sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 51 "Wigilia" - Kasja.

Rano obudziłam się z potwornym bólem głowy.Miałam pustkę w głowie.Zupełnie jak po Sylwestrze.Parę razy zamrugałam aby nabrać ostrości.Gdy już w pełni się przebudziłam ubrałam się w czarne rurki i biała bluzkę Wielkiej Brytanii i założyłam do tego białe Vansy.Walizką nie musiałam się przejmować bo jak zwykle nasz kochany Dumbledore zadba o to aby zostały przeniesione do Hogsmeade do Express Hogwart-Londyn.Czym prędzej wyszłam z pokoju nie rzegnając się nawet z dziewczynami z dormitorium.Nigdy nie lubiłam pożegnań.Tak więc czym prędzej udałam się do Dormitorium Huncwotów.Oczywiście zrobiłam to bardzo nieudolnie z powodu bólu głowy.Wpadłam do ich Dormitorium i padłam na stos poduszek leżących na podłodze.Swoją drogą ciekawe skąd one się tam wzięły?
-Czy was też tak zajebiście boli głowa?-spytałam ich chwytając się za skronie
-Ile wypiłaś?-spytał Syriusz leżąc na swoim łóżku
-Nic....Ale nie pamiętam jak znalazłam się w łóżku.W ogóle jakoś wczorajszy dzień zanikł mi w pamięci.-mruknęłam
-Trzymaj.Peter też marudził że go głowa boli-powiedział Remus podając mi jakiś kubek.A jak to tabletka gwałtu?Nie no...Mnie to nie zgwałcą.Co najwyżej mogą zakopać.
-Dzięki.-odebrałam kubek i ciepło uśmiechnęłam się w stronę ,,zbawcy,,.
-I czego się wczoraj dowiedzieliście?Gdzie poszła Felishia?-spytał James
-Co?-spytałam zdziwiona
-Mieliście ja śledzić-dodał Remus
-Taaa?-spytał zdziwiony Peter , a Syriusz pacnął się dłonią w czoło
-Ej ale ja tego nie pamiętam.Film mi się urwał gdy...Gdy weszliśmy do Pokoju Wspólnego Krukonów-wyjąkałam
-Byłaś pijana?-spytał James
-Nie coś ty.Gdyby była zauważylibyśmy-usprawiedliwił mnie Remus
-Ja tez nic nie pamiętam-dodał Peter
-Coś jest nie tak-dodał Remus
-Dobra...Ja rozumiem stracili pamięć i w ogóle , ale mamy ważniejsze sprawy niż to.I mam na myśli dzisiejszą Pełnię więc lepiej chodźmy na śniadanie bo mamy pracowity dzień!-zawołał ochoczo Łapa.
Wszyscy przytaknęli i udaliśmy się na śniadanie.




-I jak się czujesz?-spytałam Remusa gdy już siedzieliśmy w Wielkiej Sali i staraliśmy się chodź trochę jedzenia w siebie wcisnąć.Ten blady popatrzył na mnie.
-Mógłbym ciebie spytać o to samo-uśmiechnął się gorzko.
-Przestań.Nic mi nie jest.Naprawdę przepraszam że nie będę mogła...no wiesz...być przy was w tej chwili-powiedziałam ze smutkiem
-Rozumiem.Zresztą nawet byśmy cię nie puścili.Nie chce cię skrzywdzić.Nikogo.-powiedział
-Ale...
-Kasja bez dyskusji-powiedział i się lekko uśmiechnął.-Będzie dobrze-powiedział mimo że w jego oczach widziałam lęk.
Spokojnie dokończyliśmy śniadanie , a potem wszyscy ruszyli po płaszcze i kurtki.Założyłam na siebie mój jasno beżowy płaszczyk i brązowe kozaki.Vansy odłożyłam do szafki w moim Dormitorium.Na głowę założyłam bialą czapkę z kremowym pomponikiem , a szyję obwiązałam kremowym szalem.Zanim Rose zdążyła coś powiedzieć byłam już za drzwiami w drodze do Wielkiej Sali.Gdy szliśmy już w stronę Hogsmeade rozglądałam się za Madi.Obiecała że się ze mną pożegna.Westchnęłam i wraz z Huńcami ruszyłam przed siebie.
-Na pewno dacie sobie radę?-spytałam Syriusza gdy się z nim żegnałam
-Pewnie!Nie taki Wilk straszny jak go malują!-powiedział.Remus mimo to się lekko uśmiechnął.
-Pisz do mnie Łapo-przytuliłam go i pocałowałam w policzek.Ten się jedynie wyszczeżył.
Podeszłam do Remusa trochę smutna
-Ej nie załamuj się.Chodź tu-rozłożył ręce w moją stronę i mnie przytulił-Chociaż będą dzielić nas mile ten sam księżyc będzie świecił nad nami-szepnął
Odsunęłam się od niego
-Jesteś nienormalny-powiedziałam z uśmiechem
-Jakże bym mógł być normalny ?- spytał ale również delikatnie się uśmiechnął.
James i Peter już powoli szli w stronę wejścia do pociągu
Stałam tak jeszcze z nadzieją ze zaraz z tłumu wybiegnie Madi i rzuci się na mnie mówiąc że będzie tęsknić.Lecz nic podobnego się nie stało.Cicho westchnęłam i ruszyłam za James'em i Peter'em.
Zajęliśmy jakiś wolny przedział , a ja od razu zajęłam swoje miejsce pod oknem.Większość czasu spędziłam nad rozmyślaniem co będzie z Remusem.Gdyby Psyhie nie była w tym wagonie gdzie kufery i inne zwierzęta zapewne napisałabym do niego i Syriusz.Mimo wszystko postanowiłam się opamietać...Wiele razy to przechodził.Da sobie radę...Jak zawszę.Nagle James jęknął czytając Prokora Codziennego
-Co jest?-spytał Peter przyjaciela
-No nie.Znów piszą o tym azjacie! Gdzie nie spojrzę tam jego ryj!-zawołał i obrócił w nasza stronę gazetę.Na zdjęciu był przedstawiony uroczy młodzieniec.




-Pokaż mi to!-zawołałam i wyrwałam mu gazetę.-Jung Min Soo Chang znany ze świata mugoli jako sławny azjatycki piosenkarz kolejny raz zachwycił swoich nauczycieli.W szkole ,,Highness School,, odnosi coraz większe sukcesy!Zarówno jak w nauce jak i w sporcie.Czym nas ten chłopa jeszcze zaskoczy? - przeczytałam

-Ja nie wiem czemu te dzieczyny się nim tak jarają.No bo co?Bo to że ma muskuły i idealnie wykrojoną twarz i usta?Pssss...I co z tego?-powiedział Peter
-Serio?-spytałam zdziwiona i po chwili spojrzałam na Jamesa , który palcem wskazującym jeździł po swoich ustach
-Ale bez kitu ma idealnie wykrojone usta...-przyznał w zamyśleniu.Ja pierdole z kim ja żyję?


-Kasja?Ej Kass bódź się do jasnej Anielki jesteśmy w Lndynie!-powiedział Peter budząc mnie
-Co ty sobię w ogóle myślisz co?-spytałam urażona
-Eeee?
-Przerywasz mój sen i jeszcze sapiesz mi coś o jakimś Lon...Aaaa Londyn, no ta.-wstałam i chwytając Glizdka za rękę pociągnęłam go w stronę wyjścia.
Pożegnałam się z nimi.Odebrałam swoje rzeczy i ruszyłam przed siebie.Tak...Jestem idiotką żeby taki kawal iść na piechotę na dodatek z kufrem i klatką z sową.Ale spoko.Jakoś dotarłam do naszego jakże pięknego - rozwalającego się - domku.Manatki zostawiłam w przedpokoju , i weszłam do Salonu.Tata w najlepsze oglądał sobię Mode na Sukces.
-Elo tato co tam?-spytałam i usiadłam na kanapie obok niego.Ten powoli obrócił głowę w moją stronę
-A ty co tutaj robisz?-spytał z miną bez żadnych emocji.To się nazywa Poker Face.
-Emm...Mieszkam?No wiesz.Jutro Wigilia i se pomyślałam ,,A se do domu wrócę!,,
-Taa?A to nie jutro miałaś przyjechać?-zdziwił się
-No nie-wyszczeżyłam się
-Okeej....Spoko...WITAJ CÓRKA!-zawołał i mnie przytulił.
-Joł-mruknęłam czując że miażdży mi kości
Gdy mnie puścił opowiadał mi co w tym czasie się działo w Modzie na Sukces.Mam takie zaległości


NASTĘPNEGO DNIA


-Hapi Krismes , Meri Krismes na na na na na na na na naaa!-zawołałam zadowolona idąc w stronę domu mojej sąsiadki - Bry Babciu Brown!Przypominam że o 18 rozpoczynamy Wigilię!-zawołałam od progu gdy weszłam do jej mieszkania
-O cześć cukiereczku!Będę pamiętać!A.Właściwie to WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!-zawołała i mnie uściskała podając mi małą torebeczkę.
-O jeny babciu nie trzeba było-powiedziałam i ją uściskałam
-Nie ma za co słodziutka-powiedziała.Spojrzałam w głąb torebki.I spostrzegłam w nim małe pudełeczko.Wyjełam je i moim oczom ukazał się śliczny złoty pierścionek.
-Jest przepiękny , dziękuję!-oznajmiłam znów przytulając śmiejącą się staruszkę.


Wróciłam szczęśliwa do domu i wbiegłam na górę po schodach.Zaraz jak się obudziłam na moim łóżku leżały prezenty.Od taty dostałam Biało-Różowy sweter i słodycze,od dziewczyn z mojego dormitorium dostałam perfumy i cała torbę moich ulubionych malinowych i bananowych ciasteczek.Remus przesłał mi błękitną bransoletkę z muliny , a Syriusz ....Właśnie.A Syriusz co mi przesłał?Kawałek szkła...Jednak po przeczytaniu listu od niego zrozumiałam już czemu to zrobił.Chłopaki stworzyli Lusterka Wielokontaktowe.Chodzi o to aby wypowiedzieć czyjeś imię i nazwisko do Lusterka , a to automatycznie pokazuję twarz danej osoby w lusterku.To coś takiego jak ten cały mugolski Skajpaj...Wzielam owe Lusterko do ręki i spojrzałam w przeźroczystą taflę.
-Syriusz Black-po chwili w odbiciu lustra pojawiła się głowa Syriusza
-Heej Kasja!Wszystkiego najlepszego i Wesołych Świąt!Mam nadzieję ze podoba ci się prezent?-spytał Black
-Cześć Kudłaczu!Dziękuję i WZAJEMNIEE!Pewnie jest świetny!-zawołałam zachwycona
-Bardzo mnie to cieszy-wyszczeżył się
-Jak po nocy?-spytałam a Syriusz trochę posmutniał
-No wiesz...Bywało leeeepiej.Nasz kochany Lupinek trochę wymknął mi się spod kontroli.Ale nic nikomu się nie stało!-dodał prędko widząc moją minę.Odetchnęłam-Poza naszym wilczkiem-dodał ciszej
-Jak się czuje?-spytałam
-Tak jak wygląda.Czyli...Nie za ciekawie.Ma trochę rozwaloną nogę i kilka zadrapań.Dzięki Bogu że nie jest taki zwyczajny.Rany Wilkołaków goją się szybciej i blizny znikają.Ale to też z czasem-powiedział Łapa.
-Yhymm.Apropos widziałeś Madi?-spytałam ni z gruchy ni z pietruchy.Po prostu tęskniłam za nią , a ta nawet nie odezwała się.
-Nie.-westchnął smutny
-Łapciu Gapciu.Wybacz ale tata coś się wydziera o jakimś szatanie i egzorcyźmie.Pewnie znów prubuję coś ugotować.Wieczorem się z wami skontaktuje.-powiedziałam i zerwałam połączenie odstawiając lusterko na szafkę po czym podążyłam w stronę kuchni.



O 18 rozpoczęła się Wigilia.Wraz z tatą i babcią zasiadłam do stołu i rozmawialiśmy jedząc przepyszne potrawy , które wraz z Babcią upichciłam.Ta Wigilia miała w sobie jakąś Magię, której nie sposób było ulec.Przeżywałam to święto jak nigdy i czułam że w przyszłym roku nie usiądziemy w tym gronie do stołu Wigilijnego ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz