piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 50 "Nie planowałam tak spędzać tych świąt" - Madi

Siedzieliśmy jeszcze długo w owym pomieszczeniu. Świeca na środku stołu zaczynała przygasać. Peter po dwóch godzinach przywiązania do krzesła ,zaczynał usypiać. Kasja siedziała wpatrzona w Petera też już powoli mrużyła oczy. Uderzyłam ją noga pod stołem ,tak aby Fellishia i Tom nie zauważyli nic podejrzanego. Kasja oprzytomniała. Spojrzała na mnie gniewnie. Noga musiała ją zaboleć. Ona za to uderzyła Petera. Wszyscy byliśmy już męczeni ,ale nie mogliśmy się poddać. Nie teraz. Peter ,zaczął coś skamlać ustami. Pewnie był głodny. Nie dziwiłam mu się. Pomimo wszystkiego ,też  już odczuwałam głód. Przełknęłam ślinę.
- Dostaniemy coś do jedzenia? Długo masz zamiar nasz tu trzymać? Jeżeli nas nie potrzebujesz to po prostu to zakończ. Nie chce się męczyć z powodu głodu. - mówiłam stanowczo ,bardzo dziarskim głosem.
- Masz racje. - spojrzał na Fellishię. - Przynieś z barku jedzenie i napój. - Tom wstał od stołu ,zostawiając Tiarę. Podszedł do mnie. Spojrzał mi w oczy. - Musimy o Ciebie dbać Madi. Jeszcze tyle przed Tobą. - powiedział wzdychając. -  Czeka Cię jeszcze wiele cierpienia ,mogę Ci pomóc. - spojrzał na mnie błogim wzrokiem.
- Zapomnij. Cokolwiek mnie spotka dam sobie z tym radę. SAMA! - ugryzłam się w  wargę by nie powiedzieć za dużo.
- Biedna Madi. Jesteś mądra. Bardzo mądra. Przemyśl to. Mam nadzieje ,że podejmiesz dobrą decyzję. - w tym czasie Fellishia podeszła do stołu ze szklaną butlą i bochenkiem  chleba.
- Mamy jeść suchy chleb? - zapytał zdziwiony Peter.
- A wolisz mokry?! - zapytała wściekle Fellishia. Wzięła chleb nad Petera i nalała z niego na chleb wody. - Masz , no masz. No proszę. Szczęśliwy? Mokry chleb. - Fellishia kiedy ma okres to wściekła Fellishia. Tom pokroił chleb. Nalał do żelaznych pucharków wody.
- Zjedzcie to. - powiedział kierując się do drzwi zabierając Tiarę. - Nie macie co planować ucieczki. Nie uda się wam. Fellishia chodź ze mną. - Kiedy Tom i Fellishia wyszli i zamknęli drzwi łańcuchy się obluzowały. Podniecony Peter uradowany podbiegł do drzwi. Złapał za klamkę. Ta ani drgnęła. Odwrócił się i spojrzał na nas z załamaną miną.
- Co sądziłeś ,że nie zamknie drzwi? - mruknęłam wyplątując się z łańcuchów.  Gdy wyszłam podeszłam do Kasji i także pomogłam się wydostać z łańcuchów. -
- Więc co teraz robimy? - zapytała zmieszana Kasja patrząc na chleb.
- Hmm ,i tak nie uciekniemy. Więc może zjedzcie.
- Ty nie będziesz jadła? - zapytał Peter z nadzieją na kolejny kawałek chleba.
- Nie ,jestem głodna ,ale nie mogłabym teraz przegryźć ani kęsa. - Peter i Kasja usiedli przy stole zabierając się za rozpustne jedzenie. Ja stałam pod ścianą wpatrując się w świeczkę ,która stała na stole. Świeczka ledwo się paliła. Minęło dość niewiele czasu gdy Peter i Kasja zjedli cały bochenek chleba. Ja przełykałam tylko ślinę. W końcu. Wzięłam do ręki książki ,które zostawił Tom. Były bardzo ciężkie. Już miałam otworzyć jedną z nich ,gdy świeczka ze stołu zgasła. W pomieszczeniu nastał mrok. Chwyciłam za różdżkę.
- Lumos. - powiedziałam cichutko. Jednak nie było żadnej reakcji.
- Co ty Madi ,czarować nie potrafisz. - powiedział delikatnie rozbawiony . - słychać było jakoś szamotaninę ,a później tylko jakies przekleństwa pod nosem.
- Hmm , to ty Peter też nie potrafisz czarować? - uśmiechnęłam się w ciemnościach. Starałam się podejść do ściany i stanąć w bezpiecznej pozycji. Po chwili usłyszałam jak ktoś chodzi za drzwiami.
- Uciekamy? - zapytała zdezorientowana Kasja.
- Nie mamy dokąd. Tak jak Tom powiedział ,nie mamy jak. Nasza magia tu nie działa. - powiedziałam smutno. Do pomieszczenia weszła Fellishia trzymając pochodnie. Pomieszczenie rozjaśniało. Widać było książki na stole Kasje trzymającą za rękę Petera. Już nic mnie nie zdziwi. Zaraz za Fellishią wszedł do pomieszczenia Tom z wysuniętą przed różdżką. Stojąc po ściana widziałam tylko niebieski blask ,który padł na Kasję i Petera.
- A teraz ich wyprowadź. - powiedział groźnie Tom. - Zaprowadź do dormitorium ,jutro rano jadą do domów na święta.
- A co z nią? - powiedziała Fellishia spoglądając na mnie.
- Madi zostaje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz