Ten
sen Madi dał mi sporo do myślenia.Bałam się o nią. I bałam się że na
następne odwiedziny u Huncwotów zabraknie Ognistej. Ale dziś było
wyjście do Hogsmeade. Na moje nieszczęście Madi nie idzie i jestem
skazana za Huncwotów. Tak więc po obiedzie ruszyłam z Huncwotami do
swoich dormitoriów. Robiło się powoli zimno więc założyłam bluzkę na
długi rękaw a, na to bluzę wciaganą przez głowę. Założyłam
jasno-błękitne obdarte jeansy i rozwalające się,brązowe trapery.
Ukleknęłam przy kufrze ( który przetrzepałam w poszukiwaniu jakich
kolwiek ciepłych ubrań ). Podeszłam do lustra. mIałam długie brązowe
włosy prawie do pasa z blond końcówkami. Postanowiłam narazie nie używać
swoich ,,zdolności,, i samodzielnie zaplotłam sobię kłosa na bok.
Sięgnęłam po tusz do rzęs i lekko się nim maznęłam.
-Chyba
może być-mruknęłam do siebie.Wzięłam mój portfel po czym schowałam go
do małej torebki. Zarzuciłam ją sobię na ramię i ruszyłam do dormitoeium
Huncwotów. Ci też chyba byli gotowi. Czemu chyba? Szamotali się w tą i z
powrotem a, James latał z gaciami w złote znicze na głowie.
Zachiichotałam i usiadłam na łóżku Peter'a przyglądając się tej sytuacji
z rozbawieniem
-Jakie
szekszy gacie masz Potter-zwróciłam się do niego posyłając mu
rozbawiony uśmiech. Ten spojżał na mnie i wyszczeżył te białe ząbki.
-Wieem-odparł i zdjął je po czym schował pod poduszkę.Okeeej...
-Już prawie jesteśmy gotowi!-oznajmił Syriusz chowając kilka cukierków do kieszeni.
-Chyba ich nie weźmiesz?!-spytałam z politowaniem
-A,
czemu nie? Czeba je w końcu wyprubować!-wyszczeżył się jak James.
Westchnęłąm. Huncwoci ostatnio pracowali nad takimi cukierkami co jak
sie je zje zmienia isę kolor skóry,wydłuża się język ewentualnie się
wymiotuję.
-Nie sądze aby to był dobry pomysł-pomyślałam na głos opierając się o ręke.
-Oj daj spokuj nic sie nie może stać!-zawołał z eyrzutem Peter
-Nie byłabym tego taka pewna-mruknęłam
Parę minut później już szliśmy w stronę Hogsmeade. Szłam z Huncwotami wesoło gawędząc :
-Mamy
już plan na takie kulki co wybuchają i to nieźle! Będą o wiele leprze
od tych co sprzedają u Borgy'ego!-zawołał z entuzjazmem Peter
-Cześć!-usłyszałam znajomy mi głos chłopaka o blond włosach
-Cześć Austin!-uśmeichnęłam się-Łaaał-dodałam
-Co się stało?-spytał
-Pierwszy raz nie witamy się na podłodzę-zaśmiałam się
-No tak zawsze na siebie wpadamy-dodał i mi zawturował
-Ekhem-odchrząknął
James-Kasjopejo może przedstawisz nam swojego kolegę?-spytał szarmancko
James tak że Peter parsknął śmiechem. Zagotowało się we mnie. Moje
włosy do połowy zrobiły się jebnoocznie czerwone.
-Pewnie-wycedziłam
przez zaciśnięte zęby-To Austin. Austin te debile to Huncwoci. Ten tu o
czarne z krzywym zgryzem to Syriusz. Ten obok co wygląd jakby urwał się
z zemsty frajerów to James. Ten z inteligentnym wyrazem twarzy to Remus
a, on co nie ogarnia to Peter.-przedstawiłam ich
-Cześć-uśmiechnął się do nich życzliwie
-Tak tak...Cukierka?-spytał Syriusz z ,,miłym,, wyrazem twarzy. Oho!
-Nie dziękuję-grzecznie odmówił
-Żałuj-dodał
-Chyba
się nie pogniewacię jak wam zabiorę Kasję?-spytał i nie czekając na
odpowiedz pociągnął mnie w stronę jakiejś kawiarenki. Postawił mi
herbatę ( łaaał szpan galeonem i dwoma knutami ).
-Co tam u ciebie Kasjo?-spytał
-No nic ciekawego.Nic się nie dzieję-mruknęłam
-No a, Bal?-spytał. Prychnęłam
-Bal
to jest jakaś masakra. Wszystkie dizewczyny latają od sklepu do sklepu
bo nie mogą znales kreacji. I siedzą godzinami przed lusterkami...Co? Z
czego sie śmiejesz?!-spytałam patrząc na niego. Ten tylko uśmiechał się i
wręcz powstrzymywał by nie wybuchnąć śmiechem
-Opowiadasz o tym jak o końcu świata. I ta twoja mina-Pff palant. Jest niewiedzą.
-Ta śmiej sie śmiej to nie ty bedziesz musiał wysłuchiwać monologu Madi jakie buty założyć do sukienki.-mruknęłam
-Oj nie przesadzaj!A...masz z kim iść?-spytał patrząc na swoje dłonie.
-No nie. Pewnie pójdę sama-uśmiechnęłam sie lekko do swojej herbaty. Ooo ona też się do mnie uśmiecha! Cześć Herbatko!
-To mozę pujdziesz ze mną?-spytał patrząc na mnie wyczekująco. Ej koleś ja tu gadam z moja herbatką a, ty mnie...zapraszasz? Ups
-Emm...Nom...Wiesz. To nie taki zły pomysł-uśmiechnęłam się życzliwie
-Serio?-spytał
-Pewnie-odpowiedziałam
Ten uśmiechnął się jak najszeżej mógł tak tak ładny koperek w zębach.
Był
mały problem...Nie miałam kreacji. No tak zaczynam gadać jak te idiotki
z tandetnych mugolskich filmów. Przeprosiłam Austina i wysłałam go do Trzech Mioteł
gdzie zapewne siedzieli już Huncwoci popijając Kremowe Piwo. Weszłam do
pierwszego leprzego sklepu z ciuchami. Zobaczyłam kilka dziewczyn
szwędających się między regałami. Ze zdziwieniem spostrzegłam tam..Rose?
-Rose? Błagam cię nie mów że wpadłaś w szał zakupów!-błagałam ją
-Naszczęście
nie. Znalazłam se kiecka ładna?-spytała pokazując mi białą postrzępioną
kiecke-Będę Gnijącą Panną Młodą-oznajmiła dumnie
-Że mąż cie zostawił to akórat mnie nie dziwi-mruknęłam idąc w regały z ciuchami
-Nie bądź taka!-rzachnęła się
-Ty...Podoba
mi się-mruknęłam patrząc na zniszczoną czarną kiecke z gorsetem.Gdyby
nie to ze to sukienka i gorset...Jak mus to mus...
Weszłam do Trzech Mioteł od razu spostrzegając Huncwotów.
-Kasja!-zawołał do mnie Peter machając
-Widze was baranie-powiedziałam i usiadłam obok Austina.
-Gdzie masz zakupy?-spytał James
-Pokazałam swoją mała torebkę. Zaklęcie zmniejszająco-zwiększające. Madi mnie nauczyła-oznajmiłam
-Łaaaaaał-powiedzieli jednocześnie nachylając isę nad moją torebką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz