poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 18 "Because everything what I have, what give me a world..." - Madi

 Eliksir Pieprzowy ... - zaczełam ... - Podrzebne nam są ... Krew nietoperza, 40 ziarenek pieprzu, 2 korzonki stokrotek, Kieł węża, Mucha siatkoskrzydła...
- Dobrze ... mamy wszystkie zkładniki. 
- Więc ... szytam sposub przygotowania ... Do kociołka na samo dno wlewamy 200 ml wody i czekamy aż połowa objętości wody wyparuje. Do wrzącej wody wrzucamy Kieł węża połamany na 3 części. W kociołku w całej objętości powinna się unosić się para. Jeśli tak nie jest oznacza to, że wody jest za mało lub za dużo. Najlepiej wodę z kociołka przeląc do naczynia miarowego i sprawdzić czy objętość wody wynosi 100 ml. W tedy robimy wszystko od początku. Jeśli w kociołku jest para dodajemy 1 muchę siatkoskrzydłą ściągamy kociołek z paleniska i czekamy aż para zmieni swój kolor na srebrny. Dolewamy po jednej kropli Krwi Nietoperza dotąd aż eliksir zacznie bulgotać następnie kładziemy eliksir na ogniu i przez 8 minut na ostrym ogniu grzejemy pod przykryciem i ściągamy znów z paleniska i czekamy ok. 12 h aż cała para w środku kociołka się skropli i powstanie przezroczysty płyn gęstości zsiadłej galaretki. Kładziemy kociołek na palenisko i czekamy kilka sekund aż galaretowaty eliksir stanie się płynny i wrzucamy 2 korzonki stokrotek i znów ściągamy eliksir z paleniska i mieszając 20 razy na 4 minuty złota łyżką czekamy aż zacznie się z niego wydobywać para koloru zielonego, która wypełni cały kociołek. 40 Ziarenek pieprzu miażdżymy na drobny proszek i wrzucamy do kociołka, gdy eliksir w środku będzie miał temperaturę 120° C. Gorący eliksir przelewamy do złotych fiolek i zakręcamy. W Tedy mamy pewność, że eliksir dojrzeje. Podczas przelewania eliksiru do fiolek para ulotni się i ukaże się nam szary kolor eliksiru. Po każdorazowym dodaniu eliksiru do wody zaczyna parować szarawym kolorem.
- Dobrze , tak wąłśnie zrobliśmy. Wszystko bez będnie. 
- Więc dobrze , mogę już zawołać profesora ? 
- Oczywiście. - po tych słowach odeszłam od stolika i podeszłam do biutka pana Slurghon'a. 
- Już ukończyliśmy eliksir z Severusem. - rzekłam powoli. 
- Tak tak , już do was podchodzę... - podeszliśmy do naszego kociołka... 
- Świetnie to wygląda... Naprawdę... daję Wam obojgu 'Wybitny' - powiedział uradowany profesor. - Jeszcz enie widzialek tak dobrego Eliksiru Pieprzowego ,no chyba ,że własny. - rzekł uradowany profesor , spoglądajac to na mnie to na Severusa. 
- Dziękujemy Panie Profesorze. - ukłonił swą głowę Severus ,a ja zaraz za nim chcą się dostosować. 
- A jeszcze jedno... -  zawrócił Proesor - Za te kilka punktów dla Krukonów i Ślizgonów powiecie mi jakie są właściwości eliksiruu.... - powiedział  zminą pewną ,ze nie odpowiemy ,a ja zaczełam. 
- Eliksir koloru szarego z wydobywająca się z niego gęstą szara parą. Eliksir podawany by zapobiegające na wiele chorób ma działania rozgrzewające... 
-  ...Znakomity na przeróżne choroby, wzmacniający odporność. - zakończył Severus.

Po ostatniej rannej lekcji usiedliśmy razem z Severusem na korytażu. Severus wpatrziony we swe perganimy z zapiskami i w pióro.  Nagle z klasy wyszedł Lucjusz , Narcyza , Bella i Rudolf. Bella spojrzała na mnie rozpatrując moje wnęczności. Po chwili uśmiechneła się sama so siebie i podeszła dzierskim krokiem. Stała tak blisko ,że czułam na swoim ciele jej zimny oddech. Wyciągneła rękę i jechała paznokciem po moim policzku. 
- Wiesz , już Cię sobie przypomniałam. - mówiła powoli Bella. - Zadajesz się z Grfonami ,prawda ? - cała grupka spojrzała na mnie podejrzanie. 
- Owszem ... - westchnełam przyciszonym głosem. 
- A więc wiesz co neico o tej grupce ... - i nagle do Belli podeszła Andromeda ,siostra Narcyzy i Belli.
- Zostaw JĄ ! - warkła wściekła Andromeda. 
- Bo ? ,siostruniu. - uśmiechneła się aroganco Bella wyciągakąc z tyłu powoli różkę. Miałam mały mętlik w głowie iż  Bella i Andromeda były praktycznie identyczne. Bella była niska, nieprzeciętnej urody czarownicą o lśniących, grubych czarnych włosach i nieprzeniknionych, błyszczących oczach w tym samym kolorze, które przysłaniały ciężkie powieki i wachlarz długich rzęs. Miała wąskie usta i dosyć silną szczękę ,a Andromedę wyróżniały tylko ciemnobrązowe włosy i łagodniejsze spojrzenie.
- Chyba nie życzysz sobie nie powodzeń? - odwzajemniła głupi usmieszek Andromeda. I popchneła ją dość silnie a ta wleciała na Lucjusza ,a ten na Rufusa. Bella nie odpuściła tej okazji. Wycelowała różdżką w Andromedę ,a ta ją sprowokowała.
- Na co czekasz ? Strach Cię obleciał ? - zachichotała.
Pomiędzy nimi staneła pani profesor McGonagall.
- Co tu się wyrabia. - warkła stanowczo. - Rozejść się proszę. - spojrzała jeszcze raz na Bellę i wzieła Andromedę za ramie i zzprwadziła przed siebie.
- Ahgrrr ... - jękła Bella. - Idzie, do pokojów , musimy zanieść  książki i idziemy na obiad. - warkłą szybko i poszła w stronę ich domów. Wszyscy ruszyli za nią ,oprócz Severusa. 
- Idziesz z nami ? Możesz u nas zostawić swoje rzeczy. - powiedział z lekkim uśmiechem.
- Nie , pójdę z nią na obiad ,ale dziękuje za wszystko. - uśmiechnełam się patrząc mu w głębie jego czarnnych oczów. - Idź już Sev ,ja tu poczekam. - ten uśmiechnol się i szybko dogonił grópkę. nie czekłama na niego zbyt długo. Brzył szybkim rokiem i razem poszliśmy na obiad. Weszliśmy do sali. Sala była pół-pełna ,a Gryfoni jak zawsze źle reagowali jak do Sali Weszli Ślizgoni. Szczególnie Huncwoci i Kasja. Tym razem także się nie opamietali. Syriusz i James wzieli po kiwi i rzucili w Severusa ,a ja stanełam przed Severusam i macnełam różdżką. Kiwi zaróciło w drógą stronę i udeżyło centralnie w maczugi Jamesa i Syriusza, a CI upadli na ziemię. Ja z Severusem dziarskim krokiem doszliśmy do stołu Ślizgonów. Zupa grzybowa i ziemniaczane placki z nadzieniem szpinakowym. Bella zburwelsowana nie popuściła i tutaj Andromedzie. Weszła na stół i kopła w gorąca zupę ,a ta wleciła prost na nią mazia wylała się prawie ca całą długość stołu. Severus pociągnoł mnie za rękę i kiwnoł głową na wyjscie do Wielkiej Sali. Wyszliśmy. Ledwo co ,ale udało nam się przeżyć koleją bitwę na żarcie. Usiedliśmy na schodach. Severus trzymał delikatnie moje dłonie i od czasu do czasu pieścił mój policzek. Westchnełam z ulą. Przy nim czułamam się bezpiecznie. Był inny. Byłam taka szczęśliwa ,że powoli wyrecytowałam mu swoją piosenkę. 

"I come back to home, for so many of years
It still secretly, before sunrise on
I know you were waiting until I say yes
I come back to home, the last time

Everything what I have, what give me a world
I wear in myself would sometimes give you
But all say: We haven`t chance
I still belive it still a time
And I want, finish off the day with you
This one day

I come back to home, I know it`s time
I want feel again, taste of those years
It was so many, joy in us
I come back to home, better is there

Everything what I have, what give me a world
I wear in meself would sometimes give you
But all say: We haven`t chance
I still belive it sitll a time
And I want, finish off the day with you
This one day

I give you back more than you`ll want
Just together we will be laughing
From waht was, sins and lie
I still remember your smile years ago
Worth trying, despite a wound
I don`t let you more to fear
Start again want you and i
I just ask, don't leave me this

Because everything what I have, what give me a world
I wear in meself would sometimes give you."



- Śliczna ,pełna prawdy i dużo w niej serca. Czuć to. - ocenił piosenkę Severus. 
- Dziękuje... - odwdzięczłam się delikatnym causem ,w jego usta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz