Wręcz
nie mogłam uwierzyć że Czu się ze mną umówił! Ale coś mi tu nie
pasowało. Zamek od torby był zapięty więc nie wiem jak moja mała hodowla
ziemniorów mogła uciec. Ten pomysł był Franka z ziemniakami. Powiedział
że owady się zejdą na nie ,a korzenie bulw ziemniaka zaczepią się o
książki. Głupi pomysł ,żeby chować je w torbie ale... No właśnie jakie
ale? Takie że tymi owadami żywią się Laleki Wróżebniki... Laleki jęczą
gdy ma padać deszcz. Wiele osób (czarodziej) trzyma je w domach. Ja
natomiast pod łóżkiem... Nie mogłam trzymać go na widoku dziewczyny by
zakapowały! No i poza tym gdy Laleki skrzeczą wróży to śmierć. Na
początku je omijali ale potem stwierdzili to za dobry wskaźnik pogody.
Ptak, przypominający wglądem małego chudego sępa. Posiada zielono-czarne
pióra, które nie nadają się do pisania (odpychają atrament). Zwróciłam
się o pomoc do Franka bo wiedziałam że zna się na uprawach roślinności i
na sposobie jej użyciu. Może od razu powiem gdzie znalazłam Laleka.
Biedactwo samo leżało pod jednym z liści. Niemalże umierało. Matki
nigdzie nie było. Frank oznajmił że jak coś zje poczuje się lepiej i tak
też było. Maluch jest już u mnie od dwóch dni i bardzo szybko rośnie.
Laleki mają w zwyczaju siedzieć cicho no chyba że będzie padać lub gdy
wyczuwa śmierć wiec jak na razie dziewczyny nie zwróciły uwagi na
gniazdo w postaci łzy pod moim łóżkiem.
Mamy
kolację. Rozejrzałam się po stole. Były na nim różne pyszności. Ale nie
to mnie niepokoiło. Chłopaki byli dziś przybici. Nieźle przybici. James
nie podrywał swoim krzywym zgryzem i pustymi oczami żadnej dziewczyny,
Syriusz nie opowiadał kawałów, Remus nie dawał im monologów na ten temat
a, Peter nawet nie spojrzał na jedzenie. Coś tu jest mocno nie tak .
Obejrzałam się za siebie. Madi tak samo zamulała. Jak te mugolskie
traktory! Wszyscy powoli się zbierali. Zwędziłam ze stołu tosta i
poszłam w stronę swojego dormitorium. Usłyszałam grzmot i lunięcie
deszczu. Podeszłam do swojego łóżka i ukucnęłam przy nim. Spojrzałam pod
nie. Lalek siedział spokojnie z przekrzywioną główką.
-
Chcesz wyjść? - Laleki wychodzą na łowy tylko wtedy gdy pada deszcz.
Wzięłam malucha na ręce a, ten przefrunął mi na ramię. Nie był już taki
malutki. Podeszłam do okna i otworzyłam je. Lalek wziął głęboki wdech
wytykając pyszczek do przodu. Gdyby nie jego budowa ,zielono-czarne
pióra i dziób uznałabym że to Fenix Fawex. Mały zeskoczył mi z ramienia
na nadgarstek. Obrócił się niepewnie w moją stronę. Kiwnęłam głową z
lekkim uśmiechem. Lalek rozłożył skrzydła, wyprostował się i...
poleciał. Udało mu się! Pierwszy jego lot. Wiedziałam że wróci. Nie jest
jeszcze zbyt silny na to by samemu zdobywać pożywienie. Okno zostawiłam
otwarte. Dochodziła 23. Nie wiedzieć czemu dziewczyn dalej nie było.
Zasiadłam na łóżku. Mamy Astronomię ale nie mam siły na nią iść.
Zastanawiałam się czemu nie zapisałam się do drużyny. Madi tak. Dobrze
się uczyła i pewnie też dobrze grała. A, znając życie pewnie za rok
będzie prefektem! Zaczęłam płakać. Czemu nie mogę być tak dobra jak
Madi? Co ja zrobiłam? Przetarłam zapłakane oczy i poszłam obmyć twarz.
Nie chciało mi się nic robić. Wyszłam z dormitorium i ruszyłam przez
obraz a, później schodami w dół. Miałam ochotę na przechadzkę po
błoniach no ale nie można było wychodzić za bardzo w stronę zakazanego
lasu. Szczególnie o tej godzinie. Westchnęłam. Poszłam do kuchni. Ku
mojego zdziwieniu siedzieli tam Huncwoci. Peter to ja rozumiem no ,ale
reszta. Pochylali się nad jakimś papierem ,a Remus był bledszy niż na
kolacji (o ile można bardziej zblednąć). Gdy mnie zobaczyli Syriusz
porwał papier ze stołu i włożył go do kieszeni.
- Co tu robisz? - spytał James
-
Nie wiedziałam co robić. - oznajmiłam siadając obok Petera pożerającego
fasolki.- Co robicie? - spytałam ułamując sobie kawałek herbatnika
,które leżały na talerzyku.
- Gadamy i w ogóle o...pogodzie! - zawołał dziwnie ożywiony Syriusz - No nie?
-
Peeeewnie. O patrz herbata się gotuje! - zawołał Peter. Odwróciłam
głowę. Rzeczywiście gotowała się. Spojrzałam na nich podejrzliwym
wzrokiem. Remus siedział tak jakby go coś bolało. Normalnie jak ten
Jasper z tandetnego Zmierzchu. Zastanawiałam się co mu jest. W końcu
odetchnęłam i nalałam herbaty do 5 kubków. Podałam im ich kubki i upiłam
łyk swojej opierając się oblat
- Remus dobrze się czujesz? - spytałam
-
Nic mi nie jest - odpowiedział cicho. Westchnęłam odstawiając swoją
herbatę na blat. Zastanawiało mnie to o co w tym wszystkim chodzi.
Błądziłam wzrokiem po Huncwotach. Byli jacyś...spięci?
-
Dobra ja idę. Nie siedzicie za długo - powiedziałam i poszłam do
dormitorium. Okno dalej było otwarte ,a Lalek siedział na moim łóżku.
-
Lalek...Jejku - wytrzeszczyłam oczy. Był ogromny. Taki jak przeciętny
Fenix. Taki jak Fawex Dumbledore'a. Spojrzałam pod łóżko. Ze zdziwieniem
stwierdziłam że przeniósł gdzieś woje gniazdo. Wyjrzałam za okno. Po
jego prawej stronie widniało gniazdo w kształcie łzy. Lalek urósł od
lotu? Szybko pobiegłam na dół do dormitorium chłopców 5 roku.
- Frank? Fraaaank! Wstawaj cieciu! - biłam lekko chłopaka
- Kasja dżizys idź spać! - mruczał jego kolega z dormitorium.
- Frank proszę! Lalek urósł nie wiem co z nim zrobić! FRANK PODNIEŚĆ SWOJE DUPSKO! - wydarłam się
- Dobra wstaje, wstaje uspokój się - mówił i wstał. Poszedł za mną do nas do dormitorium.
- Aj...Czym ty go karmisz?! - spytał zdziwiony podchodząc do Lalka.
-
Tym co kazałeś! - odparłam z wyrzutem. Wytłumaczyłam Frankowi że
przeniósł swoje gniazdo na dach. Ten oznajmił że niedługo będzie musiał
wrócić na wolność...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz