poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 2 "Peron 9 i 3/4." - Madi

Dokładnie nie pamiętam jak zaczął się ten dzień. Wiem ,że wstałam bardzo wcześnie i siedziałam w moim pokoju. I przez jakieś 30 minut nie mogłam się otrząsnąć i przestać rozmyślać o Hogwardzie. Bałam się , jak przed każdym rokiem ,ale czułam ,że w tym roku zdarzy się coś co zapamiętam na zawsze. Wstałam i zaścieliłam łóżko. W słodkiej piżamce zeszłam na dół z moimi kuframi. Tak wszystkim czarodziejom starcza jeden kufer ,ale weź w nim pomieść wszystkie ciuchy. Postawiłam moje kufry przed drzwiami frontowymi. Wparowałam do kuchni wzięłam tosty, które były już przygotowane i poszłam na mugolskie seriale. Niestety. Natrafiłam na familiade , w której prezenter podniecał się swoim nowym samochodem. 
- Ah to rozmawianie z nie-magicznym pudłem z ruchomymi obrazkami. - powiedziałam sama do siebie.
Patrzałam jak najęta na prowadzącego i upychałam się jak chomik tostami. Przeżuwałam powoli. Po tym przedrzeźnianiu prowadzącego i innych mugoli w TV zaschło mi od tych sucharów w gardle. W padłam jak w Matrixsie do kuchni i udając Batmana wzięłam szklankę soku wlałam ją naśladując Ninja. 
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Ogarniając sytuację czyli z Nija zmieniłam się znów w Madi. Podreptałam przed drzwi , przedarłam się rzez kufry i otworzyłam drzwi. Gdy tylko je uchyliłam zauważyłam Hunców. 
- Witaj ! - przywitał się szybko Remus z uśmiechniętą miną. 
- Cześć ! - krzyknęłam tuląc każdego z nich.  
Weszli do domu i jak zawsze ... rozgościli się sami. Od trzeciej klasy tak robiliśmy ,że chłopaki wpadali po mnie ,że później dzwoniliśmy po mugolsą taksówkę, chłopaki jarali się okrągłymi kołami z gumy i warkotem silniku ,a ja przekonywałam taksówkarza ,że oni są normalni. Lecz nigdy mi to nie wychodziło. Zawsze kazał nam wysiąść w połowie drogi ,a kasę zabrał za całą drogę. I gdzie tu sprawiedliwość? Chłopaki jak zawsze będąc u mnie w domu jarali się mugolskimi sprzętami, dzisiaj podziwiali dzieło sztuki pt. "Wieża stereo". Puścili mugolsą muzykę i tańczyli Makarenkę. Ja poszłam w tym czasie się przebrać ze słitaśnej piżamie na jakieś do ogarnięcia. Czyli Madi wszystkie ciuchy jakie miała wpakowała do kufra. Dopiero później ogarnęłam ,że założyłam dresy i bluzę oraz adidasy. Dlatego chłopaki się tak patrzeli jak zeszłam na dół. U nich dziewczyna musi się ubierać tak ,aby wyglądać dziewczęco. Czy tylko mi się wydaję jak ktoś mówi , wyobraża mi się taki plastik w różowym ? Takie właśnie mam wyobrażenie o dziewczynach .które "podkreślają swoją dziewczęcość" w spódnice mini i obcasach na których łamią sobie nogi. I jeszcze ten tynk na twarzy.
Kiedy ogarnęłam salon po "podbojach Hunców" byliśmy gotowi by dzwonić po taxi. 
- I znowu przyjedzie ... - zaczął Syriusz. 
- ... samochód. - skończyłam szybko i spojrzałam na niego ironicznie jakby nigdy w życiu nie widział pojazdu na czterech kółkach. Gdy już zamówiłam taksówkę, poprosiłam Hunców by zachowywali się przyzwoicie ,bo nie chcę iść z kapcia drugą połowę drogi. Chłopaki poszli na ten układ i zgodziłam się im oddać jedno miejsce przy oknie. Iż zawsze ja z Kasją siadałyśmy przy oknach. To były takie miejsca dla najlepszych.  – BOSS’ÓW
Wsiedliśmy do samochodu , chłopaki naprawdę śmiesznie wyglądali , chcieli zadać mi mnóstwo pytań związanych z samochodem ,ale otwierali usta lecz żaden głos się nie wydobywał iż bardzo chcieli zawalczyć o to miejsce przy oknie.  Nieraz to tak bajecznie wyglądało ,że aż za chichotałam.
Całą drogę obeszło by się bez "krótkich" spacerków. Weszliśmy na peron robiąc największe zamieszanie.  No tak , od razu reputacja o jeden stopień niżej. Ale już byłam ta to gotowa zadając się z Huncwotami i Kasją. Pociąg już stał ,ale my czekaliśmy na Kasjopeję. Nie trwało to za długo ,bo po pięciu minutach zauważyliśmy na drugim końcu peronu biegnącą wariatkę , krzycząca coś tam i machającą łapą w każde strony. Wszyscy spojrzeliśmy na nią z miną "Tak , my jej nie znamy." I odwróciliśmy się w drugą stronę mając nadzieję ,że nie machała do nas i zaczęliśmy konwersację. 
- Tak to Kasja. - powiedział załamy Syriusz. - Wiecie jaki wstyd by mi przyniosła będąc moją siostrą ? 
- Zdaje sobie sprawę . - dodał Remus.  - Zachowuje się nieodpowiedzialnie. 
- Bitch please. - zaśmiałam się. - A Wy ? Jak się zachowujecie ? Uważacie , że lepiej. - I nagle wszyscy się odwróciliśmy patrząc na Kasję zbliżającą się coraz bliżej nas. Nadal nie przestała machać i się drzeć.  
- Lepiej. - odparł James patrząc się z ło te fak w oczach. 
Peter zaczął się tak śmiać ,że aż zaczął cisnąć na podłogę. I się w dodatku turlał jak osierocone dziecko. Miał jakiś atak śmiechu. Chyba dopiero teraz zaważył jak Kasja wyglądała dziwacznie biegnąć z kufrem i majdając ręką w prawo i lewo. A najbardziej epicko wyglądało to gdy Kasja chciała wyhamować przed Peterem ,ale nie mogła bo kufer tak się rozpędził ,że kufer wjechał na Petera ,a ona zrobiła parkura nad kufrem i wpadła w Remusa. 
- O ma różdżko ! - jęknął Peter. 
- Nic Ci nie jest ? - spytałam Remusa. 
- ... nie spoko ,żyję. - warkotała Kasja. Podałam jej dłoń i pomogłam jej wstać.  Zajęliśmy miejsca w pociągu. W ostatnim wagonie. Ja usiadłam przy oknie ,a Kasja musiała za cały incydent oddać swoje miejsce i siedziała przy drzwiach na przeciw Remus ,który albo czytał książkę, albo spał. Ja natomiast siedziałam naprzeciw Jamesa ,a obok niego Syriusz. Po mojej stronie siedział Peter ,którego cały czas coś bolało po tym jak Kasja bawiła się w F1. I wjechała swoim Ferrari w Petera ,który bawił się w sierotę. 
Całą podróż James próbował nas rozbawić swoimi tandetnymi dowcipami na które Kasja i Peter reagowali jak obłąkani. A ja z Remusem udawaliśmy ,że ich nie znamy - jedyny dość rozsądny Hunc. Czasem mu odbijało ,ale tak naprawdę to on panował nad wszystkim i wiedział jak to odkręcić. 

***

Gdy już przebraliśmy szaty swoich domów wysiedliśmy i poczuliśmy tę magię. Przynajmniej ja. Bo Huncwoci byli w swoim żywiole i musieli zaliczyć swój pierwszy psikus. Przecież byliśmy już w Hogesame , było ciemno. Łasko na peronie był do nie doniesienia. Przez chwilę zamyśliłam się gdzie moje myszka. Ale włożyłam dłoń do płaszcza i końcami palców dotknęłam jego futerka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz