sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 52 "Na zawsze...zapamiętam te dni" - Madi

Siedziałam na krześle uwiązana łańcuchem. Siedziałam łkając pod nosem. Czułam jakby lada moment wszystko miało minąć. Jakbym miła zginąć i to w Wigilię. Zaczęłam rozmyślać. Zresztą jakie znaczenie miała wigilia w naszym domu. Siadałam z matką razem przy stole ,iż ojciec zawsze był zajęty. A zresztą moja matka siedziała tylko chwilę ,by dodać pozory miłej i opiekuńczej matki. Po czym brała szklankę i butelkę whisky i szła do swojego pokoju. Nigdy nie czułam świąt. I nie poczuje? Już nigdy. Płakałam coraz głośniej. Nie było już przy mnie nikogo. Kasja i Peter bynajmniej są bezpieczni. Nic nie pamiętają. Może to i dobrze ,ale jakby nagle wparowali ponownie ratując mnie nie była bym zła. No ,ale nie mamy tu do czynienia z Sherlockiem i Wotsonem ,więc nie wpadną na to. Trudno. Do pomieszczenie wszedł uśmiechnięty Tom.
- Wszystkiego Najlepszego moja kochana Madi z okazji Świąt. W tym roku spędzimy je trochę razem. 
- Mam się z tego powodu cieszyć? - zapytałam oburzona. - Aaa może mam skakać z radości. Hmm pomyślmy ... NIE MOGĘ bo jestem przywiązana !!! - krzyczałam.
- Spokojnie. Madi. Jestem tu ,bo chcę złożyć Ci przysługę.
- Przysługę? - zaczełam w końcu zgredka słuchać.
- Tak. Jestem w sprawie tego ,że szkoda ,żeby taka dziewczyna marnowała piękne święta w jakiś lochach. Więc jestem nawet skłonny Cię wypuścić.
- Gdzie jest haczyk?
- Haczyk? Hmm ,powiedzmy ,że to pewna obietnica. - uśmiechną się szyderczo.
- Obietnica? Hmm , możesz mi zaufać. Zawsze dotrzymuje słowa.
- Oj uwierz Madi. Na pewno dotrzymasz słowa. - uśmiecha się i rozwiązał mnie z łańcuchów. Wstałam i zaczęłam przecierać ręce z bólu.- Więc jak? Zgadzasz się?
- Generalnie to tak. Ale ... zależy o co chodzi.
- O mnie. I o moje plany.
- To nic szczeólnego? - zapytałam dodejżliwe.
- Na razie nie ma to większego znaczenia. Więc?
- Zgadzam się. Od kiedy tu siedzę zdałam sobie sprawę jak ważna jest dla mnie wolność. Jestem w stanie Ci coś tam obiecać.
- Świetnie. - powiedział strasznie podniecony Tom. Podszedł do drzwi i zaprosił Fellishię do środka. - Zgodziła się. - Fellishia podeszła do mnie z ironicznym usmiechem.
- Więc zaczynamy. - powiedział Tom łapiąc mnie za rękę. - Obiecaj mi ,że 24 czerwca po zakończeniu roku staniesz się śmiercionośną. Moim sługą. - w tym czasie Fellishia służyła za Gwarancję.
- Co?! - powiedziałam zaniepokojona. - Śmierciożercą?
- Madi ,już nie masz odwrotu. Obiecujesz? - wtedy pozostało mi jedno. Przełknęłam ślinę.
- Obiecuję.
Tom uścisnął mi mocno dłoń i puścił. Spojrzał na mnie ze zadowoleniem.
- Grzeczna Madi. - na te słowa posmutniałam. Wiedziałam ,że zrobiłam błąd ,i chyba było lepiej zginąć ,niż składać tą głupią obietnicę.



Tom zaprowadził mnie na górę. Światło bijące z okna strasznie rzuciło mi się w oczy. Musiałam strasznie długo siedzieć w tych ciemnościach. Czułam się dziwnie. Stałam w jego dormitorium i dokładnie pamiętałam ten dzień w którym przyszłam tam by pogadać z Tom'em. Pamiętam wszystko dokładnie. A teraz znowu tu stoję. Jednak z nową etykietką "Prawie  Śmierciożerca". Madi czy ty już dosłownie straciłaś wszystkie resztki swojego rozumu. Podeszłam do okna. Słońce zachodziło. Tom podszedł do mnie i złapał za ramię.
- A teraz obiecasz mi ,że nikomu o niczym nie powiesz. Inaczej skończy się to źle dla wszystkich. A i tak wiem ,że będziesz grzeczna. Można na Ciebie liczyć. Tak jak na Fellishię.Po rodzinie nic nie ginie prawda. - zdenerwowałam się. Nie chciałam być porównana do Fellishi ,która z własnej woli wybrała taką złą drogę.
- Obiecuje. - powiedziałam ponownie. I tak musiałam to ukryć w tajemnicy. - Obiecuje Ci to Panie. - powiedziałam drugi raz na potwierdzenie.
- Oj Madi. Wiedziałem ,że będziesz godna mego boku. Teraz idź. Musisz iść się przespać ,umyć i zjeść coś porządnego. - wyszłam nic więcej nie mówiąc. Szłam powoli do swojego dormitorium. Nikogo nie było. Welly wyjechała na święta. Byłam całkiem sama. Podeszłam do klatki z Nani i nasypałam jej jedzenia.
- Musiałaś być głodna kochanie. - po czym jednak rozejrzałam się po pokoju. Było czysto ,a Nani nie była głodna ,ktoś musiał jej dać jeść. Kto? Severus? Remus? Syriusz? Wely? W sumie to nie jest istotne. Ważne ,że moja słodziutka myszka nie głodowała. Poszłam się umyć. Gdy wyszłam z łazienki dawno nie czułam się taka odprężona.
Po kąpieli i małej drzemce poszłam przejść się po szkole. Chciałam sobie powspominać pierwszą klasę. Chciałam zajrzeć do miejsc ,w których dawno mnie nie było. W końcu poszłam do kuchni po jakąś owsiankę. Wchodząc do kuchni zauważyłam Remusa i Syriusza siedzącego ,przy jednym ze stołów popijając herbatę. Podeszłam do nich obojętnym krokiem.
- Madi! - krzyknął zauważywszy mnie Syriusz.
- Siemanko. Tęskniłeś? - zapytałam ironicznie ,podchodząc do nich z moją owsianką siadając obok Remusa. - Stało sie coś? Remus ,masz całą podrapaną twarz.
- Wszystko... znaczy... nic się nie stało.  Wpadłem ... w jakieś krzaki. - mówił dziwnie Remus.
- A to wszystko przeze mnie. Popchnąłem go. Zdenerwował mnie. - dodał nerwowo Syriusz.
- Ty idioto. Mogło mu się coś stać. Grrr ... Czy ty czasami myślisz.
- Przepraszam. Tak wyszło. Powiedział Syriusz zakrywając się Prorokiem Codziennym.
- Czekaj !! - krzykłam. - Co tam pisze.? Czy to artykuł o Jung Min Soo Chang'u ? - krzyknęłam podekscytowana.
- Tak. Znowu o nim piszą. Jung to ,Jung tamto. Ileż można. - Syriusz mówił z niezadowoleniem.
- Lubisz go? - spytał Remus?
- Bardzo. - uśmiechnęłam się. - w ostatnim meczu Quidditcha ,złapał znicza po 27 sekundach od zaczęciu meczu.Na dodatek jest strasznie przystojny. No spójrz tylko na to zdjęcie. - złapałam za gazetę i pokazałam chłopakom.


- I on jest niby taki strasznie seksowny? - oburzył się Syriusz. Przystawił gazetę do swojej głowy. - No powiedz Remus. Ja jestem od niego przystojniejszy prawda? - Remus spoglądał to na gazetę to na Syriusza.
- No wiesz... nie chcę Cię Syriuszu obrazić ,ale patrząc na Jung'a i na jego pełne usta. Nieskazitelną cerę i na połyskliwe włosy. Hmm , Jung jest lepszy.
- Pffy , nie znasz się.  Gdybyś był gejem ,nawet byś nie umiał sobie dobrać chłopaka. A co tu o nim piszą? - przymrużył oczy Syriusz czytając artykuł. - Jung Min Soo Chang znany ze świata mugoli jako sławny azjatycki piosenkarz kolejny raz zachwycił swoich nauczycieli.W szkole ,,Highness School,, odnosi coraz większe sukcesy!Zarówno jak w nauce jak i w sporcie.Czym nas ten chłopa jeszcze zaskoczy?
 - O matko. Nie dość ,że genialny uczeń to jeszcze śpiewa. Ideał. - mówiłam patrząc zauroczona w jego zdjęcie.
- Hmm , Ideał? Wiesz co Ci powiem? Ideał i jego kumpel właśnie idą do swojego dorma. Pis yoł.

Rozdział 51 "Wigilia" - Kasja.

Rano obudziłam się z potwornym bólem głowy.Miałam pustkę w głowie.Zupełnie jak po Sylwestrze.Parę razy zamrugałam aby nabrać ostrości.Gdy już w pełni się przebudziłam ubrałam się w czarne rurki i biała bluzkę Wielkiej Brytanii i założyłam do tego białe Vansy.Walizką nie musiałam się przejmować bo jak zwykle nasz kochany Dumbledore zadba o to aby zostały przeniesione do Hogsmeade do Express Hogwart-Londyn.Czym prędzej wyszłam z pokoju nie rzegnając się nawet z dziewczynami z dormitorium.Nigdy nie lubiłam pożegnań.Tak więc czym prędzej udałam się do Dormitorium Huncwotów.Oczywiście zrobiłam to bardzo nieudolnie z powodu bólu głowy.Wpadłam do ich Dormitorium i padłam na stos poduszek leżących na podłodze.Swoją drogą ciekawe skąd one się tam wzięły?
-Czy was też tak zajebiście boli głowa?-spytałam ich chwytając się za skronie
-Ile wypiłaś?-spytał Syriusz leżąc na swoim łóżku
-Nic....Ale nie pamiętam jak znalazłam się w łóżku.W ogóle jakoś wczorajszy dzień zanikł mi w pamięci.-mruknęłam
-Trzymaj.Peter też marudził że go głowa boli-powiedział Remus podając mi jakiś kubek.A jak to tabletka gwałtu?Nie no...Mnie to nie zgwałcą.Co najwyżej mogą zakopać.
-Dzięki.-odebrałam kubek i ciepło uśmiechnęłam się w stronę ,,zbawcy,,.
-I czego się wczoraj dowiedzieliście?Gdzie poszła Felishia?-spytał James
-Co?-spytałam zdziwiona
-Mieliście ja śledzić-dodał Remus
-Taaa?-spytał zdziwiony Peter , a Syriusz pacnął się dłonią w czoło
-Ej ale ja tego nie pamiętam.Film mi się urwał gdy...Gdy weszliśmy do Pokoju Wspólnego Krukonów-wyjąkałam
-Byłaś pijana?-spytał James
-Nie coś ty.Gdyby była zauważylibyśmy-usprawiedliwił mnie Remus
-Ja tez nic nie pamiętam-dodał Peter
-Coś jest nie tak-dodał Remus
-Dobra...Ja rozumiem stracili pamięć i w ogóle , ale mamy ważniejsze sprawy niż to.I mam na myśli dzisiejszą Pełnię więc lepiej chodźmy na śniadanie bo mamy pracowity dzień!-zawołał ochoczo Łapa.
Wszyscy przytaknęli i udaliśmy się na śniadanie.




-I jak się czujesz?-spytałam Remusa gdy już siedzieliśmy w Wielkiej Sali i staraliśmy się chodź trochę jedzenia w siebie wcisnąć.Ten blady popatrzył na mnie.
-Mógłbym ciebie spytać o to samo-uśmiechnął się gorzko.
-Przestań.Nic mi nie jest.Naprawdę przepraszam że nie będę mogła...no wiesz...być przy was w tej chwili-powiedziałam ze smutkiem
-Rozumiem.Zresztą nawet byśmy cię nie puścili.Nie chce cię skrzywdzić.Nikogo.-powiedział
-Ale...
-Kasja bez dyskusji-powiedział i się lekko uśmiechnął.-Będzie dobrze-powiedział mimo że w jego oczach widziałam lęk.
Spokojnie dokończyliśmy śniadanie , a potem wszyscy ruszyli po płaszcze i kurtki.Założyłam na siebie mój jasno beżowy płaszczyk i brązowe kozaki.Vansy odłożyłam do szafki w moim Dormitorium.Na głowę założyłam bialą czapkę z kremowym pomponikiem , a szyję obwiązałam kremowym szalem.Zanim Rose zdążyła coś powiedzieć byłam już za drzwiami w drodze do Wielkiej Sali.Gdy szliśmy już w stronę Hogsmeade rozglądałam się za Madi.Obiecała że się ze mną pożegna.Westchnęłam i wraz z Huńcami ruszyłam przed siebie.
-Na pewno dacie sobie radę?-spytałam Syriusza gdy się z nim żegnałam
-Pewnie!Nie taki Wilk straszny jak go malują!-powiedział.Remus mimo to się lekko uśmiechnął.
-Pisz do mnie Łapo-przytuliłam go i pocałowałam w policzek.Ten się jedynie wyszczeżył.
Podeszłam do Remusa trochę smutna
-Ej nie załamuj się.Chodź tu-rozłożył ręce w moją stronę i mnie przytulił-Chociaż będą dzielić nas mile ten sam księżyc będzie świecił nad nami-szepnął
Odsunęłam się od niego
-Jesteś nienormalny-powiedziałam z uśmiechem
-Jakże bym mógł być normalny ?- spytał ale również delikatnie się uśmiechnął.
James i Peter już powoli szli w stronę wejścia do pociągu
Stałam tak jeszcze z nadzieją ze zaraz z tłumu wybiegnie Madi i rzuci się na mnie mówiąc że będzie tęsknić.Lecz nic podobnego się nie stało.Cicho westchnęłam i ruszyłam za James'em i Peter'em.
Zajęliśmy jakiś wolny przedział , a ja od razu zajęłam swoje miejsce pod oknem.Większość czasu spędziłam nad rozmyślaniem co będzie z Remusem.Gdyby Psyhie nie była w tym wagonie gdzie kufery i inne zwierzęta zapewne napisałabym do niego i Syriusz.Mimo wszystko postanowiłam się opamietać...Wiele razy to przechodził.Da sobie radę...Jak zawszę.Nagle James jęknął czytając Prokora Codziennego
-Co jest?-spytał Peter przyjaciela
-No nie.Znów piszą o tym azjacie! Gdzie nie spojrzę tam jego ryj!-zawołał i obrócił w nasza stronę gazetę.Na zdjęciu był przedstawiony uroczy młodzieniec.




-Pokaż mi to!-zawołałam i wyrwałam mu gazetę.-Jung Min Soo Chang znany ze świata mugoli jako sławny azjatycki piosenkarz kolejny raz zachwycił swoich nauczycieli.W szkole ,,Highness School,, odnosi coraz większe sukcesy!Zarówno jak w nauce jak i w sporcie.Czym nas ten chłopa jeszcze zaskoczy? - przeczytałam

-Ja nie wiem czemu te dzieczyny się nim tak jarają.No bo co?Bo to że ma muskuły i idealnie wykrojoną twarz i usta?Pssss...I co z tego?-powiedział Peter
-Serio?-spytałam zdziwiona i po chwili spojrzałam na Jamesa , który palcem wskazującym jeździł po swoich ustach
-Ale bez kitu ma idealnie wykrojone usta...-przyznał w zamyśleniu.Ja pierdole z kim ja żyję?


-Kasja?Ej Kass bódź się do jasnej Anielki jesteśmy w Lndynie!-powiedział Peter budząc mnie
-Co ty sobię w ogóle myślisz co?-spytałam urażona
-Eeee?
-Przerywasz mój sen i jeszcze sapiesz mi coś o jakimś Lon...Aaaa Londyn, no ta.-wstałam i chwytając Glizdka za rękę pociągnęłam go w stronę wyjścia.
Pożegnałam się z nimi.Odebrałam swoje rzeczy i ruszyłam przed siebie.Tak...Jestem idiotką żeby taki kawal iść na piechotę na dodatek z kufrem i klatką z sową.Ale spoko.Jakoś dotarłam do naszego jakże pięknego - rozwalającego się - domku.Manatki zostawiłam w przedpokoju , i weszłam do Salonu.Tata w najlepsze oglądał sobię Mode na Sukces.
-Elo tato co tam?-spytałam i usiadłam na kanapie obok niego.Ten powoli obrócił głowę w moją stronę
-A ty co tutaj robisz?-spytał z miną bez żadnych emocji.To się nazywa Poker Face.
-Emm...Mieszkam?No wiesz.Jutro Wigilia i se pomyślałam ,,A se do domu wrócę!,,
-Taa?A to nie jutro miałaś przyjechać?-zdziwił się
-No nie-wyszczeżyłam się
-Okeej....Spoko...WITAJ CÓRKA!-zawołał i mnie przytulił.
-Joł-mruknęłam czując że miażdży mi kości
Gdy mnie puścił opowiadał mi co w tym czasie się działo w Modzie na Sukces.Mam takie zaległości


NASTĘPNEGO DNIA


-Hapi Krismes , Meri Krismes na na na na na na na na naaa!-zawołałam zadowolona idąc w stronę domu mojej sąsiadki - Bry Babciu Brown!Przypominam że o 18 rozpoczynamy Wigilię!-zawołałam od progu gdy weszłam do jej mieszkania
-O cześć cukiereczku!Będę pamiętać!A.Właściwie to WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!-zawołała i mnie uściskała podając mi małą torebeczkę.
-O jeny babciu nie trzeba było-powiedziałam i ją uściskałam
-Nie ma za co słodziutka-powiedziała.Spojrzałam w głąb torebki.I spostrzegłam w nim małe pudełeczko.Wyjełam je i moim oczom ukazał się śliczny złoty pierścionek.
-Jest przepiękny , dziękuję!-oznajmiłam znów przytulając śmiejącą się staruszkę.


Wróciłam szczęśliwa do domu i wbiegłam na górę po schodach.Zaraz jak się obudziłam na moim łóżku leżały prezenty.Od taty dostałam Biało-Różowy sweter i słodycze,od dziewczyn z mojego dormitorium dostałam perfumy i cała torbę moich ulubionych malinowych i bananowych ciasteczek.Remus przesłał mi błękitną bransoletkę z muliny , a Syriusz ....Właśnie.A Syriusz co mi przesłał?Kawałek szkła...Jednak po przeczytaniu listu od niego zrozumiałam już czemu to zrobił.Chłopaki stworzyli Lusterka Wielokontaktowe.Chodzi o to aby wypowiedzieć czyjeś imię i nazwisko do Lusterka , a to automatycznie pokazuję twarz danej osoby w lusterku.To coś takiego jak ten cały mugolski Skajpaj...Wzielam owe Lusterko do ręki i spojrzałam w przeźroczystą taflę.
-Syriusz Black-po chwili w odbiciu lustra pojawiła się głowa Syriusza
-Heej Kasja!Wszystkiego najlepszego i Wesołych Świąt!Mam nadzieję ze podoba ci się prezent?-spytał Black
-Cześć Kudłaczu!Dziękuję i WZAJEMNIEE!Pewnie jest świetny!-zawołałam zachwycona
-Bardzo mnie to cieszy-wyszczeżył się
-Jak po nocy?-spytałam a Syriusz trochę posmutniał
-No wiesz...Bywało leeeepiej.Nasz kochany Lupinek trochę wymknął mi się spod kontroli.Ale nic nikomu się nie stało!-dodał prędko widząc moją minę.Odetchnęłam-Poza naszym wilczkiem-dodał ciszej
-Jak się czuje?-spytałam
-Tak jak wygląda.Czyli...Nie za ciekawie.Ma trochę rozwaloną nogę i kilka zadrapań.Dzięki Bogu że nie jest taki zwyczajny.Rany Wilkołaków goją się szybciej i blizny znikają.Ale to też z czasem-powiedział Łapa.
-Yhymm.Apropos widziałeś Madi?-spytałam ni z gruchy ni z pietruchy.Po prostu tęskniłam za nią , a ta nawet nie odezwała się.
-Nie.-westchnął smutny
-Łapciu Gapciu.Wybacz ale tata coś się wydziera o jakimś szatanie i egzorcyźmie.Pewnie znów prubuję coś ugotować.Wieczorem się z wami skontaktuje.-powiedziałam i zerwałam połączenie odstawiając lusterko na szafkę po czym podążyłam w stronę kuchni.



O 18 rozpoczęła się Wigilia.Wraz z tatą i babcią zasiadłam do stołu i rozmawialiśmy jedząc przepyszne potrawy , które wraz z Babcią upichciłam.Ta Wigilia miała w sobie jakąś Magię, której nie sposób było ulec.Przeżywałam to święto jak nigdy i czułam że w przyszłym roku nie usiądziemy w tym gronie do stołu Wigilijnego ...

piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 50 "Nie planowałam tak spędzać tych świąt" - Madi

Siedzieliśmy jeszcze długo w owym pomieszczeniu. Świeca na środku stołu zaczynała przygasać. Peter po dwóch godzinach przywiązania do krzesła ,zaczynał usypiać. Kasja siedziała wpatrzona w Petera też już powoli mrużyła oczy. Uderzyłam ją noga pod stołem ,tak aby Fellishia i Tom nie zauważyli nic podejrzanego. Kasja oprzytomniała. Spojrzała na mnie gniewnie. Noga musiała ją zaboleć. Ona za to uderzyła Petera. Wszyscy byliśmy już męczeni ,ale nie mogliśmy się poddać. Nie teraz. Peter ,zaczął coś skamlać ustami. Pewnie był głodny. Nie dziwiłam mu się. Pomimo wszystkiego ,też  już odczuwałam głód. Przełknęłam ślinę.
- Dostaniemy coś do jedzenia? Długo masz zamiar nasz tu trzymać? Jeżeli nas nie potrzebujesz to po prostu to zakończ. Nie chce się męczyć z powodu głodu. - mówiłam stanowczo ,bardzo dziarskim głosem.
- Masz racje. - spojrzał na Fellishię. - Przynieś z barku jedzenie i napój. - Tom wstał od stołu ,zostawiając Tiarę. Podszedł do mnie. Spojrzał mi w oczy. - Musimy o Ciebie dbać Madi. Jeszcze tyle przed Tobą. - powiedział wzdychając. -  Czeka Cię jeszcze wiele cierpienia ,mogę Ci pomóc. - spojrzał na mnie błogim wzrokiem.
- Zapomnij. Cokolwiek mnie spotka dam sobie z tym radę. SAMA! - ugryzłam się w  wargę by nie powiedzieć za dużo.
- Biedna Madi. Jesteś mądra. Bardzo mądra. Przemyśl to. Mam nadzieje ,że podejmiesz dobrą decyzję. - w tym czasie Fellishia podeszła do stołu ze szklaną butlą i bochenkiem  chleba.
- Mamy jeść suchy chleb? - zapytał zdziwiony Peter.
- A wolisz mokry?! - zapytała wściekle Fellishia. Wzięła chleb nad Petera i nalała z niego na chleb wody. - Masz , no masz. No proszę. Szczęśliwy? Mokry chleb. - Fellishia kiedy ma okres to wściekła Fellishia. Tom pokroił chleb. Nalał do żelaznych pucharków wody.
- Zjedzcie to. - powiedział kierując się do drzwi zabierając Tiarę. - Nie macie co planować ucieczki. Nie uda się wam. Fellishia chodź ze mną. - Kiedy Tom i Fellishia wyszli i zamknęli drzwi łańcuchy się obluzowały. Podniecony Peter uradowany podbiegł do drzwi. Złapał za klamkę. Ta ani drgnęła. Odwrócił się i spojrzał na nas z załamaną miną.
- Co sądziłeś ,że nie zamknie drzwi? - mruknęłam wyplątując się z łańcuchów.  Gdy wyszłam podeszłam do Kasji i także pomogłam się wydostać z łańcuchów. -
- Więc co teraz robimy? - zapytała zmieszana Kasja patrząc na chleb.
- Hmm ,i tak nie uciekniemy. Więc może zjedzcie.
- Ty nie będziesz jadła? - zapytał Peter z nadzieją na kolejny kawałek chleba.
- Nie ,jestem głodna ,ale nie mogłabym teraz przegryźć ani kęsa. - Peter i Kasja usiedli przy stole zabierając się za rozpustne jedzenie. Ja stałam pod ścianą wpatrując się w świeczkę ,która stała na stole. Świeczka ledwo się paliła. Minęło dość niewiele czasu gdy Peter i Kasja zjedli cały bochenek chleba. Ja przełykałam tylko ślinę. W końcu. Wzięłam do ręki książki ,które zostawił Tom. Były bardzo ciężkie. Już miałam otworzyć jedną z nich ,gdy świeczka ze stołu zgasła. W pomieszczeniu nastał mrok. Chwyciłam za różdżkę.
- Lumos. - powiedziałam cichutko. Jednak nie było żadnej reakcji.
- Co ty Madi ,czarować nie potrafisz. - powiedział delikatnie rozbawiony . - słychać było jakoś szamotaninę ,a później tylko jakies przekleństwa pod nosem.
- Hmm , to ty Peter też nie potrafisz czarować? - uśmiechnęłam się w ciemnościach. Starałam się podejść do ściany i stanąć w bezpiecznej pozycji. Po chwili usłyszałam jak ktoś chodzi za drzwiami.
- Uciekamy? - zapytała zdezorientowana Kasja.
- Nie mamy dokąd. Tak jak Tom powiedział ,nie mamy jak. Nasza magia tu nie działa. - powiedziałam smutno. Do pomieszczenia weszła Fellishia trzymając pochodnie. Pomieszczenie rozjaśniało. Widać było książki na stole Kasje trzymającą za rękę Petera. Już nic mnie nie zdziwi. Zaraz za Fellishią wszedł do pomieszczenia Tom z wysuniętą przed różdżką. Stojąc po ściana widziałam tylko niebieski blask ,który padł na Kasję i Petera.
- A teraz ich wyprowadź. - powiedział groźnie Tom. - Zaprowadź do dormitorium ,jutro rano jadą do domów na święta.
- A co z nią? - powiedziała Fellishia spoglądając na mnie.
- Madi zostaje.

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 49 "Lochy i Riddle" - Kasja

Ściemniało się.Lubie tę fazę gdy słońce zachodzi.Czekałam na Madi ponieważ powiedziała że przyjdzie do mnie i razem wypijemy z Huncami , na pożegnanie.Zaniepokojona faktem że Madi spóźnia się 30 sekund pobiegłam do Hunców.
-Jest u was Madi?-spytałam rozglądając się po ich dormitorium
-A nie ma jej u ciebie?-zdziwił się James.
-Może pójdziemy po nią?-spytał Remus
Tak więc wszyscy razem ruszyliśmy w stronę obrazu , który jest wejściem do Pokoju Wspólnego Krukonów.Nikogo w Salonie nie było więc swobodnie mogliśmy ruszyć do Pokoju Madi.Otwieramy se drzwi kopniakiem - no dobra nie wyszło nam i musieliśmy normalnie wejść - , a tam Felishia.Na początku myślałam że to Madi
-To dormitorium Madi , nie powinno ciebie tu być-powiedział Remus
-Emmm....Madi kazala mi tu przyjść po...e...książkę!Widzisz?Książka...-pokazała nam  "Jak się pozbyć cellulitu?".
-Okeeeey...-zdziwiona spojżałam na Felishię , a ta gniotąc coś małego w łapie szybko wyszła z Dormitorium
-Coś mi się nie wydaję że Madi chce się pozbyć cellulitu...-zamyślił się Łapa
-No co ty?-spytał ironicznie Remus-Trzeba sprawdzić o co tu chodzi.
-Geniusz-mruknęłam-Wy tu posprzątajcie-powiedziałam głośniej spoglądając na syf , który zostawiła podejrzana-a, ja i Peter pójdziemy za nią-dodałam
-SUPER!ZAWSZE CHCIAŁEM BYĆ SZPIEGIEM!-zawołał Peter zadowolony
-Uspokój macice i chodź!-pociągnęłam go za skrawek błękitnej koszuli w stronę wyjścia.


Śledziliśmy Felishie jak zawodowi szpiedzy.Przypomniał mi się ten serial o szpiegach co mój tata zawsze ogląda.Si E Saj czy coś...Nieeee wiem.Peter chcąc poczuć się jak zawodowiec - i tu nasuwa mi się na myśl kolejny film jakim jest Leon Zawodowiec. - zrobił fikołka do przodu i schował się za ścianą.Zauważyliśmy że krukonka wchodzi do Lochów.A my szybko za nią
-Czysta Krew-powiedziała , a przejście się otworzyło.Nie wiem czy ona jest taka głupia , czy po prostu głucha że nie usłyszała tego że się potknęłam.Refleks Petera był zadziwiający.Że zdążył mnie złapać...Wyobraźnie sobie taką scenę.Idzie sobie Felishia taka dumna , cycki do przodu i w ogóle , a ja i Peter tam w tle on mnie łapie - bardziej to wygląda jakbyśmy tańczyli , a on mnie przychylał - no spoko co nie?No szybko schowaliśmy się za murkiem jakimś dziwnym i patrzyliśmy dokąd idzie dziewczyna.Bardziej to wyglądało jakby poruszała się w labiryncie.Było dużo zakrętów.Aż wreszcie weszliśmy do jakiegoś pokoju.My schowaliśmy się za jakąś wieeeeelką szafą.Po co to komu? Na dziwki czy co?Nie zauważyliśmy nawet kiedy Felishia zniknęła.
-Gdzie ta dziwka poszła?-spytał Peter
-Może tutaj?-spytałam patrząc w cholerę mroczną ciemność.
-Moooże-odparł Peter.Zeszłam na dół i miałam zapalić różdżkę ale spostrzegłam że pochodnie dają dużą widoczność.
-Bierz pochodnie-mruknęłam do Petera.Ten wykonał moje polecenie.
-To ty tą świecę-odszepnął.Wzięłam świeczkę która stała na stołku i ruszyłam przed siebię.






-Zobacz!-szepnął i zobaczył jak Felishia wchodzi do jakiegoś pomieszczenia.
Szybko podbiegliśmy do drzwi gdy te się zamknęły.
Przywarliśmy do drzwi uszami aby lepiej słyszeć co się tam dzieję.
-Masz to o co cię prosiłem?-męski głos był stanowczy.
-Mam.Spryciara schowała ją w poszewce poduszki-powiedziała Felishia
-Po co ci ona?Wypuść mnie bo jak nie...
-To co? Naślesz na mnie tych swoich przyjaciół?
-On ma Madi!-szepnęłam przerażona.
-Idioci...-dodał Riddle-A ty Felishio powinnaś uważać.Nie wiadomo co się może za nami przypałętać-w tym momencie drzwi się otworzyły , a ja wraz z Peter'em poleciałam do przodu.
-Proszę , proszę...Pettigrew i Estollar...-Tom wyjął różdżkę i jednym jej machnięciem sprawił że oplotły nas więzy.-Co tak stoisz?-spytał Felishię , która wydawała sie być zaskoczona naszą obecnością


Chwilę później siedziałam obok Madi przywiązana łańcuchami do krzesła

-Wybacz.Chcieliśmy ci pomóc-powiedział załamany Peter
-Ehh...Moi wybawcy-mruknęła Madi...