poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 20 "Bierzemy się w garść." - Madi

Tak minął wrzesień ,zaczytał się październik. Lato tak powoli się kończyło. Słońce nie grzało tak moco i nie było można siedzieć na ganku w samych szortach ,spódniczkach ,czy conajmniej sukienkach ,ale w nich nie za często paradowałam po zamku. Więc dziś nie pozostało mi nic innego niż ubrać spodnie i dłuższą tunikę. Wziełam ze sobą cos lekkiego do czytania. Postawiłam pujść na dziedzic Hogwartu. 

Usiadłam na ławce z moim pisemkiem i powli roztworzyłam. Jeszcze przed zaczęciem czytania rozejrzałam się dookoła. Hogwart ranem jest śliczny ,na zamku jeszcze nikogo nie słychać .Słońce świeci i cudowienie oświetla krople rosy na zielonej trawie .Bezchmurne niebo z cało charyzmą wyglądało zadziwiająco dobrze. Ten dzień zapowiadał się naprawdę uroczo. Splotłam kruczo-zarne włosy w luźnego koka i zaczełam czytać. Nie zdążyła dokończyć dobrze nawet pierwszego zdania mej powieści ,a już przerwał mi Severus ,który najwidoczniej gdzieś się wybierał. 
- Witaj Madi. - ukłonił się lekko. 
- Dzięń Dobry ,Severusi. - uśmiechnełam się zamykając książkę i położyłam dłonie leciutko na skórzanej gróbej okładce. 
- Idę się przejść na błonię ,może zechciała byś mi towarzyszyć? -spytał nieśmiało i podał mi dłoń bym moła wtać z ławki. 
- Chętnie. Włożyłam książkę do mojej torby i poszliśmy razem. - wyśliszmy za bramę Hogwartu. Severus opowiadał mi ,że bardzo mnie bronił po kolacji w Wspólnym Pokoju Ślizgonów ,ponieważ Bella nie ufa Ci jeszcze. 
- Nie martw się ona juz taka jest. - nagle przystanoł i utulił mnie mocno i szepnoł w uszko. - Ja Ci już ufam...
- I to mi wystarczy. - ucałowałam go w noska i śliszmy dalej pod drzewo usiedliśmy i zaczeliśmy czytać. Mieliśmy sporo czasu by śniadania ,a my z Severusam wymienialiśmy się mądrymi spostrzeżeniami z naszych książek. On czytał o eliksirach i ,a ja ty marzem czytałam o Starożytnych Runach. W końcu zerkłam na mój podręczny zegarek ,była jeszcze godzina do obiadu ,ale i tak już zaczełam marudzić Severusowi.
- Możemy już iść powoli do szkoły? - mamrotałam.
- No dobrze ,jeśli tego sobie życzysz. - włożyliśmy ksiażki i zaczeliśmy iść ku Hogwartu. Severus spoglądał na mnie. Rozpatrywał mnie tymy swoimy zniewalającymi oczami , które często chowały się spośród jego kruczych włosów. Była bardzo wysoki i ledwo co na palcach dotykałam jego ust. Już prawie byliśmy na placu ,aż poczułam ,że moje delikatnie dłonie dptyka ,ktoś ciepły. Uśmiechnełam się w seru. Czułam ,że dla Severusa jestem ważna. Nie tak jak przy Huncwotach czy przy Kasji ,którzy posługiwali się mną tylko wtedy gdy czegoś chcieli. 
W Wielkij Sali już niesamowicie pachiało. Wpadliśmy do niej z śmiechem ,a przed naszymi paczadłami staneła pani Profesor McGomagall i sykła odrazu.
- Co Wam tak dośmiechu? Hmm ? - zerkała to na mnie to na Severusa. 
- Nikt nie umarł więc nie potrzebujemy grobowej minu. - odburknoł Severus. 
- A i tu się mylisz. - warkneła Minervea i wyszła z Wielkiej Sali pośpiesznym krokiem. Ciekawa byłam o co mogło chodzić ,alebo inaczej : O KOGO. Usieliśmy z Severusem przy stole Ślizgonów. Sala po kilku minutach już byłą pełna. Nagle wroczyła Bella , Narcyza i Lucjusz. Usiedli koło nas ,a w ich bystre oczy zaczeły błyszczeć wiedzą. Nagle Bella triks pochyliła przed stół głowę i szepneła. 
- Wiemy kto zginoł. - wyszczerzyła się oddalając. 
Severus spojrzał na mnie ,a póżniej jeszcze raz na Bellę. 
- Więc ,kto to ? - dostosował swój ton głosu ,Severus ,do sytuacji. Bella spojrzała złowrogo na stoł Grfonów. 
- Spójrz tylko na Gideon Prewett... - jękła bardzo niezadowolonym tonem głosu. 
- Tak , widzę i ... ? - dodał predko Severus.
- Zobacz jaki bidulek załamany ,aż mu współczuję. - powiedziała ironicznie Bella ,a ja zajadając niedogotowaną owsianę patrzałam na cały ten spektakl. 
- Jego brat umarł , zginoł! Zaklęciem Avada Kada.... - przerwał jej Lucjusz.
- I podobno zginoł w torturach.... - wtedy wszycy spojrzeliśmy na stół Gryfonów. 
- Ale ... kiedy ? - zapytał zdziwiony Severus.
- Dziś w nocy. Dumbledore pozwolił mu użyć sieci "Fiuu" ,iż jego matka źle się czuła i potrzebowała pomocy... 
- I ZGINOŁ ! - krzykła z podniecenia Bella. o co usłyszłama nie było do najciekawszych ,cała rodzina Prewett siedziala załamana. Szczególnym szokiem było to ,że nie było już jego brata - Fabiana. Oni byli nierozłączni. Zawsze razem psocili w Hogwartcie ,a teraz jednego rudzielca mniej... Smutno mi było z tego powodu ,ale no cuż. 
- Bierzemy się w garść. - mówiłam sama do sibie.
Czas wolny jaki miałam wykorzystałam w biblotece na temat Magicznych Zwierzą. Bardzo przyciągnoł mnie opis : Popiełeka.

Popiełek - rodzą się ze zbyt długo płonącego magicznego ognia. Występują na całym świecie. Są to cienkie, bladoszare węże o roziskrzonych czerwonych oczach. Popiełek żyje jedynie godzinę i przez cały ten czas wyszukuje sobie dobre miejsce, aby złożyć jaja, po czym rozpada się w proch. Jaja te są olśniewająco czerwone i wydzielają silne ciepło. Jeśli jaja te nie zostaną szybko odnalezione i zamrożone odpowiednim zaklęciem – mogą doprowadzić do pożaru. Zamrożone jaja popiełków są cennym składnikiem napojów miłosnych, a zjedzone w całości – dobrym lekarstwem na malarię.

Bardzo mi się spodobał i skojarzyło mi się to z moią rodziną. Na jakby nie patrzeć moja mama mnie urodziła i pozostawiła sama sobie. Nie wychowywała mnie ,więc jestem jak to piskle ,które zyje bez matki. I jest tylko po to ,żeby urodzić kolejne i takie monotomne koło ,ale ja zamierzała być inna. Zamierzałam wykorzystać choć trochę swojego życia. Zamyślona siedziałam koło stosu książke i czytałam o tych biednych ,samotnych i pozostawionych samych sobie. Czytałam jakby o sobie. I o swoim życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz