Na tym roku mieliśmy odbyć podróż do Hogwartu powozami. Powóz nadjechał. Madi stała naprzeciw wozu pacząc jak zaklęta.
- J-JEDNOROŻEC! - zapiszczała i przytuliła się do powietrza.
- Widzisz je też? - spytał James ,Madi
- O czym oni mówią? - spyta Peter i dotknął powietrza naprzeciw wozu i odskoczył z wrzaskiem. - CO TO?!
- Testrale. - powiedział Remus - Widzą je ci co widzieli czyjaś śmierć.
Zdziwiona
patrzyłam się w tą stronę co Madi. Ta głaskała powietrze jakby to był
jej ulubiony pupil. Zdziwiło mnie to. No ale każdy lubi co innego. Peter
cukierki , James miotły a, Madi powietrze.
Wsiedliśmy
do powozów. Musiałam siedzieć na środku. Madi i Huncwoci dalej mi nie
wybaczyli tej wpadki na peronie. Jakoś przeżyję. Westchnęłam. Nie
wiedziałam co robić. Madi była zawsze we wszystkim lepsza ode mnie.
Wkurzało mnie to. Szczerze to jej bardzo zazdrościłam. Jest moją
przyjaciółką ,ale czasami naprawdę jestem zła na nią. Jest inteligentna i
zawsze powie o dwa słowa więcej ode mnie. Jest w Ravenclaw. Naprawdę
nie mogłam tego znieść ,że ona i Remus tak dobrze się dogadują. Gadają o
takich mądrych rzeczach ,że baranieje przy nich.
-Kas!
OGARNIJ SIĘ! Wysiadam! - szturchnął mnie Peter. No pięknie nawet on
bardziej ogarnia niż ja! Wyszliśmy z powozów. Jak zwykle panował tłok.
Przepychaliśmy się. Madi szła jak maczo. Przepychała się i popchnęła
jednego drugo-klasistę ,który upadł na drugiego jak domino. Z trudem
dostaliśmy się do sali. Zajęliśmy swoje miejsca i paczyliśmy jak Nervica
vel Minerva przydziela pierwszoklasistów do domów. W pewnym momęcie
usłyszeliśmy nazwisko McAviccioo Fellisha odruchowo spojrzałam
na Madi. To chyba była jej kuzynka. Opowiadała mi o niej. Mówiła że
kiedyś jak wkurzyła się to uderzyła ją książkami. Była o dwa lata
starsza od nas. Przydzielono ją do Ravenclaw. Madi spojrzała na nią z
nienawiścią i pokazała jej tabliczkę z napisem ‘’Fak Ju!‘’ i
zmarkotniała. Dumbledore - nasz kochany dyrcio - stwierdził że nie ma
sensu paplać, zaklaskał i żarcie się pojawiło. Zerknęłam na Madi. Nie
chciała jeść. Wszyscy z Ravenclaw'u zachwycali się nią – Felishia. Madi
siedziała znudzona przy stole nerwowo stukając paznokciami w stół. Z
nienawiścią patrzyła na kuzynkę. Odwróciłam wzrok patrząc na Huncwotów.
Pochłaniali jedzenie z zawrotną prędkością. Szczególnie Peter.
Odechciało mi się jeść. Po chwili coś przeleciało wzdłuż stołu. Amelia
Burdstone - moja koleżanka z Dormitorium - oberwała grubą warstwą ciasta
od Syriusza. Spojrzałam nerwowo na stół nauczycielski. Nic. Zero
reakcji. ZAMULILI. Dosłownie! Amelia nie była mu dłużna Syriusz oberwał
sałatką ziemniaczaną. I tak rozpętała się wojna. Siedziałam obserwując
całe zbiegowisko. Dosłownie wszystkie cztery stoły rzucały się żarciem.
Przez salę latał różne półmiski z owocami, warzywami i innymi
kalorycznymi badziewiami. Nauczyciele próbowali opanować sytuację
chodząc wokół stołów. Po chwili poczułam uderzenie i coś wilgotnego na
policzku. Oberwałam ciastem kremowym. Obejrzałam się za siebie. Madi
siedziała z niewinną miną przy stole patrząc w zaczarowany sufit
wyglądający jak niebo. Uśmiechnęłam się chytrze. Złapałam za sernik z
rodzynkami i cisnęłam nim w stronę Madi. Niestety ta uchyliła się przed
morderczym sernikiem który wylądował na głowie profesor McGonagall.
- ESTOLLAR! - warknęła Nerwica.
-
Ups ... Przepraszam pani profesor! CELOWAŁAM W MADI! - krzyknęłam
ponieważ na sali panował gwar i hałas. Profesorka spojrzała na mnie
surowo ale po chwili złagodniała
-
Poddaje się! ALBUSIE! ZRÓB COŚ Z TYM! Albusie? Alb... - profesor
McGonagall spojrzała w stronę stołu nauczycielskiego. Sam Dumbledore
rzucał sernikami i innymi maziami w uczniów. Profesorka pokiwała
załamana głową.
- A, psycholog mówił weź urlop - i odeszła w stronę wyjścia.
W
końcu Profesor Flitwick nas uspokoił i bijatyka na słodkości została
przerwana. Wszyscy ruszyli do swoich dormitoriów. Złapałam Madi na
schodach.
- Nienawidzę tej głupiej cholernej ... Grrr!
- Spokojnie Madi! Przecież ona zostanie tylko rok. Prawda? - spytałam jej
- No chyba tak - westchnęła. Współczułam jej.
- No to jak zobaczymy się jutro ? - spytałam
- Nie inaczej. Trudno nie zauważyć twojej krzywej mordy - mruknęła
- Dzięki , dzięki. Koszmarów ! - warknęłam ze śmiechem i ruszyłam ku wierzy Gryffindor’u.
Na kanapach i fotelach rozłożyli się Huncwoci. Usiadłam na ziemi z powodu braku miejsc. Akurat na przeciwko kominka.
- To co robimy? - spytał inteligentnie Syriusz
- Nie wiem jak wy ale ja idę spać - ziewnął Peter i ruszył do dormitorium
- Tsaaa. Żeby nas to interesowało - mruknęłam
- Za bardzo cięta jesteś dla niego - oznajmił Remus.
- No cóż tak już mam - uśmiechnęłam się smutno.
- Zbieramy się? - spytał James
- Mi się nie chce - jęknęłam
- Ale nam tak - mruknął Syriusz.
-
Idźcie sobie! No już! Poszło wont! Przyjdę do was później. - mówiłam ,a
ci ruszyli do Dormitorium. Westchnęłam. Muszę się wziąć za siebie.
Bardzo chciałabym dorównać inteligencji Madi. Dobra nie użalaj się nad
sobą. Może i jestem nieźle zwariowana i w ogóle no ale... Może powinnam
przestać i trochę spoważnieć? Postaram się. Tak. Tak sądzę. Ruszyłam w
stronę swojego Dormitorium ,które dzieliłam z Amelią Burdstone, Rose
Jackson i Meredith Lee. Dziewczyny siedziały już wykąpane na jednym
łóżku i plotkowały.
- Kasja dołączysz do nas? - spytała Amelia
- Nie mam ochoty przepraszam idę do chłopaków - mruknęłam zabierając rzeczy i ruszając do łazienki.
-
No cóż. Nie to nie. Na razie. - powiedziała Meredith. Jedynie ona mnie
rozumiała. Amelia i Rose były inne. Jedynym tematem rozmów u nich były
kosmetyki i chłopcy.
Wykąpałam
się i poszłam do Huncwotów. Zapukałam i po usłyszeniu "Glizdek oddaj
moje babeczki!" weszłam uznając to za zaproszenie.
-
Cześć jesteee...O mamo co tu się stało?! - spytałam patrząc na
Dormitorium chłopaków. Wszędzie były porozrzucane słodycze i ciuchy i...
nawet nie chce wiedzieć co to jest! Zaraz to się rusza?!
-
O cześć Kasja! - zawołał James ze skarpetką na głowie – Siadaj tam …
gdzie znajdziesz miejsce. - wyszczerzył się. Jedynym wyjściem było jako
jedyne czyste łóżko Remusa.
- Czemu macie tu taki burdel? - rozejrzałam się.
- Rozpakowaliśmy się - mruknął Syriusz
Na półce Lupinowatego leżała jakaś księga.
- Co to? - spytałam biorąc do ręki grube tomisko.
- Przedstawienie Magicznych Stworzeń W Środowisku Mugolskim - Wyrecytował Remus składając swoją koszulę.
- Hę? - kurczę. Moja inteligencja zawiodła? Ta i to nie pierwszy raz
- Zwierzęta - oznajmił rozbawiony moją niewiedza Remus.
Przybrałam naburmuszoną minę
- Nie śmiej się ze mnie !
- Ale to słodkie - śmiał się dalej.
- Tak ,tak niewiedza jest ‘’słodka‘’. - mruczał Syriusz.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Oso-odi? - spytał Peter zapchany kremówkami.
To wyglądało przekomicznie. Padłam na łóżko Remusa chichocząc zawzięcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz