- Panienko Madllinerin ! - słyszałam krzyki.
- AAAA ,cicho. - zagłuszałam wszystko ,aby nic nie słyszeć. Jeszcze bardziej wtuliłam się w poduszkę.
- Panienko. Prosze wstać. - rozpoznałam głos Marty.
- GŁOWA MI SIĘ PRZEZ WAS ROZPADNIE !!! - krzyczałam - Czy mam was do cholery ZWOLNIĆ!?
- Przepraszam. Panienki matka chcę z Panienką pomówić jak najszybciej. - mówiła spokojnie. Podniosłam głowę.
- Co powiedziałaś?
- Panienki matka czeka w swoim gabinecie. Powiedziała ,że natychmiast mam Cię do niej zaprowadzić. - spojrzałam na Martę. Wiedziałam ,ze to zły znak. Szczególnie po takiej imprezie.
- Przekaż jej ,że zaraz się zjawię Marto. - powiedziałam usiłując wstać z łóżka.
- Tak jest panienko. - Marta wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Ja natomiast zdenerwowana starałam się się ogarnąć. Po niedługim czasie szybko poszłam w stronę gabinetu matki. Gdy już stałam przed jej drzwiami sprawdziłam tylko czy koszula ma zapięte wszystkie guziki i czy nie jest gdzieś pognieciona. Poprawiłam jeszcze włosy. Chuchałam w rękę by sprawdzić jak z oddechem i zapukałam do drzwi.
- Wejść. - usłyszałam stanowczy głos matki. Chwyciłam za klamkę i weszłam do pomieszczenia. Zamknęłam za sobą drzwi i ukłoniłam się tak jak należało to zrobić w stosunku do matki. - Siadaj. - matka nadal mówiła stanowczo nawet na mnie nie patrząc. Siedziała tyłem na fotelu i patrzała w okno.
- Coś się stało? - zaczełam.
- A nie? - odwróciła się spoglądając prosto w moje oczy. - Kiedy pytałaś o imprezę z okazji Nowego Roku nie sądziłam ,że wypadnie w ten sposób. - mówiła dalej stanowczo tak jak na moją matkę przystało.
- Przepraszam.
- Twoim najbliższym znajomym dałam przenocować. Resztę odprawiłam. Sądziłam ,że wyrosłaś na dojrzałą i mądrą dziewczynę. - matka znowu się odwróciła. - A ja nie pozwolę ,żebyś zgłupiała przez nieodpowiednie towarzystwo.
- Co mam przez to zrozumieć? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Ta cała madame Estollar i te chłopaki. Na pewno nie pozwolę ,żebyś przebywała w ich towarzystwie. - rzekła.
- Czyli chcesz ,żebym nie zadawała się z Kasją?
- Otóż to. - mówiła nadal wpatrzona w krajobrazy lecz teraz na jej twarzy było można zauważyć inne rysy Tak jakby to był zarys uśmiechu ,lecz to było trudne do nazwania tego uśmiechu.
- Matko... - zaczełam spokojnie. - Kasja to moja jedyna ...
- W naszej rodzinie nie jest potrzebna przyjaźń. Czego Ci brakuje? Masz wszystko. Więc po co Ci przyjaciele.
- Matko...
- Jeżeli zrozumiałaś możesz już wyjść. Mam jeszcze coś do zrobienia. - wyciągnęła z biurka jakieś papiery. Chwyciła za długopis. - Aaa ,Daniell u nas przenocował. Poprosiłam ,aby został do obiadu.
- Tak matko. - skłoniłam się i wyszłam. Starałam się opanować gniew jaki czułam w tym momencie do matki. Szybko pobiegłam do pokoju Kasji. Wpadłam bez płukania. Na łóżku leżała Kasja z Jamesem i Peteram. Kasja między nimi. Pod łóżkiem leżał Syriusz. Widać było jedynie jego wystająca głowę. A gdzie Remus? Rozejrzałam się dokładniej po pokoju. Nie mogłam go znaleźć.
- Syriusz... - podeszłam do niego i kopałam go w głowę.
- Czachaaa sieee rozpadaaa .... - mówił pijany.
- Wstawaj. - znowu kopnęłam go w głowę.
- Czego Madiśka chceeesz... ?
- Wstawaj. Już 11 i tak musimy już wstawać.
- Co? Dopiero 11?
- Dopiero?
- Godzinę temu położyłem się spać.
- Balowałaś do 10? - zapytałam pod wrażeniem głupoty.
- Pewnooo. Tak Blackowie świętują sylwka... - mówił czkając. Musiał być naprawdę pijany.
- Idiota. Wstawaj i pomóż mi innych obudzić.
- Nie możesz obudzić kogo innego? Dopiero co się położyłem. - mówił błagalnym tonem głosu.
- Bo zacznę warczeć. Nie będę czekać. - groziłam.
- Nie dość ,że będziesz warczeć , to jeszcze szczekać? O nie to moja proszka. - powiedział ożywiony ,ja na to spojrzałam dziwnie i pomogłam mu wstać.
- Lepiej idź do kuchni ,albo znajdź Martę. Musisz wypić kubek kawy. Ona pomaga na kaca. - uśmiechnęłam się i popchałam go w stronę wyjścia.Ten pijańskim krokiem wyszedł z pokoju. Popatrzałam na łóżko. Przyjrzałam się dokładniej. Pijana Kasja spała na Remusie. Jak ja mogłam go nie zauważyć? Podeszłam do łóżka chwytając z szafki nocnej szklankę z wodą (chyba wodą). Żal mi było mojej pościeli ,ale trudno. Musiałam ich jak najszybciej obudzić. Zaczęłam wylewać delikatnie wodę po twarzach Jamesa , Petera i Kasji. Kasja tak dokładnie przykryła Remusa ,ze pewnie na niego nie "woda" nie dotarła. Wszyscy jako tako się przebudzili. Niestety prócz Jamesa. On jedynie oblizał swoją twarz i mrukną coś pod nosem typu "Takie dary z nieba mogę dostawać codziennie." Więc ja zdenerwowana ,"celowo" upuściłam szklankę bez zawartości.
- CO DO CHOLERY!!! - ocknął się James.
- Cześć James. Wstawaj. - uśmiechnęłam się gdyby nigdy nic. Dobrze ,że nie musiałam użyć metody Welly. (gratulacje jesteś ojcem) Sądzę ,że James by tego nie przeżył. Tak samo jak Welly. Tak sądzę.
Kiedy już przebudziłam wszystkich ,co później jak się okazało nie jest trudne zaprosiłam na śniadanie do jadalni. Kasja weszła trzymając się z głodu za brzuch.
- Czysto tu. - wszedł zaskoczony i już bardziej trzeźwy Syriusz. - Ty to musisz mieć służbę. Idzie pozazdrościć Madiśka.
- Dziękuję. Teraz możemy zasiąść do stołu. - usiadłam na swoim stałym miejscu. - Macie może dzisiejszego Proroka? - zapytałam nakładając sobie naleśniki.
- Niestety nie. - odparła Welly popijając kawę.
- A jak z wami chłopaki? Też nie macie dzisiejszego wydania? - na co oni wszyscy zgodznie potakiwali na "nie". - Marto! - zawołałam.
- Tak panienko. - z kuchni wyskoczyła Marta ,ocierając ręce w swój biały fartuch.
- Proszę ,poproś Harolda ,aby dostarczył mi jak najszybciej Proroka Codziennego.
- Dobrze panienko. - Marta znowu schowała się w kuchni. Wchyciłam za cukier puder i posypałam naleśniki , kiedy miałam już jeść zauważyłam ,ze do jadalni wchodzi Daniell.
- Witam wszystkich. - skłonił się delikatnie w przejściu. - Smacznego! - odparł od razu kiedy zauważył ,ze jemy.
- Dziękuję. - odpowiedziałam z wielkim szczerym uśmiechem. Daniell podszedł do mnie spoglądając mi w talerz.
- Madiśka ,jak ty jesz. Zawsze naleśniki jedliśmy inaczej pamiętasz. - chwycił ,za miskę z truskawkami i zaczął nakładać mi na talerz. - Od razu lepiej. - odparł siadając po mojej lewej stronie. - Aa ,i nie zapomnij o syropie. - wręczył mi syrop ,którym polałam naleśniki.
- Pamiętałeś. - powiedziałam odstawiając syrop klonowy z radością.
- Oj Madiśka ,za długo się znamy... - zaśmiał się Daniell. Spojrzałam na miny innych. Byli bardzo zaskoczeni zachowaniem Daniella.
- Od jak długa się znacie? - zapytała Kasja z dziwnym grymasem twarzy.
Daniell spojrzał na mnie po czym znowu się zaśmiał.
- Noo ile to Madiśka już będzie. - mówił ze zastanowieniem. - Może powiem prościej. Od malucha.
- Naprawdę? - zpytał Syriusz patrząc na mnie bardzo dokładnie.
- Tak. To prawda. Mój i Daniella ojciec pracują razem. No i tak się złożyło ... - uśmiechnęłam się pod nosem przeżuwając naleśnika.
- Dużo przeżyliśmy wspólnie. - mówił bardzo zadowolony Daniell. - Pierwsza przyjaźń. Pierwsza miłość ... - nagle Daniell zatrzymał się i zaczął się śmiać. Ja ze wstydu ,pewnie się zarumieniłam więc odłożyłam nóż i widelec. Odchrząknęłam. - No chyba powiedziałaś znajomym ,kto był twoim pierwszych chłopakiem. A czekaj ... czy ty nie mówiłaś ,że to ze mną się pierwszy raz całowałaś? - zaśmiał się.- Przestań. - zaczęłam chichotać. Przy sole zapadła grobowa cisza po tym jak Daniell złapał mnie za rękę ,która trzymał na stole.
Po śniadaniu wytłumaczyłam całą sytuację z Kasją ,Welly i Huncwotami. Razem z Daniellem odwieźliśmy ich na stację kolejową. Daniell miał zostać jeszcze do obiadu. Ale zaraz co z moją gazetą? A fakt. Dałam ją Kasji do pociągu ,aby się nie zanudziła na śmierć. Ja jechałam do Hogwartu jutro rano. Więc mogłam spokojnie jeszcze spędzić czas z Daniell'em.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz