piątek, 20 września 2013

Rozdział 64 "Wydaje być się zwyczajnie." - Madi

Rano musiałam wstać ,by zdążyć na pociąg. W końcu musiałam jeszcze pokonać odległość z Sennen do Londynu. Co nie jest też prosta sprawą.
Podróż pociągiem minęła bardzo szybko. Jakby nie patrzeć prawie całą przespałam. Czasami żałuję ,że nie mogę założyć słuchawek włączyć mp3 i zacząć w swój sposób słuchać muzyki.
W szkole powitałam się z Kasją. Przez matkę boję ,że może jej się coś stać. Moja matka jest dziwna i w sumie wszystkiego można się po niej spodziewać. Dlatego postanowiłam delikatnie skrócić swoje kontakty z nią. W sumie mam Welly ,którą ogromnie polubiłam w tym roku. No w sumie we wcześniejszych klasach ze sobą nawet nie rozmawiałyśmy. Ona zawsze trzymała się z Hellen i Purffeną.
Szkoła zaczęła się bardzo monotonnie. W sumie nie mogłam się ogarnąć po swoich przeżyciach. Nadal nie wieżę w to co się stało. Siedząc podczas lekcji Zielarstwa bardzo zamyślana. Generalnie to nie słuchałam nauczycielki.



Nie miałam pojęcia jak wrócić do normalnego życia. Tak nagle przybiegł nie wiadomo skąd punkt kulminacyjny ,a teraz czeka mnie tylko zakończenie? Siedziałam zamyślona patrząc na książkę. Litery mi się rozmazywały. Świat wirował. Widocznie się nie wyspałam. Oparłam twarz pod ręką i zamknęłam oczy. Jeśli prześpię jedną lekcję przecież nic się nie stanie. Jestem Madi. Dam radę. Powoli czułam jak odpływam. Tak ... spałam.

W moim śnie wylądowałam sama obok jakiegoś budynku. Podejrzewam ,że to jakaś fabryka. Była zamieć. Bardzo , bardzo ,aż cholernie zimno. Skuliłam się z zimna. Zamieć wydawała się coraz gęstsza. Chciałam udać się w stronę fabryki ,lecz wiatr i wielkie zaspy śniegu nie pozwoliły mi spokojnie dość do fabryki. Usłyszałam jakiś grzmot. Obróciłam się w przeciwną stronę. Za mną toczył się ogromna czarna chmura z której wyłoniła się głowa przypominała trochę dementora. Ogromna czarna chmura wyciągnęła w moją stronę rękę. Ja przestraszona ,chciałam jak najszybciej uciec. Biegnąc w stronę fabryki ,potykając się, aż w końcu upadając na ziemię i budząc się ze snu.


Przejęta obudziłam się spoglądając na nauczycielkę. Ta z nieprzyjazną mina spojrzała na mnie. Miałam jedynie nadzieję ,ze zignoruję sytuację. Na szczęście tak się stało. Zaczęła dalej tłumaczyć coś o mchu.


Po zakończeniu lekcji Zielarstwa marzyłam tylko ,abyś coś szybko zjeść. Na szczęście była pora obiadowa. Weszłam szybkim krokiem do Wielkiej Sali. Automatycznie spojrzałam na stół Gryfonów. Przy nim siedziała Kasja , Huncwoci i Welly. Przez chwilę się zawahałam. Chciałam już ruszyć do nich ,przysiąść się. Ale jak to przemyślałam ,co powiedziała moja matka to nadal stałam w miejscu. Spuściłam głowę i zaczęłam iść jak na ścięcie do swojego stołu. 
- Hej Madi! Choć ,siadaj z nami! - krzyczała machając Kasja. Podniosłam głowę spoglądając na nią. Ruszyłam do nich.
- O cześć. - powitałam wszystkich swoim słodkim sztucznym uśmiechem. - Ah ,nie zaważyłam was wcześniej. - usiadłam na przeciw Kasji ,obok Remusa.
- Później mamy eliksiry razem? Prawda? - zapytał Remus podsuwając mi jakieś krokiety.
- Dzięki odparłam chwytając za widelec i nadziewając na niego krokieta. - Chyba nie idę na resztę lekcji.
- Dlaczego? - zapytał Remus.
- Dzisiaj jestem zmęczona. Daruje sobie jeden dzień zajęć. W końcu jestem nad programowo. Nie będę miała zaległości. - odparłam. Remus popatrzał na mnie zdziwiony. Chwycił za jabłko ,które leżało w misce i pokazał mi je.
- Masz ugryź. Dodaje apetytu i na dodatek eliminuje ospałość. - uśmiechną się przysuwając mi do ust jabłko.
- AHH NIE! - krzykneła Kasja. - Ja mam teraz właśnie ochotę ja jabłko! Daj mi je! - wyrwała jabłko Remusowi Kasja.
- W misce masz inne jabłka... - Peter pokazał na miskę.
- MAM OCHOTĘ NA TE WSZYSTKIE JABŁKA ! - chwyciła Kasja za miskę i wsypała do swojej torby. - Bardzo lubię jabłka. - odparła zarumieniona.
- Chyba nie jesteś zazdrosna...? - zapytał Remus.
- Pff ,ależ skąd? I o kogo? O Madi? O Ciebie? Pff ... - Kasja wgryzła się bardzo głęboko w jabłko.
- To dobrze... Madi. Jeśli nie masz żadnych planów to może poszła byś ze mną na spacer dziś wieczorem?
- NIE! - moją odpowiedź uprzedzili Syriusz z Kasją.
- Madi nie może iść bo ...bo jest zimno... - mówił Syriusz.
- Tak ,tak zgadza się. Słyszałam ,że ma mocno padać śnieg. - dodała Kasja. Remus spojrzał na mnie.
- W sumie możemy iść wszyscy. - uśmiechnełam się w szczególności do Syriusza i Kasji.
- To jest dobry pomysł... - odparwł Syriusz.
- W KUPIE CIEPLEJ! - krzyknęła żwawo Kasja.
- Ja też mogę iść? - zapytała Welly.
- No jasne ,bez Ciebie by się nie obeszło. - zachichotałam.
- To ja też idę! - obudził się James.
- No to komplet. - uśmiechną się do mnie Remus.

Wyszliśmy wczesnym wieczorem na spacer.  Welly , Kasja , Ja , Remus ,Syriusz , Peter i James. Mimo tego ,że inteligentnie byli na nizinach ,dobrze się miedzy nimi czułam. Oni byli towarzystwem przy ,którym nie było trzeba myśleć.
- Patrzcie! Śnieg. Znowu pada. - zachwycał się Remus. Kasja obserwowała go dokładnie. - Co mi się tak przyglądasz? - w końcu oburzył się Remus.
- Lubię Cię w tym garniaku. Wyglądasz jak mój ojciec... tak elegancko jakby miał iść zapłacić rachunki za prąd.