W
moim dormitorium dobiegły hałasy ,dziewczyny z mojego dormitorium
zaczęły piszczeć. Podobno z jedną z nich umówił się sam James Potter.
Podniosłam się z łóżka i wzięłam na dłonie Nani.
-
O co tyle hałasu ? - zapytałam się ,przecierając oczy i wkładając
myszkę do klatki. Zrobiłam się śpiąca ,miałam za dużo rzeczy na głowie.
Jeszcze byliśmy nie dawno po obiedzie, a ja nic nie zjadłam. Bolał mnie
brzuch i miałam mętlik w głowie. Dziewczyny zachichotały.
- Potter , się ze mną umówił. - powiedziała jedna z nich.
-
Blondynka. - warknełam pod nosem. Starałam się podsłuchiwać dziewczyny.
Mówiły bardzo wyraźnie i bardzo podniecającym głosem tak jak dziewczyny
w mugolskiem świecie jarające się Dżustinem Bajberem.
- Hellen ! - krzykała jedna z nich. - A co zrobisz jak będzie chciał ... no wiesz. - mówiła.
-
Haha ! No jak to ,Welly. - zaśmiała się i uśmiechnęła się. - Pocałuje
go. - zaśmiały się wszystkie. A ja tylko miałam ochotę wygarnąć im ,że
James będzie chciał ją tylko zgwałcić w krzakach i zostawić bo całus dla
niego to pestka ,a ona się nim tak jak jara jak ja zeszłorocznym
śniegiem. Zdałam wtedy sobie sprawę ,że jestem jedyną szatynką w
dormitorium. Otaczały mnie ‘puste’ blondynki. Nie sugeruje ,że wszystkie
blondynki są głupie ,ale te w moim dormitorium były debilki. Nawet tak
mówiła Fellishia ,ale ta miała mnie na myśli.
-
Pożyczysz mi tą swoją broszkę. - jedna z nich skierowała wzrok na mnie.
Z tego co wyczaiłam to mówiła do mnie Hellen. Ta co miała się z
Potter’asem umówić.
- Do mnie mówisz. - wolałam się upewnić czy blondynka nie ma strrita.
- Tak. - uśmiechnęła się , tak jak zawsze robiła to Fellishia. Czyli bardzo ironicznie.
- Ta , jasne. - podałam jej broszkę.
- Dziękuje. - i wyrwała mi broszkę z rąk.
- Czemu ona jest taka śliczna. - śliniła się nad moją broszką.
-
Bo nie należy do Ciebie. - odparłam ,a ta już wstała i chciała mi coś
znając ją dogadać ,ale inna jej przerwała mówiąc , że zaraz lekcje z
Czu. I poszły. Ja też już wzięłam torbę i z chowałam Nani do kieszeni
płaszcza.
-
Tylko się zachowuj. - mruknęłam do niej szeptem. Podeszłam pod klasę.
Shaman i Czu już stali przed klasą. Gdy zauważyli jak idą Huncwoci
,musieli to godnie skomentować.
- Ty Amigo ! - powiedział Czu do Shamana bardzo donośnym głosem.
- Zobacz jak idą…
- Efekt latino ,jak tamburyno. - dodał Shaman.
- W łapę bidon z całą rodziną. - zaśmiał się Czu.
- Słuchaj ! Tego oczy nie widzą. - dokończył Shaman.
-
Piona ! - powiedzieli na raz i przybili sobie pionę. Weszliśmy do
klasy. Kasja usiadła bliżej mnie - trzy ławki od siedziska Shamana i
Czu. Shaman jak zwykle napisał temat. A dzisiaj był nim "Olać plotki."
-
Czemu Dumbledore zgodził się żebyśmy mieli z nimi zajęcia. - mruczał na
całą klasę Remus. Shaman spojrzał na niego bardzo rozgniewanym głosem.
-
Cwelu ! Jak się nie podoba to WYPIERDALAJ. - wskazał palcem na drzwi
Shaman. Klasa zahuczała. Z tyłu słuchać były szepty "I co on zrobi?"
-
Hejterzy. - odpowiedział Remus wstając z ławki i kierując się w stronę
drzwi. Shaman nie popuścił. Złapał go za krawat i pociągnął w swoją
stronę.
- Co powiedziełeś ? - zapytał Shaman.
-
Że-e je-esteś he-ejetrem. – za jąkał się Remus. Shaman już zacisnął
pięść już chciał przywalić mu prawego sierpowego gdyby nie Czu.
-
Nie przesadzaj. - złapał go za rękę i odciągał. - Idź sobie zaparzyć
meliskę ,ja poczekam z nimi. - uśmiechnął się do Shaman.
-
A młodego zostaw. Jeszcze się by przestraszył i miał byś mokry problem
na podłodze. - dodał Czu puszczając wolno Remusa na swoje miejsce.
-
No spx. - wyszczerzył się Sha. - Idę sobie zaparzyć meliski. - zaśmiał
się i wyszedł. Czu nie prowadził lekcji chodził po klasie przeglądając
książki i kiwając głową ,że nic z nich nie rozumie. Czu czekał na
Shamana , który ja zawsze on prowadził lekcję. Czu siedział zawsze cicho
obserwując klasę. I nieraz coś zapisał. Teraz nic. Klasa podniecona
przystojnym nauczycielem siedziała cicho i obserwowała każdy jego ruch.
Kasja to chyba najbardziej. Nawet gdy Czu niechcąco upuścił książkę ,
Kasja drgnęła jakby to ona tą książkę upuściła. Zauważyłam coś. Czu
nadzwyczajnie w świecie podobał się Kasji. Nie mogłam zmarnować okazji.
Musiałam działać. Wiedziałam ,że dla osób ważnych dla nich jest
zawstydzona. A ona nawet jak Czu zapoznawał się z nami i każdego pytał
jak ma na imię ona powiedziała ,że nazywa się "Kurcze blade. Czu...
Kasja mi mów." Przyszedł Shaman i obrazu zaczął temat.
-
Więc ludzie tak ... Olać co mówią, nie czują tego to przez to. Oni to
przeszłość, my gramy to na trzeźwo. Dokładnie słuchajcie mnie. Róbcie
to co uważacie za dobre , rozwijacie to co lubicie. Nie patrzcie na
innych , oni za Was życia nie przeżyją. - tak zakończyła się nasza
lekcja z Sha i Czu. Ale za chwilę mieliśmy mieć kolejną. Więc
pozostaliśmy w klasie. A oni wyszli. Kasja poszła zmazać tablicę.
Kolejna lekcja. Kolejny temat. "Kasa nie wszystko."
- Co
liczą kesz ,a niosą fałszywe poczucie misji. Mówię im cześć, a Tobie
abyś był bystry. Zrobisz ale Sam, więcej niż byś wyśnił. - zaczął
tłumaczyć jego wielką umysłową puentę.
- Chodzi mi o to ,że niektórzy co mówią Wam i pierdołach i biorą za to kasę.
- Kesz to kasa. - wytłumaczył Czu śmiejąc się. A cała klasa wielkim chórem , oprócz mnie "AHA".
" Do końca nie wiesz, co będzie w zamian,
Nie chcesz wstawać o 6, w brodę pluć Sobie z rana,
Więcej Sobie sam, odpowiedź na te pytania,
Czy chcesz działać, czy w miejscu stać nadal. "
Nie chcesz wstawać o 6, w brodę pluć Sobie z rana,
Więcej Sobie sam, odpowiedź na te pytania,
Czy chcesz działać, czy w miejscu stać nadal. "
I
takim cytatem zakończyliśmy lekcję. Zdania były podzielone. Niektórym
się podobało jak magiczni mugole tłumaczą nam jak to jest w życiu. I nie
tylko magia się liczy. Bo oni darli radę i wyszli na prostą ,a jeszcze
inni uważali ,że to beznadzieja. Chciałam Kasj pomóc z stosunkami z Czu.
Gdy wychodziła koło niego ja machnęłam różdżką ,a jej z torby wyleciały
ziemniaki. Shaman spojrzał się na nią jak na idiotę. Ale ona raczej
przywykła już do tej miny. Wszyscy się tak już na nią patrzą. Wtedy Czu
zareagował i zaczęli razem zbierać ziemniaki. Wyglądało to nieziemsko.
- Dziękuje. - odparła Kasja zarumieniona.
- Haha. - zaśmiał się Czu. - Czemu nosisz ziemniaki w torbie ? -zapytał.
- Tak na wszelki wypadek. - zaśmiała się.
- To może tak poszukamy Ci wspólnie innego zajęcia ,niż hodowla ziemniaków w torbie. - uśmiechnął się.
- yy... yy... Okay. - odparła nieśmiało.
- Jutro po obiedzie ? Pasuje ?
- Ocz-oczy-y-y-y-wiście. – za jąkała się słodko Kasja. - Mamy wtedy wolne. Odwołali nam lekcje. - uśmiechnęła się. - Więc luz.
***
Wyszliśmy z klasy. Z następnej lekcji zwolnili mnie ,iż miałam trening Qudditcha. Po całym dniu zgłodniałam i czułam się już dobrze. Bóle brzucha minęły ,a o problemach zapomniałam. Miałam już nadzieję ,że wszystko dobrze będzie się układać , tak jak będę chciała. I nie będę musiała się już niczym martwić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz