poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 24 "Hipogryf." - Madi

Był środek miesiąca października. Z chodziłam już na śniadanie. Na szczęście z moją Nani w kieszonce. Nani znalazła się jakoś zaraz ,kilka dni po moich urodzinach. Znalazł ją Rubeus Hagrid p gajowy w Hogwarcie. Dzisiaj po śniadaniu mieliśmy mieć z nim zajęcia ,iż zastępował profesora Kettleburn'a i miał mieć z nami lekcje w terenie.
Weszłam do Wielkiej Sali. Ślizgoni spojrzeli na mnie ciekawsko. Ja spojrzałam na stół Gryfonów - nie było Hunców ,ani Kasji. Pokazałam Severusowi i jego znajomym ,że siadam przy swoim stole. Usiadłam ,nalałam  sobie soku dyniowego. Postanowiłam dzisiaj spożyć owsiankę. - ostatnio miałam na nią chandrę. Wielka Sala była juz pełna. Pani profesor McGomagall zaczęła na uciszać, chciała coś powiedzieć.
- Niedługo Halloween. Więc czas zacząć pierwszy bal w tym semestrze. Będzie to skromny bal ,i nie chodzi tu tylko o niego. Chodzi o konkurs na najlepsze przebranie. Wygrana ? To niespodzianka. - uśmiechnęła się.
Sala zaczęła huczeć. Wszyscy wymieniali się zdaniami co ubiorą. Jedynie co przyszło mi do głowy ,że pierwsze miejsce mogłaby zająć bez problemu Kasja. Jest metamorfomagiem. Może zmieniać swoją postać kiedy chce. Jest to dość ironiczne. Ponieważ gdy Kasja się złości ma bardziej ogniste włosy ,a gdy jest chora czy przeziębiona robą się jej siwo-niebieskie. Z jednej strony to przydatne ,ale jak już powiedziałam "to dość ironiczne." , nie zawsze się nad tym panuje. Spojrzałam za siebie. Severus siedział wpatrzony w moją osobę. Uśmiechnął się gdy ja się odwróciłam. Zaczęłam grzebać po torbie. Wzięłam kawałek jakiegoś papieru i pióro. Zamoczyłam w atramencie. Zaczęłam pisać po papirusie.


" serce Severus S. // Spotkajmy się po obiedzie na błoniach. (Madi). " 

Złożyłam ładnie kawałek papieru w różę. Wyciągnęłam różdżkę ,machnęłam ją i przeciągnęłam karteczkę w kształcie róży na stół Ślizgonów. Odebrał ją Severus. Zaczął czytać. Uśmiechnął się i zgodził się-przyjdzie. Zaczęłam jeść owsiankę ,co jakiś czas popijałam ją sokiem dyniowym. Wracając do kostiumu pomyślałam ,że mogłabym się zasugerować wsparciem Helleny , Purffeny i Welly. One zawsze chodzą "odpicowane" po szkole. Spojrzałam na ich miejsca. Były puste. Siedziała tylko przygnębiona Welly dzióbiąc jakąś pacikę. Podeszłam do niej z dobrymi zamiarami. Usiadła naprzeciw niej.
- Wiesz ,spróbuj czymś popijać ,zawsze lepiej smakuje. - zaczęłam dość z zabawnej strony. Próbowałam ją rozchmurzyć. - Gdzie Hellen i Purffena ? - zapytałam w końcu. A ta wydała się bardziej rozgniewana.
- On je zabrał... - wyszeptała w końcu złamanym głosem.
- Kto ? - zapytałam dość dociekliwie ,a ta nie odpowiadała. W końcu dodałam. - Będę Ci mogła pomoc tylko wtedy ,gdy będę wiedziała o co chodzi. - odparłam otuchą
- On je zabrał ,Tom. Chciał coraz więcej eliksiru ,i więcej ,i więcej.
- Uzależnił się . - dodałam uciszonym głosem.
- W końcu Hellen i Purffena chciały mu odmówić i umówiły się z nim w zakazanym lesie. Od tamtej pory ich nie było. Od wczoraj.
- Po co tam poszły ? - zapytałam pytając dociekliwie o każdy szczegół.
- Umówiły się z nim tam ,aby mu domówić. Nie chciały już przyrządzać Eliksirów.


Od tamtej "pogawędki" z Welly zastanawia, się o co chodzi Tomowi. Na razie nie mam czasu się zastanawiać nad tymi rzeczami ,mam jeszcze lekcje i treningi Qudditcha. Nie rozerwę się. Zmierzałam już na błonie. Mieliśmy dziś zajęcia z Rubeusem Hagridem zastępował profesora.
- Dziś mam coś dla was ekstra ,Holibka. - zaczął Hagrid. Nie za bardzo lubiałam lekcji z Gryfonami , ponieważ Huncwoci (oprócz Remusa) przeszkadzali mi na lekcji. Rubeus mówił dalej.
- ... Ma mniej więcej takie same rozmiary co koń. Posiada głowę, przednie kończyny i skrzydła orła oraz tylne kończyny i zad konia. Wie ktoś co to ? - zapytał.
I w tym momęcie zgłosiły się trzy osoby : Ja i Remus i .... Kasja ?
- Więc proszę panno Estollar... - zachęcił ją Rubeus.
- Więc to stworzenie to ELEKTONICZNY-konio-warkoto-mysio-tauzor. Występuje w MOGOLI ,to jest pomiędzy Chinami ,a Polską i Madagaskarem. Stolicą MOGOLI jest Honolulu.
Klasa poszła w brecht ,włącznie ze mną i Remusem. Później udzieliłam poprawnej odpowiedzi i mogłam oczy w oczy spotkać się z Hipogryfem. Wiedziałam jak się z nimi postępować , więc ukłoniłam się o czekałam na odwzajemnienie. Niestety ten zaczął mnie atakować wbił we mnie swoje szpony. Bolało ,a ja jęczałam. Zaczęłam uciekasz , ten zaczął gonić mnie. Zachowałam się za drzewem słyszałam coraz bliższe jego kroki ,a powoli machnęłam różdżką przed siebie.
- Accio Kometa. - nagle w moich dłoniach pojawiła się moja miotła. słyszałam Hipogryfa już na moim drzewem . Wychyliłam się i krzyknęłam .
- Avis ! - i poleciałam na miotle. wzbiłam się już nad Zakazanym Lasem. Odwróciłam się. Zauważyłam ,ze Hipogryf nadal za mną leci. Był coraz bliżej. W końcu był tak blisko ,że tylko jedno machnięcie szponem ,a ja leżałam na ziemi. Obudziłam się na drugim piętnie w skrzydle szpitalnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz