poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 14 "Ziemniaki na lekcji" - Madi

W moim dormitorium dobiegły hałasy ,dziewczyny z mojego dormitorium zaczęły piszczeć. Podobno z jedną z nich umówił się sam James Potter. Podniosłam się z łóżka i wzięłam na dłonie Nani. 
- O co tyle hałasu ? - zapytałam się ,przecierając oczy i wkładając myszkę do klatki. Zrobiłam się śpiąca ,miałam za dużo rzeczy na głowie. Jeszcze byliśmy nie dawno po obiedzie, a ja nic nie zjadłam. Bolał mnie brzuch i miałam mętlik w głowie. Dziewczyny zachichotały. 
- Potter , się ze mną umówił. - powiedziała jedna z nich. 
- Blondynka. - warknełam pod nosem. Starałam się podsłuchiwać dziewczyny. Mówiły bardzo wyraźnie i bardzo podniecającym głosem tak jak dziewczyny w mugolskiem świecie jarające się Dżustinem Bajberem. 
- Hellen ! - krzykała jedna z nich. - A co zrobisz jak będzie chciał ... no wiesz. - mówiła. 
- Haha !  No jak to ,Welly. - zaśmiała się i uśmiechnęła się. - Pocałuje go. - zaśmiały się wszystkie. A ja tylko miałam ochotę wygarnąć im ,że James będzie chciał ją tylko zgwałcić w krzakach i zostawić bo całus dla niego to pestka ,a ona się nim tak jak jara jak ja zeszłorocznym śniegiem. Zdałam wtedy sobie sprawę ,że jestem jedyną szatynką w dormitorium. Otaczały mnie ‘puste’ blondynki. Nie sugeruje ,że wszystkie blondynki są głupie ,ale te w moim  dormitorium były debilki. Nawet tak mówiła Fellishia ,ale ta miała mnie na myśli. 
- Pożyczysz mi tą swoją broszkę. - jedna z nich skierowała wzrok na mnie. Z tego co wyczaiłam to mówiła do mnie Hellen. Ta co miała się z Potter’asem umówić. 
- Do mnie mówisz. - wolałam się upewnić czy blondynka nie ma strrita. 
- Tak. - uśmiechnęła się , tak jak zawsze robiła to Fellishia. Czyli bardzo ironicznie. 
- Ta , jasne. - podałam jej broszkę. 
- Dziękuje. - i wyrwała mi broszkę z rąk.
- Czemu ona jest taka śliczna. - śliniła się nad moją broszką. 
- Bo nie należy do Ciebie. - odparłam ,a ta już wstała i chciała mi coś znając ją dogadać ,ale inna jej przerwała mówiąc , że zaraz lekcje z Czu. I poszły. Ja też już wzięłam torbę i z chowałam Nani do kieszeni płaszcza. 
- Tylko się zachowuj. - mruknęłam do niej szeptem.  Podeszłam pod klasę. Shaman i Czu już stali przed klasą. Gdy zauważyli jak idą Huncwoci ,musieli to godnie skomentować. 
- Ty Amigo ! - powiedział Czu do Shamana bardzo donośnym głosem.
- Zobacz jak idą… 
- Efekt latino ,jak tamburyno. - dodał Shaman.
- W łapę bidon z całą rodziną. - zaśmiał się Czu. 
- Słuchaj ! Tego oczy nie widzą. - dokończył Shaman. 
- Piona ! - powiedzieli na raz i przybili sobie pionę.  Weszliśmy do klasy. Kasja usiadła bliżej mnie - trzy ławki od siedziska Shamana i Czu. Shaman jak zwykle napisał temat. A dzisiaj był nim "Olać plotki." 
- Czemu Dumbledore zgodził się żebyśmy mieli z nimi zajęcia. - mruczał na całą klasę Remus. Shaman spojrzał na niego bardzo rozgniewanym głosem. 
- Cwelu ! Jak się nie podoba to WYPIERDALAJ. - wskazał palcem na drzwi Shaman. Klasa zahuczała. Z tyłu słuchać były szepty "I co on zrobi?" 
- Hejterzy. - odpowiedział Remus wstając z ławki i kierując się w stronę drzwi. Shaman nie popuścił. Złapał go za krawat i pociągnął w swoją stronę. 
- Co powiedziełeś ? - zapytał Shaman. 
- Że-e je-esteś he-ejetrem. – za jąkał się Remus. Shaman już zacisnął pięść już chciał przywalić mu prawego sierpowego gdyby nie Czu. 
- Nie przesadzaj. - złapał go za rękę i odciągał. - Idź sobie zaparzyć meliskę ,ja poczekam z nimi. - uśmiechnął się do Shaman.  
- A młodego zostaw. Jeszcze się by przestraszył i miał byś mokry problem na podłodze. - dodał Czu puszczając wolno Remusa na swoje miejsce. 
- No spx. - wyszczerzył się Sha. - Idę sobie zaparzyć meliski. - zaśmiał się i wyszedł.  Czu nie prowadził lekcji chodził po klasie przeglądając książki i kiwając głową ,że nic z nich nie rozumie. Czu czekał na Shamana , który ja zawsze on prowadził lekcję. Czu siedział zawsze cicho obserwując klasę. I nieraz coś zapisał. Teraz nic. Klasa podniecona przystojnym nauczycielem siedziała cicho i obserwowała każdy jego ruch. Kasja to chyba najbardziej. Nawet gdy Czu niechcąco upuścił książkę , Kasja drgnęła jakby to ona tą książkę upuściła. Zauważyłam coś. Czu nadzwyczajnie w świecie podobał się Kasji. Nie mogłam zmarnować okazji. Musiałam działać. Wiedziałam ,że dla osób ważnych dla nich jest zawstydzona. A ona nawet jak Czu zapoznawał się z nami i każdego pytał jak ma na imię ona powiedziała ,że nazywa się "Kurcze blade. Czu... Kasja mi mów." Przyszedł Shaman i obrazu zaczął temat. 
- Więc ludzie tak ... Olać co mówią, nie czują tego to przez to. Oni to przeszłość, my gramy to na trzeźwo.  Dokładnie słuchajcie mnie. Róbcie to co uważacie za dobre , rozwijacie to co lubicie. Nie patrzcie na innych , oni za Was życia nie przeżyją. - tak zakończyła się nasza lekcja z Sha i Czu. Ale za chwilę mieliśmy mieć kolejną. Więc pozostaliśmy w klasie. A oni wyszli. Kasja poszła zmazać tablicę. Kolejna lekcja. Kolejny temat. "Kasa nie wszystko." 
- Co liczą kesz ,a niosą fałszywe poczucie misji. Mówię im cześć, a Tobie abyś był bystry. Zrobisz ale Sam, więcej niż byś wyśnił. - zaczął tłumaczyć jego wielką umysłową  puentę.
- Chodzi mi o to ,że niektórzy co mówią Wam i pierdołach i biorą za to kasę. 
- Kesz to kasa. - wytłumaczył Czu śmiejąc się. A cała klasa wielkim chórem , oprócz mnie "AHA".

Do końca nie wiesz, co będzie w zamian,
Nie chcesz wstawać o 6, w brodę pluć Sobie z rana,
Więcej Sobie sam, odpowiedź na te pytania,
Czy chcesz działać, czy w miejscu stać nadal.


I takim cytatem zakończyliśmy lekcję. Zdania były podzielone. Niektórym się podobało jak magiczni mugole tłumaczą nam jak to jest w życiu. I nie tylko magia się liczy. Bo oni darli radę i wyszli na prostą ,a jeszcze inni uważali ,że to beznadzieja. Chciałam Kasj pomóc z stosunkami z Czu. Gdy wychodziła koło niego ja machnęłam różdżką ,a jej z torby wyleciały ziemniaki. Shaman spojrzał się na nią jak na idiotę. Ale ona raczej przywykła już do tej miny. Wszyscy się tak już na nią patrzą. Wtedy Czu zareagował i zaczęli razem zbierać ziemniaki. Wyglądało to nieziemsko.
- Dziękuje. - odparła Kasja zarumieniona.
-  Haha. - zaśmiał się Czu. - Czemu nosisz ziemniaki w torbie ? -zapytał.
 - Tak na wszelki wypadek. - zaśmiała się.
- To może tak poszukamy Ci wspólnie innego zajęcia ,niż hodowla ziemniaków w torbie. - uśmiechnął się.
- yy... yy... Okay. - odparła nieśmiało.
- Jutro po obiedzie ? Pasuje ?
- Ocz-oczy-y-y-y-wiście. – za jąkała się słodko Kasja. - Mamy wtedy wolne. Odwołali nam lekcje. - uśmiechnęła się. - Więc luz.



**


Wyszliśmy z klasy. Z następnej lekcji  zwolnili mnie ,iż miałam trening Qudditcha. Po całym dniu zgłodniałam i czułam się już dobrze. Bóle brzucha minęły ,a o problemach zapomniałam. Miałam już nadzieję ,że wszystko dobrze będzie się układać , tak jak będę chciała. I nie będę musiała się już niczym martwić. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz