poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 27 "Hogsmeade" - Kasja

Ten sen Madi dał mi sporo do myślenia.Bałam się o nią. I bałam się że na następne odwiedziny u Huncwotów zabraknie Ognistej. Ale dziś było wyjście do Hogsmeade. Na moje nieszczęście Madi nie idzie i jestem skazana za Huncwotów. Tak więc po obiedzie ruszyłam z Huncwotami do swoich dormitoriów. Robiło się powoli zimno więc założyłam bluzkę na długi rękaw a, na to bluzę wciaganą przez głowę. Założyłam jasno-błękitne obdarte jeansy i rozwalające się,brązowe trapery. Ukleknęłam przy kufrze ( który przetrzepałam w poszukiwaniu jakich kolwiek ciepłych ubrań ). Podeszłam do lustra. mIałam długie brązowe włosy prawie do pasa z blond końcówkami. Postanowiłam narazie nie używać swoich ,,zdolności,, i samodzielnie zaplotłam sobię kłosa na bok. Sięgnęłam po tusz do rzęs i lekko się nim maznęłam.
-Chyba może być-mruknęłam do siebie.Wzięłam mój portfel po czym schowałam go do małej torebki. Zarzuciłam ją sobię na ramię i ruszyłam do dormitoeium Huncwotów. Ci też chyba byli gotowi. Czemu chyba? Szamotali się w tą i z powrotem a, James latał z gaciami w złote znicze na głowie. Zachiichotałam i usiadłam na łóżku Peter'a przyglądając się tej sytuacji z rozbawieniem
-Jakie szekszy gacie masz Potter-zwróciłam się do niego posyłając mu rozbawiony uśmiech. Ten spojżał na mnie i wyszczeżył te białe ząbki.
-Wieem-odparł i zdjął je po czym schował pod poduszkę.Okeeej...
-Już prawie jesteśmy gotowi!-oznajmił Syriusz chowając kilka cukierków do kieszeni.
-Chyba ich nie weźmiesz?!-spytałam z politowaniem
-A, czemu nie? Czeba je w końcu wyprubować!-wyszczeżył się jak James. Westchnęłąm. Huncwoci ostatnio pracowali nad takimi cukierkami co jak sie je zje zmienia isę kolor skóry,wydłuża się język ewentualnie się wymiotuję.
-Nie sądze aby to był dobry pomysł-pomyślałam na głos opierając się o ręke.
-Oj daj spokuj nic sie nie może stać!-zawołał z eyrzutem Peter
-Nie byłabym tego taka pewna-mruknęłam




Parę minut później już szliśmy w stronę Hogsmeade. Szłam z Huncwotami wesoło gawędząc :
-Mamy już plan na takie kulki co wybuchają i to nieźle! Będą o wiele leprze od tych co sprzedają u Borgy'ego!-zawołał z entuzjazmem Peter
-Cześć!-usłyszałam znajomy mi głos chłopaka o blond włosach
-Cześć Austin!-uśmeichnęłam się-Łaaał-dodałam
-Co się stało?-spytał
-Pierwszy raz nie witamy się na podłodzę-zaśmiałam się
-No tak zawsze na siebie wpadamy-dodał i mi zawturował
-Ekhem-odchrząknął James-Kasjopejo może przedstawisz nam swojego kolegę?-spytał szarmancko James tak że Peter parsknął śmiechem. Zagotowało się we mnie. Moje włosy do połowy zrobiły się jebnoocznie czerwone.
-Pewnie-wycedziłam przez zaciśnięte zęby-To Austin. Austin te debile to Huncwoci. Ten tu o czarne z krzywym zgryzem to Syriusz. Ten obok co wygląd jakby urwał się z zemsty frajerów to James. Ten z inteligentnym wyrazem twarzy to Remus a, on co nie ogarnia to Peter.-przedstawiłam ich
-Cześć-uśmiechnął się do nich życzliwie
-Tak tak...Cukierka?-spytał Syriusz z ,,miłym,, wyrazem twarzy. Oho!
-Nie dziękuję-grzecznie odmówił
-Żałuj-dodał
-Chyba się nie pogniewacię jak wam zabiorę Kasję?-spytał i nie czekając na odpowiedz pociągnął mnie w stronę jakiejś kawiarenki. Postawił mi herbatę ( łaaał szpan galeonem i dwoma knutami ).
-Co tam u ciebie Kasjo?-spytał
-No nic ciekawego.Nic się nie dzieję-mruknęłam
-No a, Bal?-spytał. Prychnęłam
-Bal to jest jakaś masakra. Wszystkie dizewczyny latają od sklepu do sklepu bo nie mogą znales kreacji. I siedzą godzinami przed lusterkami...Co? Z czego sie śmiejesz?!-spytałam patrząc na niego. Ten tylko uśmiechał się i wręcz powstrzymywał by nie wybuchnąć śmiechem
-Opowiadasz o tym jak o końcu świata. I ta twoja mina-Pff palant. Jest niewiedzą.
-Ta śmiej sie śmiej to nie ty bedziesz musiał wysłuchiwać monologu Madi jakie buty założyć do sukienki.-mruknęłam
-Oj nie przesadzaj!A...masz z kim iść?-spytał patrząc na swoje dłonie.
-No nie. Pewnie pójdę sama-uśmiechnęłam sie lekko do swojej herbaty. Ooo ona też się do mnie uśmiecha! Cześć Herbatko!
-To mozę pujdziesz ze mną?-spytał patrząc na mnie wyczekująco. Ej koleś ja tu gadam z moja herbatką a, ty mnie...zapraszasz? Ups
-Emm...Nom...Wiesz. To nie taki zły pomysł-uśmiechnęłam się życzliwie
-Serio?-spytał
-Pewnie-odpowiedziałam
Ten uśmiechnął się jak najszeżej mógł tak tak ładny koperek w zębach.




Był mały problem...Nie miałam kreacji. No tak zaczynam gadać jak te idiotki z tandetnych mugolskich filmów. Przeprosiłam Austina i wysłałam go do Trzech Mioteł gdzie zapewne siedzieli już Huncwoci popijając Kremowe Piwo. Weszłam do pierwszego leprzego sklepu z ciuchami. Zobaczyłam kilka dziewczyn szwędających się między regałami. Ze zdziwieniem spostrzegłam tam..Rose?
-Rose? Błagam cię nie mów że wpadłaś w szał zakupów!-błagałam ją
-Naszczęście nie. Znalazłam se kiecka ładna?-spytała pokazując mi białą postrzępioną kiecke-Będę Gnijącą Panną Młodą-oznajmiła dumnie
-Że mąż cie zostawił to akórat mnie nie dziwi-mruknęłam idąc w regały z ciuchami
-Nie bądź taka!-rzachnęła się
-Ty...Podoba mi się-mruknęłam patrząc na zniszczoną czarną kiecke z gorsetem.Gdyby nie to ze to sukienka i gorset...Jak mus to mus...





Weszłam do Trzech Mioteł od razu spostrzegając Huncwotów.
-Kasja!-zawołał do mnie Peter machając
-Widze was baranie-powiedziałam i usiadłam obok Austina.
-Gdzie masz zakupy?-spytał James
-Pokazałam swoją mała torebkę. Zaklęcie zmniejszająco-zwiększające. Madi mnie nauczyła-oznajmiłam
-Łaaaaaał-powiedzieli jednocześnie nachylając isę nad moją torebką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz