Wstałam wcześnie. Słońce świeciło bardzo jasno. Podniosłam tułów. Rozejrzałam się orientalnie. Odkryłam nogi z kołdry i położyłam je na ziemi poszukując stopami moich kapci. Z mojej szafki nocnej podniosłam mojego iPod'a i sięgłam po słuchawki ,które powoli założyłam. Zaczęłam szukać jakieś piosenki na spokojny poranek. W końcu w słuchawkach zabrzmiało "Smoky Girl". Jak dla mnie idealna piosenka. Poszłam wziąć kąpiel. Taki mały relaks przed imprezą. Pomimo wczorajszych zabiegów czułam się trochę spięta. Po jakimś czasie wyszłam z łazienki już umyta i jako tako ogarnięta. Ubrałam się dość mugolsko.W sumie tym chciałam osiągnąć większy efekt na wieczór. Pościeliłam łóżko. i spojrzałam na zegarek. Była dopiero 8 rano. Nie zdejmując słuchawek i wciąż słuchając "Smoky Girl". Wyszłam z pokoju. Idą różnymi korytarzami domu śpiewałam tańcząc. Gdy jednak doszłam już do głównego korytarza z którego była już prosta do jadalni schodami w dół wpadłam na Welly ,która leżała na podłodze z jakimś pergaminem i piórem.
- Smoky Girl , Smoky Girl? - zapytała z uśmiechem.
- Aa ,tak. - zarumieniłam się ze wstydu. - Jedna z ulubionych piosenek. - wstałam i pomogłam wstać Welly. - A ty co tu robisz? - zapytałam spoglądając na papier.
- To mapa. Tworzę ją do dojścia na dół ,do jadalni. - uśmiechnęła się Welly dumna ze swojej roboty.
- Potrzebna ci mapa? Whatever. Co z Kasją?
- Ona jeszcze śpi. Byłam u niej zaraz po wstaniu.
- Więc dobrze ,Welly. Idź już na śniadanie. Marta już powinna coś przygotować ,ja natomiast pójdę po Kasję bo boję się ,że sama nie da rady. - odrazu ruszyłam na zachodnią stronę domu jednym z korytarz. Przeszłam przez małą biblioteczkę i pokój wieczorny. Gdy doszłam do pokoju Kasji zapukałam. Nikt nie odpowiedział więc weszłam sama.
- Kasja? - zapytałam zaglądając za drzwi. Nie odpowiadała. Podeszłam do jej łóżka. Kasja spała. O dziwo nie śliniła się. Zresztą nie dziwiłam się ,ze śpi. W jej pokoju zasłony są bardzo praktyczne. Nie przepuszczają światła ,więc w samym środku dnia jest ciemno. Odsłoniłam okno. Promienie wpadły do pokoju. Kasja coś zamruczała. UDAŁO SIĘ! Epic Win.
- Weź idź schowaj słońce. - jęczała Kasja chowając twarz w poduszkę.
- Już jest śniadanie. - oznajmiłam.
- Kto normalny je śniadanie o 5 rano? Wczoraj jadłyśmy o około 9. - mówiła zawiedzona Kasja podnosząca się powoli z łóżka.
- Nie jest 5. - zaśmiałam się.
- Jak to nie? Przed chwilą był ciemno jak w ciemnym pokoju w nocy ,a przed chwilą światło tak mi jebło w twarz. Ja ci mówię. - mówiła Kasja z pełnym przekonaniem. Podeszłam do niej wyjmując mojego Samsunga pokazując godzinę. - Jest 8:25 am. ?
- Naturalnie ,że tak. Mówiłam ,że te zasłony działają cuda. Nieraz jak nie mogę spać to idę tutaj.
- Chce Ci się tyle iść ? Z Twojego do tego pokoju jest kosmiczna odległość. Ja zanim bym doszła to spała bym na korytarzu. Naprawdę. Macie takie fajne dywany. Są delikatne ,mięciutkie. ahh ...
- Dobra ,dobra. Nie przesadzaj. Choć idziemy śniadanie. - poganiałam marudzącą.
- Poczekaj, muszę się ubrać i w ogóle,bo jak Twoja matka zobaczy mnie taką to już będzie tragedia.
- Nie trzeba. Ona nie chodzi na śniadania. Marta zawsze jej zanosi do pokoju. Ruszamy na to śniadanie?
- Pewno. Głodna jestem. Jeszcze trochę i będzie tarcza. - uśmiechnęła się Kasja i ruszyła w stronę drzwi.
- Te drzwi prowadzą do taolety. - rzekłam ze śmiechem. - Te drzwi ... - wskazałam palcem. - ... prowadzą na korytarz.
- Przecież wiedziałąm. - prychneła Kasja. - Tylko Cię sprawdzałam.
Zeszłyśmy na dół do jadalni. Welly jadła już tosty. Dosiadłyśmy się do niej. Kasja odrazu chwyciła za omleta.
- O mamusiu. Jak ja dawno nie jadałam naleśnika. - ekscytowała się Kasja.
- To omlet z warzywami. - odpowiedziałam.
- Serio? jestem w niebie. - Kasja zaczęła pożerać omleta i zaraz sięgła po kolejnego.Ja na początek nalałam sobie soku pomarańczowego. Następnie założyłam sobie jednego omleta i trochę jakieś sałatki. Zajadałyśmy się w ciszy. Bynajmniej ja i Welly. Kasja co chwilę wydawała z siebie jakies dziwne dziwięki po spróbowaniu jakieś potrawy. "Ummm..." "Pyszooota" "Aleluja!" i tym podobne. Wspominała ,że tyle na raz jedzienia to nie widzi nawet w święta. Porównała mój śniadaniowy stół do świątecznego w Hogwarcie.
- O której przyjadą chłopaki? - spytała w końcu Welly.
- Coś po obiedzie. Tak mi się zdaje. - odpowiedziałam rozsiadając się na krześle z oznaką ,ze już się najadłam i więcej nie jem. Wedy weszła Marta.
- Witajcie kochaniutkie! - powitała nas serdecznie Marta podchodząc do stołu. - Zjadłyście? Smakowało? - zapytała spoglądając na nasze miny.
- Bardzo. A szczególnie te dziwne zielone coś tutaj. - pokazała Kasja już na pusty talerz żabich udek.
- Bardzo się cieszę. - uśmiechnęła się Marta. - Specjalnie zrobiłąm trochę więcej jedzenia iż mamy gości.
- A mam takie jedno pytanie. - wypaliła Kasja. - Ma pani jeszcze troche tych placków z warzywami. Były meeega.
- Oczywiście. Weź talerz i przyjdź do kuchni. - Marta wyszła z jadalni ,a Kasja z talerzem popędziła zaraz za nią.
- Jak tak dalej pójdzie to Kasja nie będzie chciała od Ciebie pojechać. Dobrze jej u Ciebie. - zaśmiała się.
- A Tobie jest źle? - zapytałam.
- Madi ,masz piekny dom. Wielki. Bardzo duży. Piękny ogród. Mieszkasz blisko plaży. Z jednego Twojego tarasu można wyjść prosto na plażę. A ja miałabym być nie zadowolona. Jest świetnie. Jedzenie jest pyszne. Pokoje są wielkie i są całe dla nas. Każda ma osobną łazienkę. Mogła bym do Ciebie przyjeżdżać zawsze kiedy tylko to możliwe. - mówiła Welly wparują się w okno.
- Cieszę się ,że Ci się podoba. - odpowiedziałam zmieszana i także spojrzałam w okno. Padał śnieg. Pięknie to wyglądało. Padał śnieg w obliczu jasnych promieni słońca. Bajeczny wygląd.
Kasja wróciła ze swoją kolejną porcją omletów. Ona też była w niebo wzięta. Co prawda nie pięknymi widokami za oknem ,ale była w niebo wzięta ponieważ miała swoje ukochane omlety.
- Marta obiecała mi ,że jak będę przyjeżdżać do Ciebie ,to zawsze będzie mi je robiła. - zachowała się Kasja jedząc kolejnego omleta. - Będę mogła przyjeżdżać? Prawda kochana Madziusiu? - zerwałam zwrok z okna i spojrzałam na nią z politowaniem.
- Madziusiu?
- Jak wolisz. Mogę mówić Madi , Madzinka - Chudzinka , Madziusia , Madzia , Ma...
- Dobra skończ. - krzykłam.
- Nie denerwuj się. Ogarnij hormony. - mówiła Kasja z pełną buzią ciasta i warzyw (omlet)
- Po prostu skończ. Jestem Madi! Nie żadna Madzia ,Madziusia i tak dalej. Jedz te omlety bo chcę iść na górę ,a jak Ciebie zostawię to się zgubisz. - Kasja spojrzała na mnie smutnie i wypluła papkę która miała w buzi i już przeżuwała.
- Dobra. Skończyłam. - doparła smutno. Wstałyśmy we trzy ,a ja ruszyłam przodem w stronę schodów by wejść na pierwsze piętro. Poszłyśmy do mojego gabinetu. Na środku stało mahoniowe biurko. Ogólnie meblem w moim gabinecie były mahoniowe.Wielbi białe dywan idealnie z tym kontrastował. Ciemno zielono - żółta tapeta i białe zasłony. Po bokach były regały z książkami a na rogach fotele i i kanapy w stylu amerykańskim. Welly rozglądała się razem z Kasją po gabinecie. Przeglądały półki z nagrodami i książkami. Welly chwyciła za ramkę ze zdjęciem.
- Kto to? - zapytała Welly pokazując zdjęcie.
- To zdjęcie mojej prababki za czasów młodości. Nie znam jej. I chyba nigdy nie poznam. Nawet nie wiem czy dalej żyje. Moja rodzina nie utrzymuje z nikim kontaktu. Nawet moja matak nie utrzymuje kontakty ze swoją siostrą. Dlatego tak nienawidzę Fellishi. - mówiłam wpatrzona w zdjęcie. - Mam tylko to zdjęcie babki. Znalazłam je kiedyś w jakiś kartonach na strychu.
- Nie znasz własnej prababki? - zapytała Welly.
- Niestety. - odpowiedziałam smutno odkładając na półkę zdjęcie. Kasja podeszła do mnie i złapała za ręce.
- Nie smuć się Madzinko. Też nie znam swojej rodziny. - przytuliła mnie Kasja ,tak mocno ,że myślałam ,ze moja ramiona się połamią.
- Dusisz... - wykrztusiłam.
- Oj ,przepraszam. Wybacz.
Welly wzięła jakąś ksiażkę i usiadła na fotelu. Kasja po jakimś czasie sięgła sobie jakiś mój notes ,ołówek i kilka kredek. Ja usiadłam przy biurku i otworzyłam laptopa. Włączyłam go i sprawdziłam swoją pocztę elektroniczną. Później sprawdzałam jakieś portale ,a jeszcze później podłączyłam słuchawki ,by nie przeszkadzać Welly i Kasji i włączyłam sobie moją jedna z ulubionych piosenek ,którą ostatnio cały czas słucham cokolwiek bym nie robiła. Włączyłam "Smoky Girl". Zaczęłam podśpiewywać. Nawet nie wiem kiedy ,samo mnie poniosło. W końcu Kasja mi przerwała.
- Może być? - spytała.
- Co? - zdjełam słuchawki by usłyszeć Kasję.
- Moźe być? - Kasja znowu pokazała mi jakiś papierek z rysunkiem.
- Ładne. - powiedziałam znowu zakładając słuchawki. Kasja odeszła biorąc kolejne kartki. Welly wczytała się w książkę. Czytała "Miłość Niewolników." To dość stara mugolska książka. Przesiedziałyśmy w gabinecie do obiadu. Zeszłyśmy na obiad. Nie wspominając ,że przez ten cały czas ,ze Kasja nadal była w piżamie. usiadłyśmy przy stole. Kasja luźno zaczęła nakładać sobie ryż ,jakieś warzywa. Leczy gdy weszła moja matka ,dupa jej się spieła. Wiedać było ,że się zawstydziła. Matka podeszła do stołu ,my wstałyśmy witając ją. Matka spojrzała na Kasję ze zdziwieniem.
- Czy madame Kasjopeja nie zechciałaby się ubrać?
- Ależ oczywiście , proszę pani. - Kasja odskoczyła od stoły i szybko poleciała na górę. Pewnie szybko nie wróci. Zanim znajdzie swój pokój ,a później znajdzie drogę powrotną to trochę zajmie.
Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. Po mimo wszystkiego Kasja wróciła. Usiadała na swoim miejscu i także zaczęła jeść. Pochyliłam się dyskretnie w stronę Kasji.
- Jak udało Ci się tak szybko wrócić? - zapytałam. Kasja spojrzała na mnie z uśmiechem i takze dyskretnie odpowiedziała.
- Wzięłam ze sobą chleb żeby zaznaczyć drogę. Tak jak Jaś i Małgosia. Ale widocznie zagnieździły się Tobie gdzieś jakieś ptaki , bo jak wracałam nic nie było.
- No tak. Te ptaki nazywają się odkurzacz.- odpowiedziałam z ironią. - Ale jak udało Ci się wrócić?
- Jakiś pan szorował dywan jakaś rurą to spytałam o drogę.
Później spokojnie już siedzieliśmy i spokojnie jedliśmy. Już wiedziałyśmy ,ze niedługo impreza i byłyśmy bardzo podekscytowane. No i czekaliśmy jeszcze na Hunctowtów. Mieli wpaść jeszcze po obiedzie. Nie wiem czy Kasja tego za bardzo nie zrozumiała ,bo zjadła obiat pierwsza z nadzieją ,ze jak zje szybciej , to chłopaki szybciej przyjadą. Po kolacji poszłyśmy czekać na Jamesa , Syriusza , Remusa i Petera w głównym salonie.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz