Na ulicy Invictos Street 15 w domku
jednorodzinnym mieszkała pewna dziewczyna. Z domu dochodziły bliżej
niezidentyfikowane dźwięki. Dziewczyna o rdzawych włosach biegała po
całym domu. Od salonu do łazienki od łazienki do pokoju. Pakowała się.
Pakowała się do szkoły Magii. Do Hogwartu...
Biegłam
od toalety do pokoju. W końcu jutro mam jechać do Hogwartu. Wreszcie
zobaczę Madii! Cieszyłam się jak dziecko. Czym prędzej wepchnęłam
do swojego kufra książki. Mój bagaż jak na złość nie chciał się zamknąć.
Siłowałam się z nim ile wlezie. Usiadłam na nim. Nic. Za Neptuna nie
chciał się zamknąć.
- TAAATOOO! - zawołałam go. Już po chwili przybiegł do mnie zdyszany ojciec
-
Co się stało pali się? RATUJ MEBLE! ... Zaraz nic się nie pali ... -
mój ojciec kompletnie zwariował na starość. Zaczęłam chichotać
- Nic się nie pali tato po prostu nie mogę domknąć walizki - oznajmiłam wstając z niej
-
Kasjo ile razy ci mówiłem ,że masz mnie nie straszyć? - spytał mnie
ojciec po czym machnął różdżką i po chwili wszystko dokładnie się
zamknęło.
- Pięć tysięcy czterysta czterdzieści cztery razy - wyrecytowałam zamyślona - Tak dokładnie tyle ! - dodałam z uśmiechem
- Kasjopejo - mój tata przybrał gniewny wyraz twarzy. Zbaraniałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Smutno się uśmiechnęłam.
-
Wybacz tato. - mruknęłam w przeprosinach. Ojciec spojrzał na mnie
potulnie. Podszedł i najzwyczajniej w świecie przytulił mnie.
-
Co ja bym zrobił ,gdyby coś ci się stało? Mam tylko ciebie - oznajmił i
pocałował mnie w czoło. Miał rację. Zastępowałam mu mamę. Musiałam
jakoś podołać temu zadaniu. Nie chciałam żeby się zamartwiał. Nie
chciałam go stracić. Odwzajemniłam uścisk a, po policzku spłynęła mi
jedna samotna łza która zginęła w burzy moich kręconych włosów.
Było
popołudnie. Totalnie nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić. Kręciłam się
po uliczkach usiłując znaleźć sobie jakieś miejsce. Zauważyłam że pani
Brown siedzi na ganku domu. Pomachała mi radośnie. Odmachałam jej i
ruszyłam w jej stronę.
-Dzień dobry pani Brown - uśmiechnęłam się do niej serdecznie siadając naprzeciwko niej przed ślicznym białym stoliczkiem
- Dzień dobry ,Kasjo. Masz może ochotę na herbatę? - spytała wstając
-
Niech pani nie wstaje ja zrobię! - uśmiechnęłam się i poszłam zaparzyć
herbatę. Bardzo często do niej przychodziłam i piłyśmy herbatę. Ta
urocza strużka zawsze była dla mnie bardzo dobra. Była dla mnie jak
babcia. Już po chwili wróciłam z dwoma porcelanowymi filiżankami z
gorącym naparem. Usiadłam na swoje miejsce i zaczęłyśmy rozmawiać.
Opowiadałam jej o szkole. O Hogwarcie. Pani Brown kiedyś też tam
chodziła. Była w Huffelpuff. Po chwili na barierce ganku wylądowała
sowa.
- Kasjo czy to aby nie Psyhie? - spytała pani Brown patrząc z podziwem na płomykówkę.
Wstałam i podeszłam do majestatycznego ptaka zabierając od niej list. Podeszłam do stolika i zabrałam z niego herbatnika podając go sowie. Otworzyłam list wyciągając z niego pergamin.
Wstałam i podeszłam do majestatycznego ptaka zabierając od niej list. Podeszłam do stolika i zabrałam z niego herbatnika podając go sowie. Otworzyłam list wyciągając z niego pergamin.
Kochana Kasjopejo!
Jutro się widzimy! Już widzę jak się uśmiechasz na samą myśl o tym.
Wiesz że Syriusz jest u mnie? Nie? No to już wiesz.
Nie nudzi nam się bo co chwila coś się dzieje.
Wczoraj gdy byli u mnie Remus i Peter było małe zamieszanie.
Syriusz chciał zabić muchę kapciem mojej mamy.
Rzucił nim na odległość, mucha odleciała ,a kapeć zbił wazon.
Próbowaliśmy go skleić na mugolską taśmę ale coś nam nie wyszło.
Zgadaliśmy się z moim tatą który skleił wazon. Nie robił by tego ale ten wazon
Jest mojej pra pra pra babki. Niby nic ,ale jednak coś.
I tak tego nie rozumiem ...
A, tak w ogóle to w którym przedziale siadamy? W tym na końcu jak zawszę?
James Potter
Ps. Masz pozdrowienia od Syriusza.
Zlustrowałam
list wzrokiem i wybuchłam śmiechem. Przeczytałam go pani Brown. Ta
zaczęła się śmiać. Lubiłam ją. I to bardzo. Mogłam się z nią łatwo
dogadać.
-
[...] A, kiedyś Syriusz wylał ten cały śluz na głowę profesora
Flitwicka! - zawołałam zanosząc się śmiechem. Pani Brown miała takie
same poczucie humoru jak ja. Po prostu nie dało jej się nie lubić!
- Ojej. Późno już. Lepiej wracaj do ojca, pewnie się martwi! - zawołała pani Brown.
Wstałam smutna ,a Psyhie usiadła mi na ramieniu.
- Zobaczymy się niedługo. Nie smuć się kochana - uśmiechnęła się kobieta.
- Do zobaczenia! - zawołałam idąc w stronę domu.
Leżałam
na łóżku. Przeglądałam książkę od Historii Magii. Lubiłam czytać sama
Historię ale nie gdy profesor Męczy-Dusza mówi to swoim sennym głosem.
Do pokoju wpadł tata.
- Dziecko ale ty tu masz duchotę! - oznajmił i otworzył okno.
- Dobra, dobra zamknij drzwi - machnęłam lekceważąco ręką
-
Właśnie nie! Ma być przeciąg! - krzyknął i pobiegł do drzwi jakby się
rzucał w otchłań morza. Niestety nie wyrobił na zakręcie i potknął się o
dywan i zarył glebę ‘’całując’’ panele jak Papież wysiadając z
samolotu.
- Aha? Wywróciłeś się? - spytałam nie patrząc na ojca. Jedynie przewracałam kartki z książki.
-
Nie przytulam podłogę wiesz?! - fuknął. Wzniosłam oczy ku sufitowi. Z
kim ja żyję? Zadawałam sobie to pytanie od 5 lat. Ojciec podniósł się z
ziemi mrucząc jakieś przekleństwa pod nosem.
-
Tylko zamknij drzwi - poprosiłam. Już po chwili usłyszałam głośne
trzaśnięcie. Ale po chwili znowu wbił do mojego pokoju szukając czegoś
po kremowym dywanie.
-Czego szukasz?
- Mojej jedynki.
Pacnęła się wewnętrzną stroną dłoni w czoło. Z kim ja żyję?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz