poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 17 "Spacer i kłótnia" - Kasja

Obiad - to co kocham najbardziej. Z uśmiechem szłam w podskokach do Wielkiej Sali.Moje długie kasztanowo-rude włosy układały się w nienaganne loki raz po raz podskakujac za mną. Byłam szczęśliwa. Nie wiem czy to z powodu że Remus mi pomoże w OPCM czy z powodu spaceru. Ale mimo wszystko jarałam się tą chwilą. Szłam tak zamyślona aż nagle JEB BYM BĘC JEBUDU!Wpadłam na kogoś i z głosnym łoskotem runęłam na ziemię.
-Patrz gdzie idziesz idioto!-warknęłam i znieruchomiałam. Chłopak co okazał się moją ofiara był Austin Heath. Austin był Puchonem z tego samego rocznika co ja. Niektórzy nawet mówii że był przystojny.Naiwni.Kto by zwrócił uwagę na te blond włosy i....o rany on ma niebieskie oczy...I to jak niebieskie.Aż chipnotyzują.
-Przepraszam nie widziałem cię-oznajmił ciepłym głosem aż dreszcz przebiegł mi po plecach.Wstał i pomógł mi się podnieść.
-Dzięki.Raczej trudno nie zaóważyć tych włosów z daleka-mruknęłam.Świetnie.Ten kolo zniszczył mi humorek!Grr!
-Co ty masz do swoich włosów?Są pięknę-poczułam czerwone wypieki na policzkach. Po raz pierwszy usłyszałm komlement dotyczący moich włosów.
-Dziękuję-oznajmiłam zawstydzona.
-Idziesz na obiad? Mogę cię odprowadzić-w tym momęce zrozumiałam czemu mówili że jest przystojny i miły. Chłopak miał piękny uśmiech jak i oczy. I był wyjątkowo dobrym lizusem. Dlatego nauczyciele tak go chwalą.




Jadłam zdenerwowana obiad co chwila zerkając na stół Puchonów. Austin najwidoczniej dobrze się bawił patrząc na nasz stół,na mnie. Kasja ogarnij się!
-No cześć rudzielcu-usłysząłam za sobą. Po obu moich stronach dosiedli się Black i Potter. Jeszcze ich tu brakowało. Pchlarze jebani. Tak ja też czasami przeklinam. Klnę jak zawzięta MWAHAHAHAHA!-Co masz taką nietęgą minę?-spytał Black
-W porządku-mruknęłam.
-Idziesz z nami do dormitorium po obiedzie?-spytał Peter.On coś sugeruję?AAAAAAAAA!TAJEMNICZY GWAŁCICIEL!-Planujemy nowy projekt.Muffin Hogwart!-szepnął aby nikt nie słyszał.Aaaaczyli nie ma gwałtu.
-Nie mogę.Umówiłam się-odpowiedziałam przerzuwajac tosta.Huncwoci spojżeli na mnie z dziwnymi minami-No co?-spytałam
-Nie nic nie mówimy przecież-bronił się James
-Acha.No dobra idę-oznajmiłam patrząc w stronę wejścio-wyjścia do WS. W nich stał Czu. Jak zwykle z luźnych spodniach, jak zwykle w markowej bluzie. Dziś miał czaerwoną. Szłam w jego stronę z niepewnym uśmiechem. Poczułam wzrok Huncwotów na sobie. O co im wtedy chodziło? Nie mam pojęcia. Ale chciałabym się dowiedzieć. Spojżałam w stronę stołu Krukonów nie było przy nim Madi.Była przy stole ślizgonów ( nie warto tego pisać z dużj ) w towarzystwie Severusa,Lucjusza,Avery'ego i Belli. Byłam coraz bliżej Czu. Swoją drogą ciekawą ma ksywkę. Czu. To chyba znaczy CZUbek. Podeszłam do niego a, ten mnie lekko przytulił
-Cześć.To co idziemy?-spytał
-Jasne-uśmiechnęłam się.




Szliśmy wzdłuż brzegu jeziora. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Jakoś dziwnie się czułam w jego towarzystwie. Kiedyś mi się nawet podobał. Nie wiem czemu teraz jest inaczej.
-Wiesz że niedługo jedziemy?-spytał.Przystanęłam
-Co?!-spytałam zaskoczona-Przecież mieliście dłużej zostać...Zastępstwo do końca września...-mamrotałam
-No tak ale jakiś Krupnik chce z nami nagrać piosenkę. Człek pije ciągle i nazwaliśy go Krupnik.-śmiał się Czu.
-Ach...A, tak w ogóle ro czemu akórat Czu?-spytałam
-To skrót od Człowiek Z Ulicy-oznajmił i wyszczeżył się
-Achaaaa.Ja ciągle mysląłma ze to znaczy CZUbek-zachichotałam a, on mi zawturował.Powoli się ściemniało. Pomyślałam  że powinniśmy wracać do zamku
-Może już wracajmy?-spytałam trzęsąc się z zimna
-Poczekaj.Chciałem jeszcze...-powoli zaczął się do mnie niebezpiecznie zbliżać. To nie znaczyło nic dobrego. Niebezpieczna ilość tych centymetrów malałą zmieniając się w milimetry. Żegnaj świecie! Chociaż. Szybko zasłoniłam usta ręką odwróciłam sie i udawałam kichnięcie
-Ojej przepraszam-grałam. Tak. Nie chciałam zeby mnie pocałował. Nie chciałam dawać mu nadzieję. Nie chciałam z nim być. Po prostu nie kochałam go. A, co to za miłość bez wzajemności?
-Nazdrowie-uśmiechnął się. Nabrałam go? Głupi czarodziejski mugol. Jestem przebiegła MWAHAHAHAHA!-Rzeczewiście chodźmy do szkoły.-oznajmił i zdjął swoja bluzę przykrywajac mnie nią. Rozdzieliliśmy się pod wejściem do Dormitorium Wspólnego Gryfonów. Zastałam tam Huncwotów
-Cześć-uśmiechnęłam sie do nich. Nic zero reakcji.-Już jestem-dodałam.Moje włosy niebezpiecznie zmieniły barwę na ognisto czerwony kolor.-Mogę wiedzieć o co wam chodzi?!-zpsytałam juz naprawdę wkurzona
-I co jak tam randka?-spytał James z przekąsem.Zbił mnie z tropu.Nie no.
-Świetnie jeśli musisz wiedzieć-wysyczałam wściekła
-I co dobrze całował?-spytał Remus. Tego się nie spodziewałam. Od jakiegoś czasu mnie zaczął unikać. Nie mam pojęcia czemu. Na dodatek dziwnie się do mnie odnosił. Był cały blady. Nawet nie zaszczycił mnei spojżeniem. Byl źli że dziesz wyszłam?!
-Nie całowaliśy się-warknęłam. W tej chwili cała czwórka spojżała na mnie.Ich wzrok padł na jego bluzę. Zapomniałam mu jej oddać
-Co ty...-Black patrzył to na mnie to na bluzę
-Nie twój interes- warknęłam a, moje włosy przybrały bardziej jadowitą czerwień ( jeżeli w ogóle istnieje bardziej jadowity kolor ). Wściekła wyminęłam ich zdezorientowane miny i pobiegłam do dormitorium. Nikogo w nim nie było. Rzuciłam się na poduszkę z płaczem. Po raz pierwszy w życiu tak ostro pożarłam się z Huncwotami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz