poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 16 "Ranne pichcenie eliksirów." - Madi

Powolne ziewnięcie. I złapanie powietrza nosem. Czekaj ... czekaj. Coś czuję. Ej , to .. mięta. Drugie pociągniecie powietrza. Wyraźnie mięta i cytryna. Otworzyłam oczy i podniosłam głowę. ŁO TEE FAK ? Ujrzałam w pizdę taki bajer ,że chuj. 
- Co wy tu ? - warknęłam na blondyneczki siedzące w kółeczku. 
- Nie przeszkadzaj. - jęknęła jedna z nich. 
Wyciągnęłam różdżkę , powiedziałam niezbyt głośno "Chłoszczyść" i machałam różdżką. Wokół mnie zaczął się stawać porządek. Ubrałam się szybko i odłożyłam Nani do pozłacanej klatki. Spojrzałam na nie z góry. No tak - dziewczyny siedziały wokół kociołka i coś w nim warzyły. 
- Co to ? - zapytałam przyłączając się do ich kółeczka różańcowego. 
- Eliksir ... - wymamrotała coś jedna z nich. 
- No co ty nie powiesz. - powiedziałam z dużą dawki ironii i podsunęłam głowę pod sam kociołek. Wciągałam nosem opary. - Pachnie jak kobiece perfumy ... to musi być ... -przerwała mi jedna podając książkę i wskazując palcem na dany eliksir i szepnęła w poją stronę. 
- Eliksir Euforii ...
- Co juz dodałyście ?
- Sok cytrynowy i figi abisyńskie... i to tyle jak na razie. - wymieniała na palcach jedna z nich. 
- Widzę ,że średnio wam idzie... więc pomogę. Mamy jeszcze nie całą godzinkę do śniadania. Podeszłam do swojego kufra , wyciągnęłam z niego jeden nie zbyt duży słoiczek. Podeszłam do nich ostrożnie ze słoiczkiem i usiadłam. 
- Co tam masz ? - zapytała ciekawsko jedna z nich. 
- Poczekaj. Ok. Najpierw jak mamy współpracować to trzeba się zapoznać. - uśmiechnęłam się ambitnie. Spojrzały się na mnie ze zdziwieniem. 
- To ty nie wiesz jak się nazywamy  - zapytały głosem lalki Barbie i trochę tonu oburzenia. 
- No kojarzę trochę z lekcji ,ale wiecie... to tylko pięć lata bycia razem w jednej sypialni. - zaśmiałam się komicznie. 
- Więc ja jestem Hellen , a to Welly i Purffena. - przedstawiła mnie jedna z nich. 
- Miło mi , ja jestem... 
- ... Madi. - przerwała mi Hellen. 
- Ta.  Więc zaczynamy. Ok. Widzę ,że macie tu miętę. Jeżeli ja dodamy będziemy mieli pewność ,że efekty uboczne się złagodzą , lub zlikwidują. - powiedziała żwawo wkładając kilka liści mięty. - Teraz potrzebne nam są Pancerzyki Chitynowe ,a je mam w słoju. Ja mam je akurat sproszkowany. - powiedziałam wsypując na oko 5 wielkich łyżek. Wywar zaczął bulgotać. - A i po pro. - zerwałam się. - Musimy dać większy ogień ... o ciut. Bo się nie uda. I damy jeszcze kila tych Fig. - wzięłam nóż i zaczęłam kroić. Bardzo ładnie pachniały. Trudno się je kroiło. Paskudnie brudziły paznokcie i trudno się je później domywało ,ale wiedziałam ,że one sobie same z tym nie poradzą.
- Jak już wspominałaś , jakie są te skutki uboczne ? - zapytała mnie Purffena.
- Nadmierny chichot , a także są takie wypadki ,że niektórzy maja chęć chwytania za nos. 
- Aaa... - odparła z ulgą. - Myślałam ,że można zbrzydnąć , czy coś. 
- Aha . - spojrzałam na nią z grozą. 
Dodałam do wywaru kilka jeszcze kilka Fig i wymieszałam. Wywar zrobił się niebieskawy , a nad nim unosiły się wirujące sprężynki. Wzięłam fiolkę z swojej poręcznej torby i wlałam do niej trochę eliksiru , tak dla siebie – mi też mógłby się czasem przydać.
- Lepiej potrzymaj jeszcze z kwadrans ten eliksir na wzmocnienie ... - powiedziałam wstawiając i chowając słoik do kufra . Gdy miałam już wychodzić z sypialni przypomniało mi się o trzecim efekcie ubocznym.  I chyba najważniejszym. 
- Ej , dziewczyny. - zawołałam. - Tylko was ostrzegam , ten eliksir jest także uzależniający i duża gromada czarodziejów jest na nie podatnych. 


***

 

Usiadłam w wielkiej sali. I tak przyszłam wcześniej , ja zwykle.  Nałożyłam sobie trochę makaronu z warzywami i zaczęłam memłać jak koń paszę. W wejściu ujrzałam Severusa. Spanikowałam. Wpełzłam pod stół. Co miałam zrobić. Siedziałam tam przez chwilę. Ujrzałam jego z tą miną bez uczuć – poker face. Bardzo wyraźnie jego oczy szukały mnie przy stole. Ujrzałam jego zawiedzioną minę. Wyszłam za stołu i jebłam talerzem o podłogę , alby mnie dostrzegł. Zrobiło mi się jego żal. Podniosłam talerz i udawałam zaskoczona ,że ten talerz spadł. Grałam bardzo wiarygodnie ,tak mi się przynajmniej wydawało. Śniadanie spędziłam miło przy stole Slytcherinu. Poznałam Bliżej Bellę i Naryczę , a także Lucjusza. Bardzo mili ludzie. Ciekawe charaktery. Szczególnie zaintrygował mnie Lucjusz ,widać było ,że był z dobrej rodziny, zaskoczyło mnie ,że może istnieć taki człowiek który tak bardzo zwraca uwagę na czystość  krwi. Czułam się w tym towarzystwie nie komfortowo ponieważ nie pasowałam do niego. Siedziałam z samymi ,którzy mieli tytuł ‘’Czystej Krwii‘’. Dlatego nie wtrącałam się im w zdanie i wsłuchiwałam się w to co ONI mówią. Po śniadaniu miałam trzy lekcje z ślizgonami , a później obiad. A po obiedzie ? Wole. Będę mogła spędzić tak czas jak tylko lubię. Czyli przy dobrych książkach i przy ciasteczkach karowych z orzechami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz