Chodziłam nerwowa w tą i z powrotem po Pokoju Wspólnym. Co ja mam robić.
-To już niedługo, już niedługo-mamrotałam
Szybko
po schodkach wparowałam do swojego Dormitorium potykając się o próg.
Zaklnęłam w duchu i padłam na kolana przed łóżkiem wyciągając z pod
niego szkatułkę. Porwałam z niej kilka galeonów i syki. Zamarłam i
zaczęłam się tępo patrzeć w forse. Co ja miałam zrobić? Aaaa...Pojawił
się pewien problem. Pacnęłam się wewnętrzną stroną ręki w czoło. Jak ja
jej coś kupię jak nie ma wyjścia do Hogsmeade? Spochmurniałam. Po chwili
do mojego pokoju wpadło kilkoro chłopaków. Bardzo dobrze ich znałam.
Zostali ochszczeni prymitywną nazwą bandy : Huncwoci.
-Te Ruda...-sapał Syriusz jakby przebiegł mile-...Niedługo urodziny Madi.-mówił opanowując się ( w miarę możliwości )
-Boże widzisz a, nie grzmisz-mruknęłam do siebię.
-Co jej kupić?-spytał James. Po chwili do mnie coś dotarło.
-Zaraz zaraz. Już źli nie jesteście?-spytałam triumfalnie
-Pomysleliśmy że to już nie ma sensu no i brakuje nam ciebie-dodał Peter
-Ooooo moi chłopcy-uśmiechnęłam sie wstajac i ich naraz przytuliłam
-To jak zawieszenie broni?-spytał Remus
-Zawieszenie broni.Do rozejmu jeszcze nie dojżaliście-zaśmiałam się
-No więc co z prezentem?-spytał Syriusz
-Mam pewien pomysł ale jak dostaniemy się do Hogsmeade?-spytałam
-Huncwoci zawsze znajdą jakiś sposób-odpowiedział szarmancko James
W tym momęcie ucieszyłam się zę to koniec warczenia na siebie. Jednak dobrze jest mieć przy sobie Huncwotów.
-Ała!Nadepnąłeś mi na nogę!-warknęłam
-Przepraszam-mruknął Peter
-Weście różdżki zapalcie-dodał Remus
-Idziemy przez ten tunel 10 minut a, ty dopiero nam o tym mówisz?!-warknął wściekły Syriusz
Postąpiliśmy
zgodnie z uwagą Lupina. W końcu dotarliśmy do wioski. Postanowiliśmy
się złożyć na prezent. Wspólnie przy Kremowym Piwie ustaliliśmy co
kupimy Madi. Kupiliśmy jej ów przedmiot z nadzieją że jej się spodoba.
Poszlajaliśmy się jeszcze po wiosce rozmawiając. Przy okzji wpadliśmy do
Zonka po słodyczę na imprezę. Wróciliśmy gdy mieliśmy już naprawdę
wszystko. W Dormitorium chłopców panował ogromny nie ład ( jak zwykle ).
Syriusz wysłał mnie i Petera po Ognistą Whisky a, oni pochowali
słodyczę i prezent. Niedługo miała być kolacja. Postanowiliśmy zachować
pozory i nie spóźnić się. Szybko schowaliśmy % i inne soczki dajace kopa
i ruszyliśmy na kolację. Ciągle rozglądałam się za Madi. Przy jej stole
nie było jej. Modliłam się w duchu aby nie siedziała przy stole domu
Salazar'a Slytherin'a. Moje modlitwy do Zeusa i innych z wielkiej
dwunastki.
-Chyba Madi ma nowe towarzystwo-mruknęłam załamana
Chłopaki spojżeli w stronę stołu Ślizgonów.
-No nie-mruknął James
-Ej słuchajcie może źle to interpretujemy- żakł Remus po kolacji gdy siedzieliśmy w ich dormitorium
-Co tu
źle rozumieć?Trzasnęli ją oszałamiaczem i szantarzują.-oznajmił nieźle
wkurzony Syriusz. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Mówił o
Ślizgonach tak jakby miał im nogi powyrywać z...z tąd gdzie plecy
kończą swoją szlachetną nazwę i siłą z powrotem powsadzać. Ale
jednocześnie martwił się o Madi. On zawsze taki był. Martwił się o
swoich bliskich. Wcale mu sie nie dziwię. Też tak reagowałam
-A, może ona robi to z własnej woli?-spytał Peter
-Nie
bądź śmieszny Peter nie zrobiłaby tego dobrowolnie-prychnęłam
rozjuszona. Chociaż ta myśl przemknęła mi przez głowę. Ostatnio zaczął
za nią łazic ten cały Severus. On zadaje sie z resztą tych...No z resztą
Ślizgońskich gnid. W każdym razie nie mamy pojęcia co o tym
myśleć.-Mimo wszystko to dalej nasza Madi!-zawołałam wstajać z łóżka
James'a.
-A, jeśli nie?-spytał cicho Remus
-Nawet
mi się nie waż tak mówić Remus'ie John'ie Lupin'ie!-zagroziłam mu
palcem z złowrogą miną.-Nie wolno nam tak mówić-dodałam już łagodniej.
Byłam przygnębiona myśłą Madi zadającą się ze Ślizgonami. Usiadłam
zmarnowana obok Remusa modląc się aby to nie było prawdą
-Będzie
dobrze-powiedział nieśmiało przytulając mnie. Miałam taką nadzieję.
Zawsze gdy coś sugerował tak było. Musiało tak być. Ustaliłam sobie za
punkt honoru aby spytać o to Madi. Spyta o to co się dzieje...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz