poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 4 "Od poranka do południa." - Madi.

Otworzyłam oczy na mnie leżała moja kochana myszka ,Nani. Zdjęłam ją z siebie i położyłam obok na poduszce. Podniosłam tułów ,rozejrzałam się po dormitorium. Wszyscy jeszcze spali. Zaścieliłam łóżko i wytrzepałam poduszkę. Przebrałam się w szaty. I przeczesałam włosy. Włożyłam Nani do klatki ,aby czasem nie poszła zwiedzać sobie sama Hogwartu. Była jeszcze wczesna godzina ,więc postanowiłam poczytać książki z czarodziejskimi zwierzętami. I szukałam Testrala. Czytałam o nim. I tak jak powiedział Remus widziały to tylko osoby ,które widziały śmierć człowieka ,ale nie była w stanie dojść do tego kogo ja mogłam widzieć. Zastanawiałam się i starałam przetrzepać szare komórki ,lecz nie mogłam , nie mogłam. O ósmej było śniadanie , lecz postanowiłam już zacząć schodzić do Wielkiej Sali. Gdy doszłam do jadalni było już kilka minut po ósmej. Nie było za wiele osób. Tylko kilku pierwszo-rocznych w Ślizgonach i Gryfonach siedziało. Ja podeszłam do swojego stołu ,nalałam sobie do połowy szklanki wodę. Wyciągnęłam ze swojej torby pióro , atrament i pergamin. Zawsze nosiłam takie podstawy ze sobą. Często na kolacji , lub na śniadaniu pisałam różne piosenki , wiersze czy ważne słowa nauczycieli. W dormitorium nie miałam za dużo czasu na takie sprawy. Ponieważ musiałam się uczuć.  Po chwili usłyszałam hałasy przed Wielką Salą. Po dwóch minutach weszli do niej Huncwoci. Gdy tylko Remus zauważył mnie siedzącą samą zatrzymał się i razem z chłopakami podeszli do mnie. 
- Co tam skrobiesz ? - zapytał z uśmieszkiem James.
- A takie tam … brednie. - odparłam , i chciałam już zwinąć pergamin w rulonik ,kiedy Remus wyjął go z mojej dłoni i zaczął czytać. 
- I to są brednie ? - zapytał wystawiając oczy ,za papieru. Wszyscy razem usiedli. Remus czytał dalej ,a Syriusz opowiadał o swoim nowym pomyśle na kawał. Nie słuchała zbytnio ich. Nie interesowało mnie to ,że najpierw będą dobrze się bawić ,a potem będą siedzieć w kozie. Gdy tylko Remus przeczytał oddał mi pergamin i zaczął prowadzać ze mną dialog. 
- Wczoraj się nie przesłyszałem ? Czy do Hogwartu przyszedł ktoś z twojej rodziny ? 
- Owszem. - odparłam krótko. 
- Kto to dla Ciebie. - wypytywał dalej.
- Kuzynka. - westchnęłam.
- Jest dość ... podobna do Ciebie ,z wyglądu. 
- Dość tak ,ale wszyscy uważają ,że jest ładniejsza i mądrzejsza. - wzięłam łyka wody.
- Ta. - odparł James. 
Przez chwilę znów była głucha cisza ,aż Syriusz , Peter i James zaczęli rozmawiać o nowych pomysłach. 
- A gdzie Kasja ? Widzieliście ją ? - zapytałam po chwili. 
- Nie. - odrzekł Remus i ciągnął dalej. - Wczoraj usnęła u nas w dormitorium ... 
- ... a my ją zanieśliśmy do naszego wspólnego salonu i położyliśmy na ziemi przy kominku. - dodał prędko zdyszany i spocony Peter.
- A rano ? Była tam dalej ?
- Yyy... - tak wyglądała odpowiedź Syriusza , Jamesa i Petera.
- Tak, leżała tam jeszcze. - odpowiedział Remus. Nic nie opowiadałam ,tylko chwile Huncwoci jeszcze gadali o tam swoich sprawach , gdy usłyszałam ,że mówią o Fellishii. 
- [...] ... i ona też gra w Quidditcha. 
- CO ?! - wrzasnęłam i wstałam z krzesła. 
- Spokojnie. - powiedział Remus który ciągnął mnie za ramie bym usiadła , I tak też zrobiłam. Usiadłam. 
- Na serio mówię , Fellisha gra w Qudditcha. - mówił zadowolony James. - Gdybyśmy my tylko mieli taką zawodniczkę. - rozmarzył się.
- Na jakiej pozycji gra ? - zapytał spokojnie Remus. 
- Pałkarza. 
- Super. - warkotałam. 
- Oj , będzie dobrze , powiedział Remus i puścił do mnie oko. Razem z Huncami poszli do swojego stołu coś zjeść , bo Peter co chwile marudził ,że przez tą wczorajszą bitwę nie mógł jeść , bo ciągle kiedy chcił wziąć gryza to obrywał ,albo ktoś mu ten kawałek zabierał by w kogoś rzucić. Więc poszli. Ja wzięłam jeszcze kilka łyków wody. nie byłam głodna. Jeszcze Fellisha w Quddich'u ? Jeszcze czego ? Zaraz potem wyszłam z jadalni , bo nie chciałam przy jednym stole siedzieć z moją kochaną kuzyneczką. Więc poszłam do swojego dormitorium. Było w nim pusto . Wyciągnęłam Nani z klatki i włożyłam do swojego płaszcza , przeczesałam znowu włosy i je spiłam ,aby na lekcjach nie właziły  mi je do oczów. Wzięłam książki i powoli poszłam pod salę na której mieliśmy mieć pierwszą lekcję czyli Historia Magii. Bardzo ciekawe lekcje ze swojej strony mówiliśmy o bardzo interesujących tematach. Czekałam tam na Kasję ,ale ona się spóźniała. Na lekcji mówiliśmy o powstaniu najstarszej różdżki. Była ona stworzona przez bogów. I jest nie wiadomo gdzie bo bardzo trudno ją wyczaić. Jest najsilniejszą różdżką jaką można sobie wyobrazić. W niewłaściwych rękach może spowodować koniec świata. Oczywiście tylko ja na lekcji słuchałam , bo wszyscy wzięli sobie na lekcję poduszki i spali ,a Huncwoci mieli rozrabiać ,ale gdy profesor zaczął opowiadać to sami usnęli , no oprócz Remusa. Pod koniec lekcji wparowała Kasja z marchewką w buzi i z góra książek. 
- Co jest doktorku ? - zapytała profesora ,ale on ją zignorował i mówił dalej. Kasja podeszła do mojego stolika i zaczęła mnie przepraszać ,że się spóźniła ,ale ja ją pogoniłam bo przez nią nie zadurzałam pisać i ona poszła ta jak wszyscy inni spać. Tak jakoś minęła pierwsza lekcja. Do obiadu to była jedyna z Huncwotami i Kasją. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz