poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 12 "Huncwoci obłąkali mi McGonagall." - Madi

Bardzo mi użyło jak Kasja wybaczyła mi za to co zrobiłam , i ją okłamałam. Naszczęście wszystko doszło do normy tak jak było wcześniej. Lekcje po obiedzie mineły bardzo dobrze. Eliksiry ze Ślizgonam. Wróżbiarstwo z Puchonami i zielarstwo z Ślizgonami. Lekcje były bardzo udane , zgardełam kilka punktów dla Krukonów. Przed kolacją podesżłam do tablicy ogłoszeń. Pisało tam ,że Sha i Czu zostają na dłużej. Zastanawiałam się z jakich powodów. Sprawdzałam wyniki punktów domów. 

Huffelpuff : 20 punktów.
Griffindor : 45 punktów.
Ravenclaw : 40 punktów.
Slytherin : 40 punktów. 


- Jeszcze nie zmienili wyników. - warkłam pod nosem i podskoczyłam gdy usłyszałam głos pochcodzący za mną. Odwróciłam się biegle był to Albus. Albus Dumbledor. 
- Już zmieniamy panno McAviccioo. - machnoł różdzką. Tablica z wynikami różniła się nie wieliki rożnicami punktów. Zauwżyłam ,że Gryfoni stracili kilka punktów. 
- Gryfoni ? Mają mniej ? Alez czemuż ? - zapytałam dyrektora. 
- James Potter , Sryriusz Black i Peter Pettigrew .. - jęknoł dyrektor. Spojrzałam jeszcze raz na tablicę. 

Huffelpuff : 25 punktów.
Griffindor : 40 punktów.
Ravenclaw : 50 punktów.
Slytherin : 55 punktów.

Pomyślałam ,że Gryffindor ucierpi na tym ,że posiadają Huncwotów i Kasję. Remus stam tego nie nad ciągnie. I mogą juz później nie doścignąć Slytherinu. Obejrzałam się za siebie. Dumbledora już nie było. W końcu poczułam ,że mój brzuch domaga się niezwłoczne jeść. Więc poszłam do Wielkiej Sali. Zaczełam jeść , nakładałam na tależ różne rzeczy nie tarząc na nie wkłądałam do buzi. Byłam ogromnie głodna. Nie jadłam nic ani rano , ani po południ. Nagle Dumbledor poprosił o ciszę , jeden z nauczycieli chciał nam powiedzieć ważną informację. Na podest weszła nauczycielka wróżbiarstwa. Weszła i powiedziała ,że w Hogwardzie wyczuwa bardzo złe fale untronowe ,które zgubią nas we własych myślach. Mówiła jak najęta. Kiedy nauczycielka zastanawiała się nad słowem i w sali zrobiła się głucha cisza można było usłyszec najdromniejszy ruch. W tym momęcie do jadalni weszli Huncwoci i Kasja. Huncwoci jak zwykle zrobili zamieszanie i usiadli. Kasja machała rękoma jakby cicała coś mi przekazać ,ale widocznie tata nie ćwiczył z nią grać w Kalambury. Bo z tego co zrobumiałam to "Konie biegną. Łóżko śpi ,a krucha woda idzie do Hollywod." Gdy wreście nauczycielka znalazła słowo ,a szukała go z 4 minuty było to "niewątpliwie". I jej występ sie zakończył. Więc Dumbledor wyjasił nam o co kaman po naszemu i nauczycielka po prostu cicała nam przekazać ,że nie wolno wychodzić na błonie na czas nieokreślony. Obejrzałam się po całej sali. Puchoni bali się , widziałam w niektórych oczach stach. Grfoni podejrzliwie podeszli do sprawy. Krukoni neutralnie , jak jest zakaz to zakaz ,a Ślizgoni ... oni zaregowali bardzo wścibsko. Mówili o co może chodzić ,a Tom ... Tom Riddle zaradował bardzo podniecająco. Odrazu mi się nie spodobał. Czułam w sercu ,że jest z nim coś nie tak ,ale to może tylko kwestia pierwszego ocenienia. Jadłam dalej , po przemowach znów był gwar. Zauwazyłam ,że Kasja wstaje ze swojego stołu i idzie ku mnie. Usiadła na przeciw. 
- No i jak ... ? - zapytała podnieconym tonem  i droche zdyszanym głosem. Jak po dobrym seksie.
- Tak smakuje mi , dziękuje. - usmiechnełam się ironicznie.  I sojrzałam już zyczajnym wzrokiem ciągnac dalej . - Czy chodzi Ci o zakazany las ? - przezuwałam dalej.
- Nie ... - warkła Kasja. 
- To o co chodzi. - wziełam łyka wody i przetarłam tłuste ręce w chuteczkę. 
- O Niervicę ! ... przecież Ci tłumaczyłam rękoma gdy weszłam do jadalni. - powiedziała załamana. 
- Ja tam z tego wyczytałam cos o koniach. - Kasja walła się dłoniom w czoło. 
- Nie ... - zaczełam mi tłumaczyć . - Nervica będzie dłużej w Św. Mugolu. ! - powiedziała radosnym głosem Kasja. 
- CO ! ? - w tej chwili wodę którą wypiłam wyplułam na Kasję , a oczywiście Fellishia to zobaczyła i do nasz podeszła. 
- Hahahaha. - zaśmiała się ironicznie i bardzo podle. - Oj. Nie zachowujcie się jak pierwszoroczniaki ,a czególnie ty Madllinerin. - uśmiechneła się parszywie. - Jak ty mi psujesz reputację. - powiedziała zaalmanaym głosem ,ale uśmiech nie zchodził jej z ryja. 
- Chwali się czy żalisz ? - warkłam.
- Raczej żalę , bo tobą nie da sie chwalić. - powiedziała Fellishai odracają cię i machając na pożegnanie. Kasja ,która była tak zdenerowana i mokra wyciągneła z swojej torby bulwę kartofla i żuciała w tył głowy Fellishi ,która się przewróciła na ziemię. 
- O ma różdżko ! - wstałam by zobaczyć jak Fellisia gwałci podłogę. 
- Hahahahahahaha. - Kasja wybuchła śmiechem. Fellishi pomogli wstać i wyprowadzić z Wielkiej Sali. Po chwli śmeichu zapytałam Kasji. 
- Nosisz ziemniaki w torbie ?
- A no wiesz ... - odparła zawstydzona. - Czasem się przydają , gdy się jest głodnym ,albo taka Fellishia Cię denerwuje. Zaśmiałyśmy się obie. 
- A dlaczego Pani Profesor McGonagall nie będzie ? I ile jeszcze będziemy musieli na nią czekać ? - zapytałam.
- Nom bo gdy nas zobaczyła z Huncwotami trochę się obłąkała. I pielegniarka powiedziała ,że musi sobie jeszcze odpuścić szkołę ,a nie będzie jej do końca września. - ostatnie zdanie Kasja wypowiedziała bardzo radośnie. 
- Nie dziwię się... - odparłam ponuro ,a Kasja spojrzała na mnie. - Jak bym was się nie spodziewała i Was nagle zobaczyła też bym zachowywała się jak obłąkana. 
- Śmieszne. - powiedziała ironicznie Kasja. 
Kasja zaraz później poszła do swojego stołu. A ja i tak już kończyłam jeść. Najadłam się za wszstkie czasy. Weszłam na górę. Poszłam po jakieś ręczniki i inne bajery do kompieli. Wziełam też Nani. Poszłam do łazienki. Nani położyłam na poręczy wanny a ja usiadłam i wpatrywałam się w onka które były dość wielkie jak na łazienkę. Nani siedziała ,ale ponieważ ona nei lubi siedzieć w jednym miejscy po moim koku weszła mi na głowę. Zdjełam ją i ucałowałam ją w nosek. nani tak jakby kichła i wpadła mi do wody. Przetraszyłam się i zanurzyłam się pod wodę. I szukałam mojej Nani. Wynużyłam się i zauwązyłam Nani która bływa sobie na placach jak zdechła po drugiej.
- Nani ! - krzyknełam i wywołiwam myszkę ,a ta udawała ,że pływa sobie na Karaibach z Jackiem Sparrowem.  - Przestarszyłaś mnie. - zaśmiałam się.  Po kompieli poszłyśmy do dormitoium , położyłyśmy sie do łóżek. Położyłam głowę na poduszce ,a przy uchu czułam ciałko mojej Nani. 
- Moja kochana myszka. - powiedziałam sama do siebie u usnełam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz