" Śnił
mi się las. Ciemny dębowy las. Miałam wrażenie ,że słyszę coś wokół
siebie. Tęgie gałęzie drzew zaczęły chlastać w tą i z powrotem. Wstałam z
grubej warstwy liści koloru szkarłatnego. Rozejrzałam się dokładniej.
Zawiał wiatr. Wszystkie moje włosy 'wpadły' mi na twarzy uderzając razem
z piachem. Czułam ,że coś wpadło mi do oka. Moje oko zaczęło łzawić.
Usiadłam opierając się o drzewo , było mi zimno i nie przyjemnie.
Zżerały mnie nerwy. Łzy z oka powoli spływały po moim mroźnym policzku. W
końcu poczułam ulgę. To co miałam w oku ,wydostało się. Lekko mi
ulżyło. Jednak nie za dużo mi to pomogło. Oparłam się twardo o gruby
dęb. Oparłam głowę i marzyłam tylko ,aby sen dobiegł końca ... Na marne.
Nagle straciłam czucie ,że opieram się o drzewo. Upadłam na płachtę
liści. Spojrzałam w niebo które było coraz ciemniejsze. Kiedy upadłam
pode mną była jakaś gałązka ,która pod moim ciśnieniem musiała pęknąć.
Rozległ się tylko trzask ,a z koron drzew wyleciał czarne jak noc
,kruki.
- Czemu nie mogę być jak one ? Czemu nie mogę po prostu odlecieć ? - zaczęłam dramatyzować. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie ,że już wstaje z mojego miękkiego łóżka , w moim domu. Byłam tam samotna ,tak jak byłam i w tym lesie ,ale tam przy najmniej było przytulnie. Nagle poczułam ,że na moim policzku ,włosy. Nie były to moje włosy. Wystraszyłam się. Otworzyłam prędko oczy. Ujrzałam czarnowłosą postać klęczącą przede mną. Oczy miała także ciemne jak Severus ,ale jej były mroczniejsze. W jej oczach widziałam sporo nienawiści ,zła. Nie spodobało mi się to. Ta nachyliła się bardziej nade mną i głowię skierowała w stronę uszu. Zaczęła szeptać.
- Ty jesteś jak te ptaki. - poczułam nieprzyjemny jej zimny oddech. Czerwone ,praktycznie krwiste jej usta odsunęły się od moje postaci. Odwróciła się ,ja przechyliłam delikatnie głowę , by ta tego nie spostrzegła. Miała długa czarną suknię. Widoczne ledwo co obcasy. Głowę jednakże przysłonił czarny siatkowany welon. Ta nagle klękła na jeno kolano. Z pleców zaczęły jej wydostawać się potężne czarne skrzydła. Zaczęła nimi machać. Liście wokół niej zaczęły lewitować w powietrzu i kręcić się wokół niej. Ta nagle uniosła się i zgubiłam ją wzrokiem w gęstwinie lasu. "
- Czemu nie mogę być jak one ? Czemu nie mogę po prostu odlecieć ? - zaczęłam dramatyzować. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie ,że już wstaje z mojego miękkiego łóżka , w moim domu. Byłam tam samotna ,tak jak byłam i w tym lesie ,ale tam przy najmniej było przytulnie. Nagle poczułam ,że na moim policzku ,włosy. Nie były to moje włosy. Wystraszyłam się. Otworzyłam prędko oczy. Ujrzałam czarnowłosą postać klęczącą przede mną. Oczy miała także ciemne jak Severus ,ale jej były mroczniejsze. W jej oczach widziałam sporo nienawiści ,zła. Nie spodobało mi się to. Ta nachyliła się bardziej nade mną i głowię skierowała w stronę uszu. Zaczęła szeptać.
- Ty jesteś jak te ptaki. - poczułam nieprzyjemny jej zimny oddech. Czerwone ,praktycznie krwiste jej usta odsunęły się od moje postaci. Odwróciła się ,ja przechyliłam delikatnie głowę , by ta tego nie spostrzegła. Miała długa czarną suknię. Widoczne ledwo co obcasy. Głowę jednakże przysłonił czarny siatkowany welon. Ta nagle klękła na jeno kolano. Z pleców zaczęły jej wydostawać się potężne czarne skrzydła. Zaczęła nimi machać. Liście wokół niej zaczęły lewitować w powietrzu i kręcić się wokół niej. Ta nagle uniosła się i zgubiłam ją wzrokiem w gęstwinie lasu. "
Obudziłam
się prędko. Byłam już w swoim dormitorium. Kilka dni temu wyszłam ze
skrzydła szpitalnego. Rozejrzałam się po pokoju. Welly nie było - ten
fakt wcale mi nie pomógł. Spojrzałam na łóżko , na nim była masa liści
,takich samych jak w tym lesie z mojego koszmaru. Zaczęłam dramatyzować.
Nie rozbawił mnie fakt ,że Nani dobrze bawiła się wśród liści. Jej
szczęście było dla mnie ważne ,ale to co przeżyłam było niewiarygodne.
Przemyślałam to co widziałam. Widziałam uskrzydloną kobietę ubraną
mrocznie. Biorąc też pod uwagę ostatnie wydarzenie typu 'Goniący
Hipofryf' też były dziwę. Remus opowiadał mi w skrzydle szpitalnym.
Próbowałam sobie przypomnieć ,aż w końcu postanowiłam sama go jeszcze
raz zapytać. Przebrałam się i wzięłam torbę z kilkoma liśćmi na dowód.
Wyszłam powoli z dormitorium , z chodziłam krętymi schodami ,aż weszłam
do Pokoju Wspólnego. Było jeszcze wcześnie rano. Słońce dopiero
wstawało. Przystanęłam na chwilę. Spoglądałam to na design pokoju i na
cudny widok wschodu słońca. Łukowe okna przedzielały ściany obwieszone
błękitno-brązowymi jedwabnymi tkaninami ,a w tle okna czerwone promienia
słońca.
Popędziłam
szybszym krokiem z Zachodniej wieży Ravenclaw na siódme piętro wieży
Wschodniej Griffindor’u. Miałam nadzieję ,że wszystko to co poukładałam
sobie w głowie nie było prawdą. Moim zdaniem to co widziała w śnie ,ta
zjawa zabiła w mugolski świecie moich rodziców i służbę ,a teraz chce
dopaść mnie ,ale nie byłam pewna co chciała mi powiedzieć przez "Ty
jesteś jak te ptaki." zdawało mi się ,że to może być pozór tego ,że nie
mam rodziców ,a ptak może oznaczać wolność. Jednak ,że mogłam się mylić.
Z wróżbiarstwa miałam dobre oceny ,ale nie byłam orłem. Nie za bardzo
kręciło mnie odczytywanie przeszłości z herbacianych fusów lub gapienie
się w szklaną kulą.
Gdy
dotarłam weszłam prędko do dormitorium ,ale nie chłopców tylko
dziewcząt , najpierw musiałam skonsultować się Kasją. Weszłam do pokoju.
Podeszłam do jej łóżka.
- Kasja ! Wstawaj. - zaczęłam ją szturchać.
- Poszłam spać 20 minut temu. - mruczała.
- Piłaś z Huncwotami ?
- Mhmmm. Mam kaca ,daj mi spokój.
- Oj ,wstawaj. Musisz mi pomóc.
- Wieże w Ciebie. Dasz sobie radę. - mamrotała.
- Żeby okłamywać przyjaciółkę ? - spojrzałam na nią z definitywnie złym spojrzeniem. Ta zaczęła się kręcić w łóżku. Wyglądało to jakby wstawała.
- Okej , bądź za 10 minut u Hunców. - powiedziałam wychodząc.
- NIENAWIDZĘ CIĘ ! - zaczęła się drzeć.
- Ja siebie też. - zażartowałam ,choć moje życie nie zmierzało przechodzić drogą 'szczęścia'.
- Kasja ! Wstawaj. - zaczęłam ją szturchać.
- Poszłam spać 20 minut temu. - mruczała.
- Piłaś z Huncwotami ?
- Mhmmm. Mam kaca ,daj mi spokój.
- Oj ,wstawaj. Musisz mi pomóc.
- Wieże w Ciebie. Dasz sobie radę. - mamrotała.
- Żeby okłamywać przyjaciółkę ? - spojrzałam na nią z definitywnie złym spojrzeniem. Ta zaczęła się kręcić w łóżku. Wyglądało to jakby wstawała.
- Okej , bądź za 10 minut u Hunców. - powiedziałam wychodząc.
- NIENAWIDZĘ CIĘ ! - zaczęła się drzeć.
- Ja siebie też. - zażartowałam ,choć moje życie nie zmierzało przechodzić drogą 'szczęścia'.
Kilka
naście minut później byliśmy wszyscy w sypialni Jamesa , Remusa ,
Petera i tego , jako on miał ,a no Syriusz. Wszyscy usiedliśmy w
kółeczku. Ja zaczęłam nawijać pośród śpiącymi jak ksiądz między
'wiernymi'.
- Więc powiedz mi Remusie o co chodzi z tymi Hipogryfami ,czemu mogły mnie zaatakować ?
-
Naprawdę to nie wiem czemu to Hipogryf zrobił. Zrobiłaś wszystko co
należy. Jesteś dobrą dziewczyną ,więc nie mam pojęcia. Hipogryfy to
naprawdę dumne stworzenia. Cenią sobie klasę. Nie chodzi tu oczywiście o
status krwi ,a o maniery. A na Twoje ,na pewno nie można narzekać. -
tłumaczył sennym głosem Remus ,od którego nie była tak czuć alkoholem
,jak od Kasji.
- Więc czemu mnie zaatakował ?
- To nie jest pewne ,wiem ,że w pokoju nauczycielskim od tego szumi na Twój temat. Nauczyciele boja się o tak zdolną uczennicę. Hipogryfy nie atakują nic poza Aniołów. Hipogryfy tępią Anioły ,ale tylko te złe. A nazywają się Czarne Anioły. - dreszcze przeszły mi na samą myśl. Czarne Anioły ? Przecież ? Rodzice ? Oni , nie mogą ? Prawda ? - zadawałam sobie w głowie mnóstwo pytań. NA każde te pytanie nie znajdywałam odpowiedzi. Już nie wiedziałam ,czy dalej śpię. A może? Może to dalszy koszmar. Wtedy zaczął Peter.
- Mówiłaś coś o jakimś śnie. Mów co w tym śnie było?
- Owszem. Byłam tam w lesie ,dębowym. Było tam mnóstwo liści na ziemi ,a dziwne było to ,że korony drzew też były obfite.
- Ciekawe ... - szeptał Peter.- To nie jest pewne ,wiem ,że w pokoju nauczycielskim od tego szumi na Twój temat. Nauczyciele boja się o tak zdolną uczennicę. Hipogryfy nie atakują nic poza Aniołów. Hipogryfy tępią Anioły ,ale tylko te złe. A nazywają się Czarne Anioły. - dreszcze przeszły mi na samą myśl. Czarne Anioły ? Przecież ? Rodzice ? Oni , nie mogą ? Prawda ? - zadawałam sobie w głowie mnóstwo pytań. NA każde te pytanie nie znajdywałam odpowiedzi. Już nie wiedziałam ,czy dalej śpię. A może? Może to dalszy koszmar. Wtedy zaczął Peter.
- Mówiłaś coś o jakimś śnie. Mów co w tym śnie było?
- Owszem. Byłam tam w lesie ,dębowym. Było tam mnóstwo liści na ziemi ,a dziwne było to ,że korony drzew też były obfite.
- Wpadło mi coś do oka ,usiadłam ,oparłam się o jedno z drzew ,a to znikło. Opadłam na plecy łamiąc jakąś gałązkę ,ptaki się wystraszyły i wyleciały. Mówiłam coś później sama do siebie ,że też bym chciała być jak te patki , odlecieć tak po prostu z tego miejsca. wtedy przyszła jakaś kobieta i szeptała mi ,że jestem jak one ... - wszyscy ucichli ,a chwilę ciszy przerwała profesor McGomagall ,która przekazywała wszystkim ,że jutro jest wyjście do Hogesame.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz