poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 22 "Pożegnanie." - Madi

Czerwnoe słońce dobiłao się przez okno i nachalnie pchało w oczy.  Wstałą zauwazyłam ,że jestem sama z Welly. Nasuwały mi się pytanie gdzie inne dziewczyny ,ale chcąc udając niewzruszenie z ich niebytu nie zapytałam. Wstałam tylko i zaścieliłam łóżko. Już otworzyłam drzwi od klatki mojej Nani i szukałam jej wzrokiem po łóżku. 
- Nani ! - krzykłam ,zadlądając pod poduszę i koudrę. - NAAANI ! - krzyknełam ponownie ,zaglądajac pod łóżko. Nie chciałam się się porozumiewać z Welly ,ale to była konieczność. Chodziło tu o moją myszkę. 
- Nie widziałaś mojej myszuni Nani ,Welly ? - zapytałam z błogim wzrokiem. 
- Tego szczura ? - zapytała Welly.
- Myszka. - spojrzałam na nią ironicznie. 
- Przed chwilą jakiś szczur wybiegł z naszej sypialni. - uśmiechneła się wskazując na drzwi ,tak jakbym nie wiedziała gdzie one są. A mogło być tak ,że wybiegła ponieważ drzwi byly leciutko uchylone. Warkłam szybko na Welly i wyleciałam w piżamie schodami na dół. Ku mojemu szczęściu nie było nikogo innego w Wspólnym Pokoju opruch Purffeny czytająca jakiś magazyn dla czarownic. Upadłam na podłogę i szukałam oczami Nani. 
- Szukasz czegoś ? - zapytała Purffena.
- Szukam Nani. - warkłam pośpiesznie i biegałam po pokoju.
- Oo wyszła z Hellen ,znaczy Hellen poszła do kuchni po szklanę wody i pisła ,że jakiś szczur przebiegł jej pod nogami. 
- To mysz ! - krzyknełam i wybiegłam na korytaż. Stanełam na srodku schodów i nie wiedziałam gdzie mam iść. nani mogła wszędzie pobiec. Odruchowo pobiegłam do wiezy Gryfonów. Hasło dobrze znałam iż Kasja opowiadała mi o wszystkim. Nawet ,że zmieniła skarpetki ,albo ,że jej tata napisął źle swoie imię w najnowszym liście. Pobiegłam do sypialni Huncwotów iż na Kasję nie liczyłam , w niczym by mi nie pomogła. Wbiegłam i krzykłam stając na środku ich sypialni.
- Wstawajcie i pomużcie mi ! 
Remus tylko wyją głowę spod kołdry i zapytał.
- Co ty tu ... ? 
- Pomóżcie mi znaleść NANI ! - upadłam na kolana. Nagle Peter wstał i podniusł mnie na nogi i zanius mnie na łóżko Remusa ,który właśnie zapinał swoją koszulę. Nagle zauważałam ,że łużko Syriusza zaczeło być podejrzanę. Podeszłam do jego łóżka ,odkryłam nerwowo jego kołdrę. Naglę zauwazyłam Syriusza. Był wtedy...jego twarz nie była w pełni gładka ale przystojna i roześmiana. 
- Czego tu szukasz ? zapytał zdziwony Syriusz. 
- Twojego rozumu. - odburkłam i zaczełam tłumaczyć Huncom o co chodzi z Nani , i że nie mogę jej znaleść. 
- Do śniadania już się znajdzie. - zapewnił mnie Remus tulą nieśmiało. Tak ,że poszułam się trochę pewniej. 
- Ładna piżamka. - wyśmiał mnie James. Spojrzałam na niego ironicznie.
- A znudziło Ci się oddychanie prostym nosem ? - warkłam na niego i wybiegłam szybko z wieży Grfonów i pobiegłam do swojego Dormitorium nikogo nie było. Przebrałam się w coś z wieszku i poszłam się umyć. Następnie niezwłocznie pobiegłam do lochów. Stanełam przed kamienna ścianą. I powiedziąłam niezbyt głośno. 
- Zawsze Czyści. 
Ściana otworzyła się ,a ja wparowałam powoli do ich Pokoju Wspólnego. Kominek powoli wygasał ,a szukałam Sypialni Severusa. Moje szczęście nie okazało się za bardzo dzisiaj trafne. Weszłam do sypialnie Tom'a Riddla. 
- Oj wybacz. - zamierzałam już wyjść kiedy już poczułam rękę Tom'a. 
- Wiesz pierwszy raz ciesze sie z któregoś z nie Ślizgonów ,którzy wtargneli bez pytania do mojej sypialni. 
- Jestem pierwsza ,prawda ? - zapytałam nieśmiało ,macając już klamkę. 
- Owszem. Powiesz mi jeszcze co dodoałaś do Eliksiru Euforii ,aby skutki uboczne były nieodczuwlne.
- Zaraz ,zaraz. - póściłam klamkę. - Skąd wiesz ,o Elisirze? - zapytałam mierząc go wzrokiem po ubłocone buty ku jego bujnych włosów. 
- Dziewczęta Ci nie powiediząły dla kogo ten eliksir? -odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Nie... - zamysliłam się. - On był dla Ciebie... 
- Owszem. Więc odpowiesz mi na pytanie ? Ja na twoje odpowiedziałem... - uśmiechnął się 
- Miętę. - wybiegłam zakykając prędko zamykając za sobą dzrzwi. Bardzo mi ulżyło. Wewszłam do kolejnej sypialni. W niej leżał Lucjusz i Rudolf ma dywanie pośrosku. 
- Wybaczcie. - już miałam wyjść ,ale i ci mnie zatrzymali.
- Co ty tu robisz ? - jęknoł Lucjusz.
- Sorry idę do Severusa i nie mogę znaleść jego sypialni. 
- Następna. - warknoł Rudolf nie zaszczycając mnie spojrzenie.
- Dzięki. - burknełam na nich i wyszłam. 
Szybko weszłam do kolejnej sypialni. Ta jednak się okozała jednak trafna. Severus siedział na łóżku wczytany w jakiś tomisko. Zerknoł na mnie spoza jego gęstych włosów. I zapytał.
- Co ty tu robisz?
- Chciałam się wyżalić.  - usiadłam kołoniego na łóżku. Spoglądłam na niego ,a on na mnie. 
- Więc o co chodzi ? - 
- Nani mi uciekła. - powiedziałam rozżalonym tonem głosu. 
- Twoja myszka ? 
- Tak. - zdziwiona była ,że spośród tylu ludzi tyko od odróżnił je od zwykłych szczurów.
- Oj Madi ,jeśli chcesz mogę pomu Ci w szukaniu Nani. - położył swoje tami ,a ja położyłam na niego głowę. 
- Nie Huńci ... znaczy ... Gryfni mi pomogą. - powiedziałam z niepokojem.
- Madi , nie musisz przy mnie udawać. Nie powiem ani Belli ,ani Cyzi ,ani Lucjuszowi. 
- Really ? - spłytam mamrotajac.
- Oczywiście ,Madi. - przybliżył się bardzo blisko ,usta ułożył do pocyzji całusa. Ja zrobiłam to samo , niestety przerwała nam Bella ,która zaczeła drzeć ryja. 
- Przestanicie się misiać idziem na śniadanie. - dgrneliśmy z Sev'em i wstaliśmy z łóżka. Do Wielkiej Sali nikt już nas nie kometnował ,a Severus spokojnie móg mnei trzymać za dłoń. Czułam się bosko. 
Na śniadaniu nałożyłam sobie placka wysmarowałam do sosem z pieczarek. Severus jadł owsiankę to samo co inni. Bella mieliła powoli żarcie i była wściekła na Andromedę. 
-Uspokuj się ,Bello. - nalegała Narcyza. 
-Cyziu ,ale jak tak można. - burkła Bellatrix.
- A o co Wam chodzi. - zapytał Lucjusz popijajac wodą owsiankę. 
- Androeda podobno pisze listy z mugolakiem. - powiedziała powoli Cyzia. 
- Rozumiem. Zdrada krwii. - warknął Lucjusz. Siedzieliśmy w zupełnej ciszy przez jakiś czas ,aż Bella zaczeła.
- Nie rozumiem szlam. - mamrotała nadal wściekła.
- Dobrze ,że ty Severusie miałeś takie szczęście ... - dodał Lucjusz. 
- A ty Madi , miałaś takie szczęście? - spytała Cyzia.
Burkłam tylko coś pod nosem i powiedziałam na ucho Severusowi. 
- Ja musze iść. - i dałam mu prostego buziaka w policzek i wybiegłam. Z Wielkiej Sali ledwo co wyszłam ,a już zaliczyłam kolejnego którego zaliczyłam. Był niem Shaman. 
- O nie przepraszam. - zakryłam twarz rękoma bo czułam ,że zrobiłam się czerwona ze wstydu. Słyszałam tylko kroki koło mnie i ktoś dotknoł moich rąk i odsłonił mi twarz uśmiechając się ,tak jak on to tylko podrafił.
- Spokojnie. - powiedział po chwili Sha.
- Naprawdę nie chciałam. - znów zakryłam rękoma ryj.
- W chowanego się nei bawimy więc odłoń twarzyczkę. Ty jesteś McAvccioo ? Prawda ? - uśmiech nie zchodził mu z twarzy.
- Owszem. - odłoniłam twarz ,ale zamknełam oczy. Niechciałam patrzać na niego ,bo miałam wrażenie ,że się zaraz w nim zakocham. 
- Tak ,a gdzie Twoja kumpelka ,także znajoma Czu. - zapytał mrugając oczkiem.
- Oko Ci dziwnie lata. - burkłam. - I jaka znajoma ? - zamyśliłam się. 
- Kasia , Katarzyna , czy jakoś tak. - zaśmiał się Shaman.
- Kasja. - zachichotałam. 
- Nom , nom. Jedno i to samo. Dzisiaj wyjeżdżamy i ciesze się na wpadłaś na mnie bo chciałam ,abyś wzieła to. Wyciągnoł mały kawałek papieru ,a na nim.

Sha & Czu.
Masz głos ? Odezwij się. 
Telefon : 3718427890

- Zadzwonie na pewno. - uśmiechnełam się ,a dopiero później coś do mnei dotarło. - Czemu tak szybko wyjeżdżacie.
- Jakiś powalony kolo napisał ,ze ma głos. ALe mi się wydawało ,zę sepeni. - uśmiechnął się. - Może chciała byś nas odprowadzić do ekspresu Hogwart-Londyn.
- Nie wiem czy dam radę. - spojrzałam smutnie na posadzki. - Ale postaram się.  
- Jak coś to o 15 na dziedzinicu. - rzekł i odszedł. 

I postanowłam wrócić na chwilę do Wielkiej Sali. Starałam się wejśc niespotrzeżona przez stół Ślizgonów. Podeszłam do Kasji która całe usta i poliki ,a także nos umazana sosem piczerkowym.
- Madi ! - krzykła na mój widok.
- Usisz się kretynko. - warkłam na nim i zatkałam ją gruszką. - Posłuchaj dzisiaj o 15 na dziedzińcu. Przyjdź na pewno. Ok ?
A ona tylko potakiwała głową na "Tak" , tylko tyle podrafiłą z gier kalambury. Wyszłam niespostrzeżana z jadalni. I poszłam się przyszykować.


Jak zawsze byłam przed czasem i czekałam na wszystkich. Zauważyłam pędzącą Kasje. Podbiegła do mnie.
- O co chodzi ? - zapytała wżerając babeczkę.
- Odprowadzamy Shamana i Czu. 
- A kto to ? - zapytała wypluwając polowę zawartości swoich ust. Tak... 3 tygodnie bez lekcji z nimi ,a ona już o nich zapomniała. 
- Zastępcy pani profesor McGomagall. - rykłam.
- Aaa ! - kosiła babeczkę dalej. Czkeliśmy na Shamana i CZU ... -ba. Kasja siedziała chicho i wyciągneła kolejne babeczki z torby. Nie musiałam patrzeć na drzwi ,żeby wiedzieć kiedy idą. Patrzałam cały czas na Kasję ,a ona nagle ona wypluła babeczkę. Czyli wiadomo wtedy ujżała Sha i Czu. 

Cała droga mineła ciągłymi wypuchami śmiechu ,aż usiedliśmy na ławce w Hogesame czekając na pociąg. 
- Więc ... - zaczoł tempo Shaman. - Jakie macie ksywki. 
- Nie mam , nie szukam. - dodała szybko Ksja iż obiecała mi ,że huncwoci jaj nadadzą 'tytuł'.
- Także nie mam. - mruknełam.
- A mogę Ci nadać. - zaptrał Czu. 
- Jasne. - markotałam. 
- Więc ... jakieś takie ,że jak bedziemy nagrywać to żeby pasowało ... - śmichnął się Shaman. - Sha i Czu ft. Madiśka... Nie... Masiusia... Nie ... Mania... Czekja ,albo cos na S... Sha i .... SHOO !
- Mi się podoba. - jęknoł Czu.

I tak pierwszy raz nazwali mnie "Shoo" , o po ang oznacza "A krzysz." , ale na szczęście tylko Kasja to usłyszała no i Shaman i Czu... A tak to jestem zwyczają Madi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz