media ciagle naciskają na młodego Evana. Młody Williams nadal nie pracuje nad niczym i nie ma planów na nic szczególnego." 
- Czyli ... ten chłopak jest znany tylko przez swojego ojca? - zapytała zniesmaczona Kasja.
- Na to wygląda. - odpowiedziałam. 
Podróż minęła dość udano. Kasja mnie nie obśliniła ,a Welly nie zanudziła na śmierć. 
Wysiadłyśmy z pociągi. Wzięłyśmy  swoje kufry. Z czym ja miałam problem , bo pomimo tego ,że wracałam tylko na kilka dni do domu to i tak miałam 3 kufry. Zamówiłyśmy BIG taksówkę i jakoś zapakowałyśmy ją do pełna. Kasja i Welly bardzo podniecone czekały aż zobaczą mój dom. Ja natomiast nie wiedziałam czy powinnam być dumna z dorobku moich rodziców czy wstydzić ,ze posiadamy tak mało. Do Sennen z Londynu było jakieś 320 mil. Czyli tak na oko 6 godzin jazdy. Pomimo długiej jazdy przez ten cały czas Welly i Kasja podniecały się moim domem. Ich wyobrażenia na ten temat był różny. Kiedy już dojechałyśmy do Sennen ,dziewczyny zauważyły mój dom z pytaniem "Czy tu mieszka królowa Elżbieta?" Ja na to wybuchłam śmiechem i odpowiedziałam ,ze to tylko ,mój dom. 

Rozdział 57 "Skryci Kochankowie i Sweter" - Kasja.

Szybko pobiegłam w podskokach w stronę swojego dormitorium. W pośpiechu założyłam różowy sweterek i czarne rurki. Na nogi założyłam siwe , oficerki za kostkę. Swoje brązowe włosy zostawiłam rozpuszczone i w miarę szybko zarzuciłam na siebie siwy płaszczyk. W między czasie zdążyłam chwycić granatowy beret. Skocznym krokiem ruszyłam w stronę Dormitorium Huncwotów.
-Cześć słodziaki-przywitałam się z nimi i usiadłam se na łóżku Jamesa
-Siemka-odpowiedzieli
-Jeszcze nie gotowi?-zdziwiłam się
-Ano.James nie może znaleźć gaci-powiedział Syriusz
-Ale przecież ma je na sobie - powiedziałam patrząc na Jeansy Potter'a
-Ale my nie mówimy o tych...-dodał Peter
-Taaa- powiedziałam
-Czy to beret?-spytał Remus
-Spadaj.Berety są Cool - poprawiłam beret z uśmiechem
-Uroczo-mruknął Łapa
-Zbierać dupy i widzimy się w Pokoju Wspólnym-uśmiechnęłam się ponownie
-Ja już jestem gotowy to pójdę z tobą-powiedział Peter puszczając do mnie oczko
Razem ruszyliśmy w stronę naszych miejsc.
-Kiedy im powiemy?-spytał Peter
-Boże nie wiem...- wywróciłam oczami - Jedno jest pewne. Musimy się pilnować aby PUKI CO nikt się nie dowiedział - powiedziałam siadając naw fotelu
-Mówiłem ci już jak ładnie ci w tym berecie - zniewalająco się uśmiechnął opierając się o stoliczek naprzeciwko.
-Serio?Wiesz nie byłam pewna czy...-spojrzałam na niego widząc że się śmieje-NIE!NIKOMU Peter! - zawołałam i walnęłam go w ramię
-Wredna jesteś-zrobił smutną minę
-No patrz.Dziwne nie?-wyszczezyłam się i dałam mu buziaka w policzek
Po chwili Huncwoci zeszli na dół. Zeszliśmy razem pod Wielką Salę i pożegnałam się z nimi.
-Jestem!-uśmiechnęłam się do Welly i Madi
-Świetnie.To co? Idziemy! - zawołała Welly i razem ruszyłyśmy na podbój sklepów


Welly ciągała nas po przeróżnych sklepach w poszukiwaniu niezbędnych materiałów.A to po pióra, to po jakieś falbany, nie wiem na co jej była stara pościel ale okej..Madi nie kazała wątpić mi w cytuję ,,Miszcza Szycia,, Po wszystkich zakupach - które trwały NAPRAWDĘ długo - udałyśmy się do Trzech Mioteł.Tam siedzieli już Huncwoci. Zamówili nam po piwie kremowym , a my usiadłyśmy
-Macie już wszystko?-spytał James
-Miałyśmy problem ze znalezieniem srebrnej nici ale udało się-uśmiechnęłam się.Nic mi dzisiaj nie popsuje humoru
-Na co wam srebrna nic?-spytał Syriusz
-No wiesz Black.Nić ogólnie to do szycia jest nie?-spytała z irionią Madi
-Ta?No pacz.A ten sweter jest z włóczki-powiedział szczerząc się pokazując nam swój brązowy sweter
-Mam nadzieję że dobrze się jara.Wyglądasz w nim jak pedał-mruknęła Madi.
-Udam że nic nie słyszałem-powiedział wciąż się szelmowsko szczeżąc w stronę czarno-włosej
-Aha-mruknęła Welly-coś chyba nie lubiła Huncwotów.A Jamesa to w ogóle! Nie patrzyła na niego wcale.Za to Rgacz ślinił się nieźle do niej.Hmmm....


-To co? Wracamy tu po Ognistą nie?-powiedział cicho Syriusz
-A no! - powiedział ochoczo James
-Ale to ostatnie wyjście do Hogsmeade przed Sylwestrem - oznajmiła Madi
-Nie dla Huncwotów-powiedział Peter
Wyszliśmy z Trzech Mioteł i ruszyliśmy w stronę zamku.
-Jezu.Jaka idiotka.Zostawiłam zakupy w Miotłach.Nie czekajcie na mnie-powiedziałam i zawróciłam.Dobrze że daleko nie poszliśmy.Szybko podeszłam do stolika i zabrałam 2 torby.
Gdy wyszłam z gospody przed drzwiami stał Peter
-Idioto.Mogłeś iść z nimi-uśmiechnęłam się
-Nie mogłem-odwzajemnił gest i zabrał mi torebki.
Szliśmy oddaleni od uczniów pośpiesznie zmierzających w stronę zamku.Mnie nie było zimno.Miałam beret.Tak...Ten beret był niesamowity.Cicho się z siebie zaśmiałam.Po chwili zatrzymałam się i spojrzałam w górę.Zaczął padać śnieg.Kochałam śnieg.Był taki...Biały...I mimo swojego bojowego , okrągłego kształtu kruchy.Poczułam ręce Petera na swojej twarzy. Spojżałam w jego błękitne oczy.Jezu.Jaki on przystojny.Wysoki brązowowłosy chłopak o pięknych oczach.Czego więcej można chcieć?
Ten przymknął oczy i delikatnie ucałował moje usta.


-Nie mogłeś się powstrzymać co? - odparłam cicho gdy odsunął sie lekko odemnie
-I to jeszcze w śniegu-uśmiechnął się.




Wieczorem Welly zamknęła się w pokoju i nie pozwoliła nam do niego wchodzić. Chcąc dalej żyć udałyśmy się do kuchni.Porozmawiałyśmy sobie z Skrzatami  i wróciłyśmy do Pokoju Wspólnego Krukonów.Welly wciąż nie wychodziła z pokoju więc zmęczone zasnęłyśmy.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Rodział 56 "Zaproszenia ,Zaporszenia! Kto chce zaproszenie?" - Madi

Wstałam rano. Nakarmiłam Nani. Ogarnęłam się do stanu użyteczności ,a później razem z Welly poszłyśmy do Wielkiej Sali na śniadanie. Usiadłyśmy przy swoim stole. Przy stole Gryfonów nie było ani Kasji ,ani Petera. Chwyciłam za mleko i płatki. Welly wolała przeglądać Proroka Codziennego.
- I co nowego? - zapytałam zaglądając do środka gazety.
- W sumie to nic. - powiedziała Welly zamykając gazetę kładąc na stole.Wtetdy spojrzałam na pierwszą stronę gazety. Znów żuciło mi się w oczy nazwisko Chang. Matko. Znowu piszą o moim Jung'u. Chwyciłam prędko gazetę. Przeczytałam nagłówek "Młody Chang. Od dziecka uroczy." 
- Jak to nic! - krzyknęłam na Welly wciąż wpatrując się w tytuł. - Piszą o Chang'u. - powiedziałam podnieconym tonem głosu. W końcu zaczełam czytać na głos artykuł. - "Jung Min Soo Chang już od najmłodszych lat był okrzykiwany najsłodszym i najgenialniejszym dzieckiem w świecie czarodziejów jak i w świecie mugolskim." - zatrzymałam się by złapać oddech. Znów zaczełam czytać. - "W świecie mugolskim wygrał sporo nagród zwiazanych z urodą jak i talentem muzycznym. W świecie czarodziei młode dziewczęta też zachwyciły się głosem młodziutkiego Jung'a. Czy ten chłopak ma jakieś wady? Uzdolniny. Przystoiny. Zabawny." - skończyłam czytać kończąc wielkim westchnięciem na cześć mojego ukochanego idola.
- Fakt. - przyznała Welly. - Już za młodu wyglądał uroczo. - powiedziała pokazują wskazującym palcem na zdjęcie.


- Uroczy. - zaczełam namiętnie macać zdjęcie. - Ile ja bym dała by spotkac teraz Jung'a. - zanurzyłam się w marzeniach. 
- Hmm... to chyba nie jest taki problem. Przecież często przebywa w mugolskim świcie. Może na jego koncert ,albo coś w tym stylu. - mówiła Welly. I to co mówiła było dość sensowne. 
- Ale to dużo trudu. Wiesz co Welly? Czasami zastanawiam się czemu nie ma takich chłopaków u nas w Hogwardzie. - położyłam Proroka obok swojej miski i zaczęłam jeść.
- Było by wspaniale. Ale to chyba pozostanie tylko w naszych marzeniach Madi. - powiedziała delikatnie zasmucona Welly. - Nawet mi się przez te myśli o nim odechciało mi się jeść... Ale nikt Ci się nie podoba w naszej szkole? Bo wiesz ... do Korei to po pierwsze daleko. A po drugie Highness School jest podzielone na dział męski i żeński. Nie mają ze sobą razem lekcji. Tak czytałam...
- Wiem. Pewnie muszą być niewyżyci. - zaśmiałam się. - Słyszałam że ,żeby dostać się do tej szkoły trzeba zdać jakieś testy. I tak się zastanawiam ,że tam same czyste krwi muszą być. No w sumie to jak można coś wiedzieć o Magii ,gdy jesteś nieczystej krwi ? Poza tym w Hogwardzie są panowie godni spojrzenia. Ale nie dalszego zainteresowania. Chociaż Remus jest dość interesujący ,ale coś mnie okłamuje. Tak jak Kasja. Coś ukrywają. A Tobie? Ktoś się podoba? - zapytałam ciekawie spoglądając głęboko w oczy Welly ,które zaczeły się świedzić ,gdy zadałam pytanie. Zauważyłam ,że w tym momencze spogląda na stół Gryfonów ,a dokładnie na Pottera. Jamesa Pottera. Nie musiała nawet odpowiadać. Wiedziałam już o co chodzi ,a nawet jeśli miała odpowiedzieć to Kasja jej przerwała. 
- Hej mordeczki! - zawołała Kasja. - Mam zaproszenia! 
- Oo ,dlatego się spóźniłaś? - spytałam.
- yyy..... Tak właśnie dlatego. - odpowiedziała z lekkim zamyśleniem. - Podobaja się? Na razie zrobiłam ich  50. 
- Oo ,chyba wystarczy ,prawda Madi? - skierowała pytanie do mnie Welly. 
- Hmm , tak sądzę. - odpowiedziałam nie do końca przekonana w to co mówię.
- Więc co idziemy je ... rozdać ? - zapytała Kasja spoglądając na mnie i Welly.
- No pewnie. -  uśmiechnęła się Welly wstając. - Ale ty dopiero przyszłaś. Nie chcesz nic zjeść?
- Nie. Jakoś nie jestem głodna. - odwzajemniła uśmiech Kasja.
- No dobrze. Więc ja już wyjdę przed Wielką Salę. Tam na Was poczekam. - Welly udała się w kieunku wyjścia. Ja również wstałam od stołu.
- Miła ta Welly jest. Chyba ją lubię. - uśmiechnęła się Kasja , mówiła bardzo egocentrycznie. - A ty jak myślisz. Ona mnie lubi?
- Chyba .... A co? - odpowiedziałam bardzo dwustronnie.
- OOO ,jak fajnie. - dalej zacieszła mordkę Kasja. - W takim razie też ja lubię. - podskakiwała Kasja z nadmiaru szczęścia. Gdy już Kasja się wyskakała zaczeła biec w stronę wyjścia krzycząc "Welly! Mordeczko. Już idę!"
- No to Kasja znalazła kolejną przyjaciółkę. - odpowiedziałam sama do siebie delikatnie się uśmiechając.


-Zapraszam na imprezę u Madi McAviccioo. W jej "domu". - krzyczała na holu Kasja. Podeszła do nas jakaś Puchonka.
- Ja też mogę przyjść. Nie mam planów na sylwek ,a nie chcę spędzić sama.
- Jasne. - odpowiedziała żwawo Kasja natychmiastowo przytulając Puchonkę. - Jak Ci na imię mordeczko?
- Reene.
- Jak uroczo. Trzymaj zaproszenie. - Kasja wręczyła Puchonce zaproszenie. - Madi mieszka w Sennen , jest tam podobno wiele domków letniskowych ,ale dom Madi jest bardzo duży ,na pewno go zauważysz.
- Dobrze. Bardzo dziękuję. - Puchonka odeszła . - Matko to było ostatnie zaproszenie jakie miałam rozdać. - Kasja znowu zaczęła skakać z nadmiaru szczęścia.
- Czyli w sumie rozdałaś 44 zaproszenie. - obliczyła szybko Welly.
- Ja mam resztę. Te 6 zaproszeń sama chcę później wręczyć. - uśmiechnęłam się.
- Dobrze. Więc ja idę się ogarnąć i za jakąś godzinę widzimy się przed wyjściem? - mówiła szybko Kasja.
- Tak. Wezmę pieniądze , przebiorę się i możemy iść do Hogesame. - pokiwałam głową i ruszyłyśmy do swoich dormitoriów.

Rozdział 55 "On mnie sprowokował" - Kasja

Lubię być w szkole. Zawsze coś się tutaj dzieję. Niedługo wracamy do domów na Sylwestra ale to jeszcze czaaaas. Siedziałam już od dawna w Wielkiej Sali jedząc owsiankę kiedy do naszego stołu przyszli 3/4 Huncwotów. Brakowało jedynie Syriusza.
-A gdzie Łapa? - spytałam ich gdy usiedli już do stołu
-Śpi - odparł James z skwaszoną miną
-U kogo w tym roku robimy sylwestra? - spytał Remus.
-Może u mnie? - spytał James
-Hmmm...Zobaczymy...Jedno wiemy na pewno. U Petera na pewno nie. Po ostatnim Sylwestrze Syriusz i James zbili szybę kapciem - mruknęłam 
Po chwili do naszego stołu podeszła Madi. Usiadła między Peter'em a Remusem i westchnęła
-Cześć- przywitała się
-Hej Madi. Widziałaś może Syriusza?- spytałam ją z myślą że może mijała się na schodach z naszym przyjacielem 
-WCALE NIE WALNĘŁAM GO WHISKEY!-zawołała wstając
No tak.Czasami Madi jak zrobić coś złego , czego żałuję mówi przy pierwszej lepszej okazji.
-CO?!WALNĘŁAŚ GO WHISKEY?!-Zawołał zdziwiony Remus do siedzącej już Madi 
-Sprowokował mnie - odparła już całkowicie opanowana
Westchnęłam i oparłam głowę o rękę
-Idźcie po niego- mruknęłam do Petera i Remusa , a ci bez słowa wstali i ruszyli na pomoc przyjacielowi 




-Jezu jak mi się nudzi - powiedział Peter zdychający na łóżku.Siedziałam sobie z Huncwotami w moim dormitorium.Tak o se siedzieli ze mną.Amelia Meredith i Rose nie wracały na ten okres czasu.Tak więc miałam caaaaałe dormitorium dla siebie. 
-To...No nie wiem...Może pogramy w karty? - spytał James 
-Ta od razu w Bingo! - prychnęłam
Chłopaki spojrzeli w moją stronę


10 minut później


-Yeaaa Bingo! - zawołał 4 raz pod rząd James. Co.Za.Kretyn.
-Oszukiwałeś! - oburzył się Syriusz
-Ja pieprze - przy nich nie da się NIE przeklinać. 
-Nudzisz się z nami ? - spytał Remus
-Nie...Wcale...Co ja poradzę że pogadałabym z kimś o..no nie wiem..babskich rzeczach? - zamyśliłam się
-Na przykład ? - spytał Syriusz
-No na przykład o ... no nie wiem ... chłopakach... 
-Świetnie! Pogadajmy o mnie ! - napalił się Syriusz 
-Jasne! Masz niewyobrażalnie duże łapska , wytrzeszczone oczy , a o uszach to już nie wspomnę! Ktoś jeszcze chce pogadać o sobie?! - spytałam zirytowana .
-To mooożee...-zaczął Remus 
-Co teraz o tobie?! - zdziwiłam się
-NIE! Może pogadasz o tym z Madi?- spytał 
-No fakt! Ja przecież mam Madi! - powiedziałam i pacnęłam się ręką w czoło 
I wtedy rozległo się pukanie.
-Wejść! - zawołałam 
-Cześć Kasja.Wpadniesz do mnie i do Welly? Szukamy sukienek Sylwestrowych. Przyłączysz się? - spytała Madi 
-Matko , Madiśka z nieba mi spadasz! Pis Joł! - szybko wstałam i pomachałam chłopakom na pożegnanie




-No dobra.To może najpierw pomyślimy nad sukienkami? - spytała Welly gdy już wygodnie się rozsiadłyśmy na łóżkach. Madi jednym machnięciem różdżki zsunęła je ze sobą więc było wygodnie. 
-Czekajcie.Macie tu gdzieś kartkę i ołówek? Możecie podawać swoje propozycje , a ja zacznę je szkicować? - spytałam
-Dobry pomysł. Trzymaj - Madi podała mi duży notes ołówek i kilka kolorowych kredek.
-Okej. Zacznijmy od Madi. Wstań - poprosiła Welly , a Madi  wstała - Masz ładną figurę, nie sposób tego przegapić. Co powiesz na górę gorsetową wiesz bez ramiączek i niczego i dół troszeczkę szerszy? - spytała 
-Hmm...Tak. Sądzę że tak będzie najlepiej - odparła uśmiechnięta Madi 
Szybko zrobiłam kontury sukienki. 
-Jak z kolorami? - spytałam 
-Może...Czarno-Siwa? Ombre? Ciemny wpadający w jasny? - spytała 
-A materiał? 
-Jedwab! Kocham delikatność. To jedna z najlepszych tkanin - powiedziała 
-Ozdoby? Może jakiś brokat? - spytała Welly 
-Niee nie lubię się świecić 
-Tiul ? - spytałam 
-Nieee. Podrzeć się może i taki przeźroczysty. Jak siatka ! - dodała 
-A może pióra? - spytała Welly 
-Taaaak.Tak to dobry pomysł. Delikatnośc i aksamitność.
-Coś takiego jak to? - spytałam i pokazałam im mój szkic. 




-Jest piękna! - powiedziała zachwycona Madi 
-Ładnie. A jak ją uszyję będzie jeszcze piękniejsza! - powiedziała Welly 
-Ty to uszyjesz? - powiedziałam zdziwiona
-Pamiętasz moją sukienkę na Halloween? - spytała Madi , a ja pokiwałam głową p Welly ją zrobiła 
-Szacun siostra... - powiedziałam kiwając głową z zaciśniętymi ustami z uznaniem 
-Okej.No to teraz makijaż.Delikatny czy mocny? - spytała Welly 
-Może taki...Nie za mocny ale podkreślający moje oczy. Po kilku próbach umalowania Madi zostaliśmy przy takim makijażu 




-A co z włosami? - spytałam 
-Może rozpuszone? Lekko pofalowane - powiedziała Madi i rozpuściła włosy ( Miała kitkę ) 
Naszkicowałam je i położyłam obok reszty szkiców


-To teraz ja!- powiedziała Welly - Chciałabym aksamit.Bo jest taki miękki w dotyku.Myślałam nad Szaro-białym gorsetem na grube ramiączka z falbanką  i dłuuuugą spódnicą z rozpierdakiem po lewej stronie.-Szybko to naszkicowałam i pokazałam Welly.




-Tak dokładnie coś takiego. Włosy. Co mam zrobić z włosami? - spytała 
-Może bardziej ci je pokręcimy i zepniemy przednie pasma? Masz długą ładną twarz i ją bardziej wyeksponujemy - powiedziała Madi 
-Czym zepniemy? - spytała
-Może białą kokardką? - spytałam
-Sudko - uśmiechnęłam się i podała mi oraz Madi po cukierku. Nie jestem już pewna czy mówiła o słodyczach czy o fryzurze.


-I chyba na makijaż zrobię sobie kocie oczy. Nie sądzicie że to seksowne? - spytała Welly 
-Jooł.Takie seksowne jak Julia na balkonie. Po prostu prosiła się o napadniecie i zgwałcenie - powiedziałam , a dziewczyny wybuchły śmiechem.
-No okej czyli kocie oczy - powiedziała Madi , a ja naszkicowałam je. 

-Super.To teraz ty Kasja.Też masz niczego sobie kształty.Więc co powiesz na przylegający len z falbankami?-zaproponowała Welly 
-Hmmm...-zamyśliłam się przytykając końcówkę ołówka do ust
-Kremowy gorset bez ramiączek i od niego do połowy ud miałabyś cienki len i od ud w dół miałabyś falbanki? - naszkicowałam je i uśmiechnęłam się do siebie 
-Geniusz - powiedziałam do Welly 




-Włosy możesz delikatnie spiąć i przytrzymać jakąś srebrną spinką - zaproponowała Madi. Wymyśliłam sobie jakąś fryzurę i ją również przedstawiłam na papierze.

 

 -Masz ładne , duże oczy więc ich nie zmieniaj ani nic. Zrobimy ci delikatny makijaż.Chude kreski eye-lineremi to wszystko.No może trochę szminki i FINITO !





Pokazałam dziewczyną wszystkie szkice , a te uśmiechnęły się 
-Wiecie co dziewczyny? - westchnęła Madi 
-Co? - spytałam 
-Będziemy wyglądać pięknie - powiedziała i uśmiechnęła się 
-Jest tylko jeden problem - powiedziałam - Nie wiemy u kogo zrobić Sylwestra - powiedziałam 
-Ja mam duży dom - powiedziała Madi 
-Kogo zapraszamy? - spytała Welly 
-Tych co wrócili do domu! No i tych co są w Hogwarcie. Hogwart opustoszeje - zaśmiała się Madi 
-Ale ekstra! Ja mogę porobić zaproszenia ! - zawołałam 
-O matko , to już 03:30? - zdziwiłam się
-Ale szybko zleciało-powiedziała Welly
-Dobra ja lece. Welly zostawiam ci szkice.Pojutrze jest wyjście do Hogsmeade to kupimy potrzebne materiały.Dobranoc! -pożegnałam się z nimi i w miarę cicho ruszyłam do swojej wierzy. Omińmy to że wpadłam na zbroje i narobiłam hałasu. W końcu dotarłam do swojego pokoju. Po ciemku wpadłam na swoje łóżku i obróciłam się do ściany.Otworzyłam oczy i poczułam jak moje serce się zatrzymuje. Obok mnie z otwartymi oczami leżał dość wysoki brązowowłosy chłopak.
-Ja pierdole ty pieprzony idioto ! - szepnęłam ze złością
-Zamknij jadaczkę - powiedział Peter. Dzieliło nad 5 centymetrów.
-Nie będziesz mnie uciszał.Co ty w ogóle robisz w moim łóżku ? - zbulwersowałam się 
-Czekam na swoją dziewczynę - szybko zatkałam mu usta dłonią. 
-Zamknij się Hitler! - szepnęłam 
-Idiotka - dodał i objął mnie 
-Nikt naarazie nie może wiedzieć - powiedziałam 
-Sądzisz że Madi wie? - spytał Peter 
-Trzeba było nie łapać mnie za rękę, teraz byś nie myślał - odwróciłam się do niego plecami. Zdziwiłam się ze reszta Huncwotów została.Skoro im wygodnie na jednym łóżku...