Po tej
bitwie na żarcie co zaszłą na obiedzie postanowiłam wziąść prysznic.
Szybko się ogarnęłam i przebrałam w jeansy i jakiś T-Shirt. Nie mieliśmy
już lekcji mimo tego że był czwartek. Odrobiliśmy wszystkie lekcje z
Transmutacji ( nawet nie zaglądając do książek ) więc do końca tygodnia
mieliśmy wolne. Stanęłam przed lustrem i przekrzywiłam głowę na bok.
Postanowiłam zmienić fryzurę. Zamknęłam oczy przypominając sobię mamę na
fotografii. Starałam się jak tylko mogłam. Otworzyłam oczy i ku mojemy
zdziwieniu udało się! Moje włosy sięgały prawie do pasa. Moje złote
włosy lśniły w promieniach słońca przebijających sie przez zasłony. Oczy
miałam koloru jasnej zieleni. Kształty twarzy pozostały takie same.
Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Sięgnęłam po książkę "Tajemnice
Asteckiej Bramy" i zeszłam na dół do Pokoju Wspólnego. Ku mojemu
nieszczęściu byli tam też Huncwoci. Zawzięcie o czym dyskutowali nad
jakimś kawałkiem pergaminu. Gdy mnie tylko zaóważyli zamarli. Tylko
siedzieli i patrzyli. Z godnością ( jaka mi pozostała ) wyminęłam ich
nie zaszczycając ich nawet spojżeniem. Ruszyłam do biblioteki. Już od
dawna czaiłam się na książkę na temat Starożytnych Greków. Pani Pince (
nieco zdziwiona moją obecnością w bibliotece ) powiedziała mi gdzie mam
szukać danych książek. Zabunkrowałam się w dziale legend i powieści.
Szybko znalazłam swoją wymarzoną książkę. Siedziałam tam dłuższy czas
czytając to co mi w łapki wpadło. Po chwili zaóważyłam wyjątkowo dziwną
scenerię. W bibliotece była Madi. To meni nie zdziwiło ale jej
towarzystwo. Madi była tam z Severusem Snape'm , Bellatrix Black i z
Lucjusz'em Malfoy'em. Zdziwiło mnie to nieźle. No ale nie będę narazie
się wypowiadać.
-Co
czytasz?- usłyszałam głos za sobą. Za mną stał wyjątkowo wysoki jak na
swój wiek chłopak o rudych włosach i szarych oczach. Usmiechał sie
promiennie. Artur Weasley
-Cześć Arturze. A, nic takie tam brednie. - zaśmiałam się. Artur usiadł obok mnie przeglądając książki jakie miałam na stole.
-Na serio interesuje cię "Jak znaleść Wampiry?" - spytał machając mi książką przed nosem
-A, nie to nie moje.- mruknęłam przyglądając się okładce. Odłożyłam książkę na bok i wróciłam do lektóry.
-Nie ma z tobą Huncwotów? Zawsze trzymaliście sie razem- mówił zaskoczony rozgladając się dookoła
-Pożarliżmy
się trochę-mruknęłąm odrywajć wzrok od lektóry. Gdy Artur cię zagada
już wiadomo ze nieskończysz tego co zacząłeś.Ehhh.
-Uuu.
Przykra sprawa-posłał mi współczujące spojżenie. Ja tylko uśmiechnęlam
się smutno.-Dobra zbieram się bo Bill mnie pewnie już
szuka.-oznajmił-Wiesz robimy to wypracowanie na ONMS-dodał i przybrał
minę męczennika.
-Nie rozumiem tych całych wypracowań w grupach- odparłam z namysłem
-Jak
bedziesz w siódmej klasie to zrozumiesz-potargał moje włosy i ruszył w
stronę wyjścia z biblioteki zabierajac potrzebne mu książki. Często
traktował mnie jako swoją młodszą siostrę której nigdy nie miał.
Westchnęłam.
-Ja
też bedę się zbierać- mruknęłam do siebie i zabrałam kilka spasionych
tomisk i wyszłam z biblioteki. Gdy wróciłam do Pokoju Wspólnego Huncwoci
siedzieli w tych samych pozycjach co przedtem. Przeszłam obok nich
obojętnie zmierzajac ku swojemu dormitorium. Na łużku siedziała tylko
Meredith.
-Cześć Kasja.Co tam masz? -spytała
-Książki-mruknęłam inteligentnie
-Yhym.Dużo mi to mówi-zachichotała-Huncwoci organizują dziś imprezkę w Pokoju Wspólnym idziesz?-spytała.
Zamyśliłam się. Imprezka z Huncwotami...Brzmi nieźle. Gdyby nie HUNCWOCI.
-Nie. Jestem zmęczona - skłamałam
-Nie
to nie ale pamietaj że jak coś to Impreza jest na dole w Pokoju
Wspólnym- powiedziała uśmeichając się. Odwzajemniłam to. Kiedy Meredih
zaczęła się szykować na imprezę ja wyszłam z pokoju zakładając na siebie
szarą bluzę. Minęłam Huncwotów strojących Pokój Wspólny i ruszyłam w
stronę kuchni. Od razu napadło mnie kilka skrzatów w tym też Stróżka.
-Cześć Stróżko- uśmiechnęłam sie do skrzacicy
-Dizeń dobry panienko. Ma panienka na coś ochotę?-spytała
-Może na herbatę?-spytałam
-Już
już!-zawołała i już po chwili stała przy mnie z herbatą. Usiadłam z
Stróżką razem przy małym stole a, jakiś Skrzat położył na nim
ciasteczka.
-Panienka nie na przyjęciu?-spytała
-Z kad
wiesz?-spytałam ją. Wtedy stróżka uśmiechnęła sie leciutko i oznajmiła
że słyszy niektóe szepty ( chyba racze krzyki ) innych panienek na temat
przyjęcia. Nie chciałam wracać do Pokoju Wspólnego. Nie teraz. Byłam
zła na nich i na siebie. Wstałam podziękowałam Stróżce za Herbatę i
szłam zamyślona korytarzem. W pewnym momęcie zderzyłam się z kimś. Tym
kimś był nikt inny jak Austin Heath
-Dlaczego kiedy się spotykamy zawsze na mnie wpadasz?-spytał przyglądając mi się ze śmiechem
-To nie ja wpadam na ciebie tylko ty na mnie!-zaśmiałam się. Wstalimsy śmiejąc się z naszej niezdarności.
-Może dasz zaprosić się na szachy?-spytał
-W sumie to nie jest taki zły pomysł - oznajmiłam z uśmiechem
Ruszyliśmy w stronę obrazu Martwej Natury i znaleźliśmy się w Pokoju Wspólnym Puchonów.
-Poczekaj chwilkę skoczę po szachy-oznajmił i ruszył ku swojemu Dormitorium.
-Witaj zacna towarzyszko!-usłyszałam za soba. Tego głosu nie da się nie znać
-Benio-odwróciłam
się widząc średniego wzrostu chłopaka o brązowych włosach. Czy wszyscy
moi znajomi to chłopaki? Jedyne moje koleżanki to Madi i dziewczyny z
mojego Dormitorium. No ale jakby nie patrzeć chłopaki są fajniejsi.
Dobrze sie z nimi dogaduję ( Nie licząc Huncwotów ) , nie da się długo
na nich gniewać ( Oprócz Huncwotów ) no i są wyrozumiali ( Oprócz
Huncwotów ). Świat spada na Malfoy'ów i inne Szuje. Na szczycie schodów
pojawił się Austin z szachami. Uśmiechnęłam się na samą mysl partyjki w
szachy. Tylko pojawił się mały problem. JA NIE UMIEM W NIE GRAĆ!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz