Obiad -
to co kocham najbardziej. Z uśmiechem szłam w podskokach do Wielkiej
Sali.Moje długie kasztanowo-rude włosy układały się w nienaganne loki
raz po raz podskakujac za mną. Byłam szczęśliwa. Nie wiem czy to z
powodu że Remus mi pomoże w OPCM czy z powodu spaceru. Ale mimo wszystko
jarałam się tą chwilą. Szłam tak zamyślona aż nagle JEB BYM BĘC
JEBUDU!Wpadłam na kogoś i z głosnym łoskotem runęłam na ziemię.
-Patrz
gdzie idziesz idioto!-warknęłam i znieruchomiałam. Chłopak co okazał
się moją ofiara był Austin Heath. Austin był Puchonem z tego samego
rocznika co ja. Niektórzy nawet mówii że był przystojny.Naiwni.Kto by
zwrócił uwagę na te blond włosy i....o rany on ma niebieskie oczy...I to
jak niebieskie.Aż chipnotyzują.
-Przepraszam nie widziałem cię-oznajmił ciepłym głosem aż dreszcz przebiegł mi po plecach.Wstał i pomógł mi się podnieść.
-Dzięki.Raczej trudno nie zaóważyć tych włosów z daleka-mruknęłam.Świetnie.Ten kolo zniszczył mi humorek!Grr!
-Co ty
masz do swoich włosów?Są pięknę-poczułam czerwone wypieki na
policzkach. Po raz pierwszy usłyszałm komlement dotyczący moich włosów.
-Dziękuję-oznajmiłam zawstydzona.
-Idziesz
na obiad? Mogę cię odprowadzić-w tym momęce zrozumiałam czemu mówili że
jest przystojny i miły. Chłopak miał piękny uśmiech jak i oczy. I był
wyjątkowo dobrym lizusem. Dlatego nauczyciele tak go chwalą.
Jadłam
zdenerwowana obiad co chwila zerkając na stół Puchonów. Austin
najwidoczniej dobrze się bawił patrząc na nasz stół,na mnie. Kasja
ogarnij się!
-No
cześć rudzielcu-usłysząłam za sobą. Po obu moich stronach dosiedli się
Black i Potter. Jeszcze ich tu brakowało. Pchlarze jebani. Tak ja też
czasami przeklinam. Klnę jak zawzięta MWAHAHAHAHA!-Co masz taką nietęgą
minę?-spytał Black
-W porządku-mruknęłam.
-Idziesz
z nami do dormitorium po obiedzie?-spytał Peter.On coś
sugeruję?AAAAAAAAA!TAJEMNICZY GWAŁCICIEL!-Planujemy nowy projekt.Muffin
Hogwart!-szepnął aby nikt nie słyszał.Aaaaczyli nie ma gwałtu.
-Nie mogę.Umówiłam się-odpowiedziałam przerzuwajac tosta.Huncwoci spojżeli na mnie z dziwnymi minami-No co?-spytałam
-Nie nic nie mówimy przecież-bronił się James
-Acha.No
dobra idę-oznajmiłam patrząc w stronę wejścio-wyjścia do WS. W nich
stał Czu. Jak zwykle z luźnych spodniach, jak zwykle w markowej bluzie.
Dziś miał czaerwoną. Szłam w jego stronę z niepewnym uśmiechem. Poczułam
wzrok Huncwotów na sobie. O co im wtedy chodziło? Nie mam pojęcia. Ale
chciałabym się dowiedzieć. Spojżałam w stronę stołu Krukonów nie było
przy nim Madi.Była przy stole ślizgonów ( nie warto tego pisać z dużj ) w
towarzystwie Severusa,Lucjusza,Avery'ego i Belli. Byłam coraz bliżej
Czu. Swoją drogą ciekawą ma ksywkę. Czu. To chyba znaczy CZUbek.
Podeszłam do niego a, ten mnie lekko przytulił
-Cześć.To co idziemy?-spytał
-Jasne-uśmiechnęłam się.
Szliśmy
wzdłuż brzegu jeziora. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Jakoś dziwnie
się czułam w jego towarzystwie. Kiedyś mi się nawet podobał. Nie wiem
czemu teraz jest inaczej.
-Wiesz że niedługo jedziemy?-spytał.Przystanęłam
-Co?!-spytałam zaskoczona-Przecież mieliście dłużej zostać...Zastępstwo do końca września...-mamrotałam
-No tak ale jakiś Krupnik chce z nami nagrać piosenkę. Człek pije ciągle i nazwaliśy go Krupnik.-śmiał się Czu.
-Ach...A, tak w ogóle ro czemu akórat Czu?-spytałam
-To skrót od Człowiek Z Ulicy-oznajmił i wyszczeżył się
-Achaaaa.Ja
ciągle mysląłma ze to znaczy CZUbek-zachichotałam a, on mi
zawturował.Powoli się ściemniało. Pomyślałam że powinniśmy wracać do
zamku
-Może już wracajmy?-spytałam trzęsąc się z zimna
-Poczekaj.Chciałem
jeszcze...-powoli zaczął się do mnie niebezpiecznie zbliżać. To nie
znaczyło nic dobrego. Niebezpieczna ilość tych centymetrów malałą
zmieniając się w milimetry. Żegnaj świecie! Chociaż. Szybko zasłoniłam
usta ręką odwróciłam sie i udawałam kichnięcie
-Ojej
przepraszam-grałam. Tak. Nie chciałam zeby mnie pocałował. Nie chciałam
dawać mu nadzieję. Nie chciałam z nim być. Po prostu nie kochałam go. A,
co to za miłość bez wzajemności?
-Nazdrowie-uśmiechnął
się. Nabrałam go? Głupi czarodziejski mugol. Jestem przebiegła
MWAHAHAHAHA!-Rzeczewiście chodźmy do szkoły.-oznajmił i zdjął swoja
bluzę przykrywajac mnie nią. Rozdzieliliśmy się pod wejściem do
Dormitorium Wspólnego Gryfonów. Zastałam tam Huncwotów
-Cześć-uśmiechnęłam
sie do nich. Nic zero reakcji.-Już jestem-dodałam.Moje włosy
niebezpiecznie zmieniły barwę na ognisto czerwony kolor.-Mogę wiedzieć o
co wam chodzi?!-zpsytałam juz naprawdę wkurzona
-I co jak tam randka?-spytał James z przekąsem.Zbił mnie z tropu.Nie no.
-Świetnie jeśli musisz wiedzieć-wysyczałam wściekła
-I co
dobrze całował?-spytał Remus. Tego się nie spodziewałam. Od jakiegoś
czasu mnie zaczął unikać. Nie mam pojęcia czemu. Na dodatek dziwnie się
do mnie odnosił. Był cały blady. Nawet nie zaszczycił mnei spojżeniem.
Byl źli że dziesz wyszłam?!
-Nie
całowaliśy się-warknęłam. W tej chwili cała czwórka spojżała na mnie.Ich
wzrok padł na jego bluzę. Zapomniałam mu jej oddać
-Co ty...-Black patrzył to na mnie to na bluzę
-Nie
twój interes- warknęłam a, moje włosy przybrały bardziej jadowitą
czerwień ( jeżeli w ogóle istnieje bardziej jadowity kolor ). Wściekła
wyminęłam ich zdezorientowane miny i pobiegłam do dormitorium. Nikogo w
nim nie było. Rzuciłam się na poduszkę z płaczem. Po raz pierwszy w
życiu tak ostro pożarłam się z Huncwotami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz