Powolne
ziewnięcie. I złapanie powietrza nosem. Czekaj ... czekaj. Coś czuję.
Ej , to .. mięta. Drugie pociągniecie powietrza. Wyraźnie mięta i
cytryna. Otworzyłam oczy i podniosłam głowę. ŁO TEE FAK ? Ujrzałam w pizdę taki bajer ,że chuj.
- Co wy tu ? - warknęłam na blondyneczki siedzące w kółeczku.
- Nie przeszkadzaj. - jęknęła jedna z nich.
Wyciągnęłam różdżkę , powiedziałam niezbyt głośno "Chłoszczyść" i
machałam różdżką. Wokół mnie zaczął się stawać porządek. Ubrałam się
szybko i odłożyłam Nani do pozłacanej klatki. Spojrzałam na nie z góry.
No tak - dziewczyny siedziały wokół kociołka i coś w nim warzyły.
- Co to ? - zapytałam przyłączając się do ich kółeczka różańcowego.
- Eliksir ... - wymamrotała coś jedna z nich.
-
No co ty nie powiesz. - powiedziałam z dużą dawki ironii i podsunęłam
głowę pod sam kociołek. Wciągałam nosem opary. - Pachnie jak kobiece
perfumy ... to musi być ... -przerwała mi jedna podając książkę i
wskazując palcem na dany eliksir i szepnęła w poją stronę.
- Eliksir Euforii ...
- Eliksir Euforii ...
- Co juz dodałyście ?
- Sok cytrynowy i figi abisyńskie... i to tyle jak na razie. - wymieniała na palcach jedna z nich.
-
Widzę ,że średnio wam idzie... więc pomogę. Mamy jeszcze nie całą
godzinkę do śniadania. Podeszłam do swojego kufra , wyciągnęłam z niego
jeden nie zbyt duży słoiczek. Podeszłam do nich ostrożnie ze słoiczkiem i
usiadłam.
- Co tam masz ? - zapytała ciekawsko jedna z nich.
-
Poczekaj. Ok. Najpierw jak mamy współpracować to trzeba się zapoznać. -
uśmiechnęłam się ambitnie. Spojrzały się na mnie ze zdziwieniem.
- To ty nie wiesz jak się nazywamy - zapytały głosem lalki Barbie i trochę tonu oburzenia.
- No kojarzę trochę z lekcji ,ale wiecie... to tylko pięć lata bycia razem w jednej sypialni. - zaśmiałam się komicznie.
- Więc ja jestem Hellen , a to Welly i Purffena. - przedstawiła mnie jedna z nich.
- Miło mi , ja jestem...
- ... Madi. - przerwała mi Hellen.
-
Ta. Więc zaczynamy. Ok. Widzę ,że macie tu miętę. Jeżeli ja dodamy
będziemy mieli pewność ,że efekty uboczne się złagodzą , lub zlikwidują.
- powiedziała żwawo wkładając kilka liści mięty. - Teraz potrzebne nam
są Pancerzyki Chitynowe ,a je mam w słoju. Ja mam je akurat
sproszkowany. - powiedziałam wsypując na oko 5 wielkich łyżek. Wywar
zaczął bulgotać. - A i po pro. - zerwałam się. - Musimy dać większy
ogień ... o ciut. Bo się nie uda. I damy jeszcze kila tych Fig. -
wzięłam nóż i zaczęłam kroić. Bardzo ładnie pachniały. Trudno się je
kroiło. Paskudnie brudziły paznokcie i trudno się je później domywało
,ale wiedziałam ,że one sobie same z tym nie poradzą.
- Jak już wspominałaś , jakie są te skutki uboczne ? - zapytała mnie Purffena.
- Nadmierny chichot , a także są takie wypadki ,że niektórzy maja chęć chwytania za nos.
- Aaa... - odparła z ulgą. - Myślałam ,że można zbrzydnąć , czy coś.
- Aha . - spojrzałam na nią z grozą.
Dodałam
do wywaru kilka jeszcze kilka Fig i wymieszałam. Wywar zrobił się
niebieskawy , a nad nim unosiły się wirujące sprężynki. Wzięłam fiolkę z
swojej poręcznej torby i wlałam do niej trochę eliksiru , tak dla
siebie – mi też mógłby się czasem przydać.
-
Lepiej potrzymaj jeszcze z kwadrans ten eliksir na wzmocnienie ... -
powiedziałam wstawiając i chowając słoik do kufra . Gdy miałam już
wychodzić z sypialni przypomniało mi się o trzecim efekcie ubocznym. I
chyba najważniejszym.
-
Ej , dziewczyny. - zawołałam. - Tylko was ostrzegam , ten eliksir jest
także uzależniający i duża gromada czarodziejów jest na nie podatnych.
***
Usiadłam
w wielkiej sali. I tak przyszłam wcześniej , ja zwykle. Nałożyłam
sobie trochę makaronu z warzywami i zaczęłam memłać jak koń paszę. W
wejściu ujrzałam Severusa. Spanikowałam. Wpełzłam pod stół. Co miałam
zrobić. Siedziałam tam przez chwilę. Ujrzałam jego z tą miną bez uczuć –
poker face. Bardzo wyraźnie jego oczy szukały mnie przy stole. Ujrzałam
jego zawiedzioną minę. Wyszłam za stołu i jebłam talerzem o podłogę ,
alby mnie dostrzegł. Zrobiło mi się jego żal. Podniosłam talerz i
udawałam zaskoczona ,że ten talerz spadł. Grałam bardzo wiarygodnie ,tak
mi się przynajmniej wydawało. Śniadanie spędziłam miło przy stole
Slytcherinu. Poznałam Bliżej Bellę i Naryczę , a także Lucjusza. Bardzo
mili ludzie. Ciekawe charaktery. Szczególnie zaintrygował mnie Lucjusz
,widać było ,że był z dobrej rodziny, zaskoczyło mnie ,że może istnieć
taki człowiek który tak bardzo zwraca uwagę na czystość krwi. Czułam
się w tym towarzystwie nie komfortowo ponieważ nie pasowałam do niego.
Siedziałam z samymi ,którzy mieli tytuł ‘’Czystej Krwii‘’. Dlatego nie
wtrącałam się im w zdanie i wsłuchiwałam się w to co ONI mówią. Po
śniadaniu miałam trzy lekcje z ślizgonami , a później obiad. A po
obiedzie ? Wole. Będę mogła spędzić tak czas jak tylko lubię. Czyli przy
dobrych książkach i przy ciasteczkach karowych z orzechami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz