Bardzo
mi użyło jak Kasja wybaczyła mi za to co zrobiłam , i ją okłamałam.
Naszczęście wszystko doszło do normy tak jak było wcześniej. Lekcje po
obiedzie mineły bardzo dobrze. Eliksiry ze Ślizgonam. Wróżbiarstwo z
Puchonami i zielarstwo z Ślizgonami. Lekcje były bardzo udane ,
zgardełam kilka punktów dla Krukonów. Przed kolacją podesżłam do tablicy
ogłoszeń. Pisało tam ,że Sha i Czu zostają na dłużej. Zastanawiałam się
z jakich powodów. Sprawdzałam wyniki punktów domów.
Huffelpuff : 20 punktów.
Griffindor : 45 punktów.
Ravenclaw : 40 punktów.
Slytherin : 40 punktów.
-
Jeszcze nie zmienili wyników. - warkłam pod nosem i podskoczyłam gdy
usłyszałam głos pochcodzący za mną. Odwróciłam się biegle był to Albus.
Albus Dumbledor.
-
Już zmieniamy panno McAviccioo. - machnoł różdzką. Tablica z wynikami
różniła się nie wieliki rożnicami punktów. Zauwżyłam ,że Gryfoni
stracili kilka punktów.
- Gryfoni ? Mają mniej ? Alez czemuż ? - zapytałam dyrektora.
- James Potter , Sryriusz Black i Peter Pettigrew .. - jęknoł dyrektor. Spojrzałam jeszcze raz na tablicę.
Huffelpuff : 25 punktów.
Griffindor : 40 punktów.
Ravenclaw : 50 punktów.
Slytherin : 55 punktów.
Pomyślałam
,że Gryffindor ucierpi na tym ,że posiadają Huncwotów i Kasję. Remus
stam tego nie nad ciągnie. I mogą juz później nie doścignąć Slytherinu.
Obejrzałam się za siebie. Dumbledora już nie było. W końcu poczułam ,że
mój brzuch domaga się niezwłoczne jeść. Więc poszłam do Wielkiej Sali.
Zaczełam jeść , nakładałam na tależ różne rzeczy nie tarząc na nie
wkłądałam do buzi. Byłam ogromnie głodna. Nie jadłam nic ani rano , ani
po południ. Nagle Dumbledor poprosił o ciszę , jeden z nauczycieli
chciał nam powiedzieć ważną informację. Na podest weszła nauczycielka
wróżbiarstwa. Weszła i powiedziała ,że w Hogwardzie wyczuwa bardzo złe
fale untronowe ,które zgubią nas we własych myślach. Mówiła jak najęta.
Kiedy nauczycielka zastanawiała się nad słowem i w sali zrobiła się
głucha cisza można było usłyszec najdromniejszy ruch. W tym momęcie do
jadalni weszli Huncwoci i Kasja. Huncwoci jak zwykle zrobili zamieszanie
i usiadli. Kasja machała rękoma jakby cicała coś mi przekazać ,ale
widocznie tata nie ćwiczył z nią grać w Kalambury. Bo z tego co
zrobumiałam to "Konie biegną. Łóżko śpi ,a krucha woda idzie do
Hollywod." Gdy wreście nauczycielka znalazła słowo ,a szukała go z 4
minuty było to "niewątpliwie". I jej występ sie zakończył. Więc
Dumbledor wyjasił nam o co kaman po naszemu i nauczycielka po prostu
cicała nam przekazać ,że nie wolno wychodzić na błonie na czas
nieokreślony. Obejrzałam się po całej sali. Puchoni bali się , widziałam
w niektórych oczach stach. Grfoni podejrzliwie podeszli do sprawy.
Krukoni neutralnie , jak jest zakaz to zakaz ,a Ślizgoni ... oni
zaregowali bardzo wścibsko. Mówili o co może chodzić ,a Tom ... Tom
Riddle zaradował bardzo podniecająco. Odrazu mi się nie spodobał. Czułam
w sercu ,że jest z nim coś nie tak ,ale to może tylko kwestia
pierwszego ocenienia. Jadłam dalej , po przemowach znów był gwar.
Zauwazyłam ,że Kasja wstaje ze swojego stołu i idzie ku mnie. Usiadła na
przeciw.
- No i jak ... ? - zapytała podnieconym tonem i droche zdyszanym głosem. Jak po dobrym seksie.
-
Tak smakuje mi , dziękuje. - usmiechnełam się ironicznie. I sojrzałam
już zyczajnym wzrokiem ciągnac dalej . - Czy chodzi Ci o zakazany las ? -
przezuwałam dalej.
- Nie ... - warkła Kasja.
- To o co chodzi. - wziełam łyka wody i przetarłam tłuste ręce w chuteczkę.
- O Niervicę ! ... przecież Ci tłumaczyłam rękoma gdy weszłam do jadalni. - powiedziała załamana.
- Ja tam z tego wyczytałam cos o koniach. - Kasja walła się dłoniom w czoło.
- Nie ... - zaczełam mi tłumaczyć . - Nervica będzie dłużej w Św. Mugolu. ! - powiedziała radosnym głosem Kasja.
- CO ! ? - w tej chwili wodę którą wypiłam wyplułam na Kasję , a oczywiście Fellishia to zobaczyła i do nasz podeszła.
-
Hahahaha. - zaśmiała się ironicznie i bardzo podle. - Oj. Nie
zachowujcie się jak pierwszoroczniaki ,a czególnie ty Madllinerin. -
uśmiechneła się parszywie. - Jak ty mi psujesz reputację. - powiedziała
zaalmanaym głosem ,ale uśmiech nie zchodził jej z ryja.
- Chwali się czy żalisz ? - warkłam.
-
Raczej żalę , bo tobą nie da sie chwalić. - powiedziała Fellishai
odracają cię i machając na pożegnanie. Kasja ,która była tak zdenerowana
i mokra wyciągneła z swojej torby bulwę kartofla i żuciała w tył głowy
Fellishi ,która się przewróciła na ziemię.
- O ma różdżko ! - wstałam by zobaczyć jak Fellisia gwałci podłogę.
-
Hahahahahahaha. - Kasja wybuchła śmiechem. Fellishi pomogli wstać i
wyprowadzić z Wielkiej Sali. Po chwli śmeichu zapytałam Kasji.
- Nosisz ziemniaki w torbie ?
-
A no wiesz ... - odparła zawstydzona. - Czasem się przydają , gdy się
jest głodnym ,albo taka Fellishia Cię denerwuje. Zaśmiałyśmy się obie.
- A dlaczego Pani Profesor McGonagall nie będzie ? I ile jeszcze będziemy musieli na nią czekać ? - zapytałam.
-
Nom bo gdy nas zobaczyła z Huncwotami trochę się obłąkała. I
pielegniarka powiedziała ,że musi sobie jeszcze odpuścić szkołę ,a nie
będzie jej do końca września. - ostatnie zdanie Kasja wypowiedziała
bardzo radośnie.
-
Nie dziwię się... - odparłam ponuro ,a Kasja spojrzała na mnie. - Jak
bym was się nie spodziewała i Was nagle zobaczyła też bym zachowywała
się jak obłąkana.
- Śmieszne. - powiedziała ironicznie Kasja.
Kasja
zaraz później poszła do swojego stołu. A ja i tak już kończyłam jeść.
Najadłam się za wszstkie czasy. Weszłam na górę. Poszłam po jakieś
ręczniki i inne bajery do kompieli. Wziełam też Nani. Poszłam do
łazienki. Nani położyłam na poręczy wanny a ja usiadłam i wpatrywałam
się w onka które były dość wielkie jak na łazienkę. Nani siedziała ,ale
ponieważ ona nei lubi siedzieć w jednym miejscy po moim koku weszła mi
na głowę. Zdjełam ją i ucałowałam ją w nosek. nani tak jakby kichła i
wpadła mi do wody. Przetraszyłam się i zanurzyłam się pod wodę. I
szukałam mojej Nani. Wynużyłam się i zauwązyłam Nani która bływa sobie
na placach jak zdechła po drugiej.
-
Nani ! - krzyknełam i wywołiwam myszkę ,a ta udawała ,że pływa sobie na
Karaibach z Jackiem Sparrowem. - Przestarszyłaś mnie. - zaśmiałam się.
Po kompieli poszłyśmy do dormitoium , położyłyśmy sie do łóżek.
Położyłam głowę na poduszce ,a przy uchu czułam ciałko mojej Nani.
- Moja kochana myszka. - powiedziałam sama do siebie u usnełam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz