"Chang 31 grudnia dał świetny koncert w Paryżu.Publiczność szalała.Miejmy nadzieję że młody piosenkarz da więcej tak świetnych występów"
-Cześć Kasja- uśmiechnął się
-Witaj Benjaminie.Wiesz jak ja dawno cię nie widziałam?-spytałam
-Stęskniłaś się?
-Gdzie tam- wytknęłam mu język
-Co chcesz kochanienka?-spytała mnie pani
-Poproszę drablesy-powiedziałam i zapłaciłam
-Jak ci minął Sylwester?-spytał mnie Puchon
-A no jako tako.Chciałabym jeszcze coś pamiętać - zaśmiałam się - A jak u ciebie?
-A spokojnie.Bylem u Samanty z Tonny'm - odparł
-To fajnie.Pogadamy później.Pewnie zaraz te głodomory się obudzą - uśmiechnęłam się
-Jasne.Miłej podróży!-dodał i ruszył w swoją stronę.
W odpowiedzi jedynie uśmiechnęłam się i ruszyłam do moich czterech Muszkieterów.
Lubiłam patrzeć na Hogwart.Szczególnie nocą.Pięknie oświetlone wierze.Księżyc pięknie oświetlał cała drogę.Z nudów wyciągnęłam mój szic , który zaczęłam u Madi i go dokańczałam
Szkic opowiadał pewna historię - tak jak reszta moich dzieł.Ten akórat mówił o zakochanych niemogących się zobaczyć
-Łaaaał-Syriusz nachylił się aby lepiej się przyjrzeć moim bazgrołom.-Co to?-spytał
-Dwie stęsknione dusze nie mogące wyjawić swojej miłości nikomu.W przeciwnym razie chłopaka czeka ścięcie , a dziewczynę tortury.-odparłam.Wszyscy patrzyli się na mnie.Matko jak ja tego nie lubię.-Chłopak i dziewczyna - dodałam widząc że Syriusz nie łapie.
-Aaaaaa- zajarzył.I dzięki Bogu bo bym go rozszarpała.Westchnęłam ciężko.Co ta dupa.Zchowałam szkic do torebki ponieważ musieliśmy wysiąść z powozu.
Przemowy nie było.Dumbledore powiedział tylko żebyśmy się uczyli dobrze.Dziwny staruszek.Przeciez wie że nawet nie będziemy próbować.Na talerz nałożyłam sobie grzanki i wyciągnęłam szkicownik z torby
Cienkie kontury poprawiłam i mogłam uznać szkic za skończony.Byłam nieźle wymordowana dzisiejszym dniem więc postanowiłam się udać do swojego dormitorium.Przed spaniem wysłałam list do taty w którym było napisane że dotarłam do szkoły i że ma pozdrowienia od Amelii.Byłam taka zmęczona że zasnęłam w ubraniach...
3 w nocy.Stuk Stuk Puk...Drzwi skrzypią.
-Ja pie...-usłyszałam ledwo co otworzyłam oczy
-O KURA!-zawołałam gdy zobaczyłam twarz Łapy przed swoją
-Ciiiiiichooo debilko!-zatkał mi usta swoją brudną łapą
-Je nic nie obudzi-machnęłam reką lekcewarząco w stronę przyjaciółek- Czego chcesz?- spytalam niemrawo
On jedynie wstał i wyciagnął ręgę w moją stronę
-O rany, coś czuję że cokolwiek to by nie było wymaga wysiłku fizycznego-mruknęłam wstając
-Nie marudź.Spodoba ci się.
Łapa kazał założyć mi kurtkę i dobre buty.Założyłam tak jak mówił bezowy płaszczyk i jakieś siwe buty.Dopiero gdy wyszliśmy z Dormitorium ogarnęłam , że zabrałam Emu Meredith.Ona ma fatalny gust...Nie żebym ja miała lepszy no ale WSZYSTKO jest lepsze od Emu...
-Zamknij oczy-poprosił
-O kurde.I co potem? Zgwałcisz mnie?-spytałam
-Eee...
-Wiedziałam...-westchnęłam
Przeszliśmy kawałek i poczułam że wyszliśmy na dwór.
Po kilku minutach usłyszałam śmiechy.
-Mogę...?
-Czekaj.Usiadź-odparł i pomógł mi na czymś usiąść.Poczułam ze ściąga mi buty
-Ej ale ja żartowałam z tym gwałtem-wystraszyłam się
-A ja nie-odparł ale już po chwili poczułam że zakłada mi inne buty.Niestabilne...Jezu prawnie jakieś szpilki i każe mi w nich wrócić do szkoły.Kurde on chce żebym zabiła się czy co?
-Jeszcze chwilę
-Ej ale ja nie jestem jakaś ułomna i buty jeszcze umiem sama założyć-śmiałam się
-Nie te-również się zaśmiał pomógł mi wstać i poprowadził dalej.Dziwnie mi się szło.I to z pewnością nie były szpilki.
-Możesz otworzyć-powiedział.
Gdy wykonałam polecenie zobaczyłam resztę Huncwotów stojących na lodowisku.Czyli już wiem co mam na nogach.
-O rany...Czy my jesteśmy naa...?
-Jeziorze.Dokładnie-uśmiechnął się Remus
-O rany-powoli zaczęłam się odpychać od lodu.
Kochałam jeździć na łyżwach.Jak się później okazało Huncwoci również.Nie pamiętam o której wróciliśmy do Zamku.Pamiętam że świetnie się bawiłam...



Ale co Ty w ogole odpierdalasz?
OdpowiedzUsuńAle co Ty w ogole odpierdalasz?
OdpowiedzUsuń