poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 3 "Słodkie powitanie" - Kasja

Na tym roku mieliśmy odbyć podróż do Hogwartu powozami. Powóz nadjechał. Madi stała naprzeciw wozu pacząc jak zaklęta.
- J-JEDNOROŻEC! - zapiszczała i przytuliła się do powietrza.
- Widzisz je też? - spytał James ,Madi
- O czym oni mówią? - spyta Peter i dotknął powietrza naprzeciw wozu i odskoczył z wrzaskiem. - CO TO?!
- Testrale. - powiedział Remus - Widzą je ci co widzieli czyjaś śmierć.
Zdziwiona patrzyłam się w tą stronę co Madi. Ta głaskała powietrze jakby to był jej ulubiony pupil. Zdziwiło mnie to. No ale każdy lubi co innego. Peter cukierki , James miotły a, Madi powietrze.
Wsiedliśmy do powozów. Musiałam siedzieć na środku. Madi i Huncwoci dalej mi nie wybaczyli tej wpadki na peronie. Jakoś przeżyję. Westchnęłam. Nie wiedziałam co robić. Madi była zawsze we wszystkim lepsza ode mnie. Wkurzało mnie to. Szczerze to jej bardzo zazdrościłam. Jest moją przyjaciółką ,ale czasami naprawdę jestem zła na nią. Jest inteligentna i zawsze powie o dwa słowa więcej ode mnie. Jest w Ravenclaw. Naprawdę nie mogłam tego znieść ,że ona i Remus tak dobrze się dogadują. Gadają o takich mądrych rzeczach ,że baranieje przy nich.
-Kas! OGARNIJ SIĘ! Wysiadam! - szturchnął mnie Peter. No pięknie nawet on bardziej ogarnia niż ja! Wyszliśmy z powozów. Jak zwykle panował tłok. Przepychaliśmy się. Madi szła jak maczo. Przepychała się i popchnęła jednego drugo-klasistę ,który upadł  na drugiego jak domino. Z trudem dostaliśmy się do sali. Zajęliśmy swoje miejsca i paczyliśmy jak Nervica vel Minerva przydziela pierwszoklasistów do domów. W pewnym momęcie usłyszeliśmy nazwisko McAviccioo Fellisha odruchowo spojrzałam na Madi. To chyba była jej kuzynka. Opowiadała mi o niej. Mówiła że kiedyś jak wkurzyła się to uderzyła ją książkami. Była o dwa lata starsza od nas. Przydzielono ją do Ravenclaw. Madi spojrzała na nią z nienawiścią i pokazała jej tabliczkę z napisem ‘’Fak Ju!‘’ i zmarkotniała. Dumbledore - nasz kochany dyrcio - stwierdził że nie ma sensu paplać, zaklaskał i żarcie się pojawiło. Zerknęłam na Madi. Nie chciała jeść. Wszyscy z Ravenclaw'u zachwycali się nią – Felishia. Madi siedziała znudzona przy stole nerwowo stukając paznokciami w stół. Z nienawiścią patrzyła na kuzynkę. Odwróciłam wzrok patrząc na Huncwotów. Pochłaniali jedzenie z zawrotną prędkością. Szczególnie Peter. Odechciało mi się jeść. Po chwili coś przeleciało wzdłuż stołu. Amelia Burdstone - moja koleżanka z Dormitorium - oberwała grubą warstwą ciasta od Syriusza. Spojrzałam nerwowo na stół nauczycielski. Nic. Zero reakcji. ZAMULILI. Dosłownie! Amelia nie była mu dłużna Syriusz oberwał sałatką ziemniaczaną. I tak rozpętała się wojna. Siedziałam obserwując całe zbiegowisko. Dosłownie wszystkie cztery stoły rzucały się żarciem. Przez salę latał różne półmiski z owocami, warzywami i innymi kalorycznymi badziewiami. Nauczyciele próbowali opanować sytuację chodząc wokół stołów. Po chwili poczułam uderzenie i coś wilgotnego na policzku. Oberwałam ciastem kremowym. Obejrzałam się za siebie. Madi siedziała z niewinną miną przy stole patrząc w zaczarowany sufit wyglądający jak niebo. Uśmiechnęłam się chytrze. Złapałam za sernik z rodzynkami i cisnęłam nim w stronę Madi. Niestety ta uchyliła się przed morderczym sernikiem który wylądował na głowie profesor McGonagall.
- ESTOLLAR! - warknęła Nerwica.
- Ups ... Przepraszam pani profesor! CELOWAŁAM W MADI! - krzyknęłam ponieważ na sali panował gwar i hałas. Profesorka spojrzała na mnie surowo ale po chwili złagodniała
- Poddaje się! ALBUSIE! ZRÓB COŚ Z TYM! Albusie? Alb... - profesor McGonagall spojrzała w stronę stołu nauczycielskiego. Sam Dumbledore rzucał sernikami i innymi maziami w uczniów. Profesorka pokiwała załamana głową.
- A, psycholog mówił weź urlop - i odeszła w stronę wyjścia.

W końcu Profesor Flitwick nas uspokoił i bijatyka na słodkości została przerwana. Wszyscy ruszyli do swoich dormitoriów. Złapałam Madi na schodach.
- Nienawidzę tej głupiej cholernej ... Grrr!
- Spokojnie Madi! Przecież ona zostanie tylko rok. Prawda? - spytałam jej
- No chyba tak - westchnęła. Współczułam jej.
- No to jak zobaczymy się jutro ? - spytałam
- Nie inaczej. Trudno nie zauważyć twojej krzywej mordy - mruknęła
- Dzięki , dzięki. Koszmarów ! - warknęłam ze śmiechem i ruszyłam ku wierzy Gryffindor’u.

Na kanapach  i fotelach rozłożyli się Huncwoci. Usiadłam na ziemi z powodu braku miejsc. Akurat na przeciwko kominka.
- To co robimy? - spytał inteligentnie Syriusz
- Nie wiem jak wy ale ja idę spać - ziewnął Peter i ruszył do dormitorium
- Tsaaa. Żeby nas to interesowało - mruknęłam
- Za bardzo cięta jesteś dla niego - oznajmił Remus.
- No cóż tak już mam - uśmiechnęłam się smutno.
- Zbieramy się? - spytał James
- Mi się nie chce - jęknęłam
- Ale nam tak - mruknął Syriusz.
- Idźcie sobie! No już! Poszło wont! Przyjdę do was później. - mówiłam ,a ci ruszyli do Dormitorium. Westchnęłam. Muszę się wziąć za siebie. Bardzo chciałabym dorównać inteligencji Madi. Dobra nie użalaj się nad sobą. Może i jestem nieźle zwariowana i w ogóle no ale... Może powinnam przestać i trochę spoważnieć? Postaram się. Tak. Tak sądzę. Ruszyłam w stronę swojego Dormitorium ,które dzieliłam z Amelią Burdstone, Rose Jackson i Meredith Lee. Dziewczyny siedziały już wykąpane na jednym łóżku i plotkowały.
- Kasja dołączysz do nas? - spytała Amelia
- Nie mam ochoty przepraszam idę do chłopaków - mruknęłam zabierając rzeczy i ruszając do łazienki.
- No cóż. Nie to nie. Na razie. - powiedziała Meredith. Jedynie ona mnie rozumiała. Amelia i Rose były inne. Jedynym tematem rozmów u nich były kosmetyki i chłopcy.
Wykąpałam się i poszłam do Huncwotów. Zapukałam i po usłyszeniu "Glizdek oddaj moje babeczki!" weszłam uznając to za zaproszenie.
- Cześć jesteee...O mamo co tu się stało?! - spytałam patrząc na Dormitorium chłopaków. Wszędzie były porozrzucane słodycze i ciuchy i... nawet nie chce wiedzieć co to jest! Zaraz to się rusza?!
- O cześć Kasja! - zawołał James ze skarpetką na głowie – Siadaj tam … gdzie znajdziesz miejsce. - wyszczerzył się. Jedynym wyjściem było jako jedyne czyste łóżko Remusa.
- Czemu macie tu taki burdel? - rozejrzałam się.
- Rozpakowaliśmy się - mruknął Syriusz
Na półce Lupinowatego leżała jakaś księga.
- Co to? - spytałam biorąc do ręki grube tomisko.
- Przedstawienie Magicznych Stworzeń W Środowisku Mugolskim - Wyrecytował Remus składając swoją koszulę.
- Hę? - kurczę. Moja inteligencja zawiodła? Ta i to nie pierwszy raz
- Zwierzęta - oznajmił rozbawiony moją niewiedza Remus.
Przybrałam naburmuszoną minę
- Nie śmiej się ze mnie !
- Ale to słodkie - śmiał się dalej.
- Tak ,tak niewiedza jest ‘’słodka‘’. - mruczał Syriusz.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Oso-odi? - spytał Peter zapchany kremówkami.
To wyglądało przekomicznie. Padłam na łóżko Remusa chichocząc zawzięcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz