piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 34 "Normalnie , nienormalny dzień." - Madi

Siedziałam razem z Remusem w bibliotece. Razem uczyliśmy się Historii Magii. Remus błądził oczami i kroczył powoli po każdej linijce. Szedł wzrokiem po kolejnej nowej linijce. Ja tym czasem wpatrywałam się w jego. Rozmyślałam. To był mały odpoczynek od czytania. Nie wiarygodne. Życie jest piękne pośród książek.
- To na którym rozdziale już jesteś. – zapytałam odkładając na chwilę książkę.
- Na nastym … - odpowiedział nadal zaczytany.
- Dużo mi to dało. – uśmiechnęłam się ,kopiąc go delikatnie w kolano ,alby odczuł i zaszczycił mnie wzrokiem. Rozgramiające jego miodowe oczu. Wyglądały bajecznie , i wtapiały się w odcień papieru jaką ozdabiał książkę.
- Ta , hehe. – NIE KOP ! – jęknął. – ZGUUUUBIŁEM LINIJKE ! NIE ,JEZUUU !
- Nie dramatyzuj. Moja teściowa nawet tak nie marudzi.
- Teściowa ? – zapytał z niedowierzaniem.
- Tak , tak. Dokładnie to Pani Lupin. – zaśmiałam się podchodząc i zaczęłam czochrać go po włosach i po jego aksamitnej grzywie.
- Od zawsze Chicag być fryzjerem. – spojrzał na mnie.
- Oczywiście. Takie włosy to skarb.
- Aaa. –zaczął. – Severus takich włosów nie ma. Więc wyżywasz się na moich.
- Remusie. – wstałam zagłuszając ciszę biblioteczną. – Nie wiem co naprawdę masz do Severusa. Nie rozumiem , czemu? Co on Ci do cholery zrobił ? – wybuchłam gniewem ,na jedynego rozgarniętego Huncwota. No jeszcze Peter jest w porządku.
- Nic do niego nie mam ,Madi. Ja tylko… zażartowałem. – powiedział ironicznym tonem.
- Taa. – potakiwałam wkładając książki do torby. – Słaby żart , zostaw go tym jak wy się tam nazywacie… innym Huncwotom , tym debilom Jamesowi i temu … no …
- Syriuszowi … ?
- No temu… - złapałam za torbę i już chciałam wyjść z biblioteki. Super. Tłumiłam w sobie tyle … złej energii ,nie powiedziałam Remusowi wszystkiego co chciałam mu wygarnąć ,ale to nie na moje nerwy. Szłam do mojego dormitorium. Wchodziłam już po krętych schodach. Aż weszłam do sypialni. Skoczyłam szybko na łóżko ,byłym łóżku Purffeny , które było najbliżej miejsca spoczynku Welly. Ta czytała coś pod nosem. Nie chciałam jej przerywać ,ale po chwili było mi tak nudno ,że moja wątroba robi sobie PARTY HARD  , więc rzuciłam w nią jakąś skarpetką.
- Łoo… - odrzuciła od siebie ‘torpedę’.
- Co ty prostytutko dajesz ?
- Dupy na pewno nie. – zaśmiała się ,a ona zaraz za mną. Siedziałyśmy jeszcze tak chwilę ,aż będzie godzina kolacyjna.
- Niedługo święta… - mruknęła Welly.
- Owszem. Nie cieszysz się ? – zapytałam.
- Trochę tak. To będą pierwsze święta od kiedy nie ma Hellen i Purffeny. – wspominałam Welly.
- Zawsze spędzaliście razem ?
- Mmmmhm. – warkotała. – Zawsze u Hellen. Miała dość duży dom.
- Ile miał pięter ? Ile okien ? Z czego był wykonany ? Ile miał łazienek ? A ile sypialni ?
- Przesłuchanie ?
- Nie… mugolska spowiedź. – znowu wybuchłyśmy śmiechem.
- Okey ogarniamy się … zaraz kolacja.
- No wiec dobrze. – odparła Welly. Wstałyśmy i poszłyśmy do Wielkiej Sali. 

Usiadłyśmy przy swoim stole. Siadłam tym razem bliżej Welly , by kolejny dzień nie siedziała samotna. Nałożyłam sobie owsianki i zaczęłam ją memłać. Welly nałożyła sobie trzy kasztanowe bułeczki. Po kilku minutach nalazłam sobie i Welly soku. Po czym ta zaczęła dialog.
- Pogodziłaś się ze Syriuszem… ? – i wzięła łyka soku.
- Nie … Wątpię , czy ty takiemu gamoniowi byś wybaczyła… - parskałam.
- Wybaczyła bym… - złapała za kolejną bułeczkę.
- Ale nie jesteś …
- … szlamą ? Nie , nie jestem. Ale no proszę … zastanów się. Takiemu przystojnemu ?
- Hahahahahahaha. – wybuchłam śmiechem. – On jest przystojny ?
- A nie ?
- Dumbledore jest przystojniejszy od niego.
- Żarty robisz ze mnie ?
- Nie… Stwierdzam fakt.

Znowu zaczęłyśmy wcinać. Welly ,dziś miała ochotę na te kasztanowe bułeczki. Ja po owsiance chwyciłam za jakiś dyniowy batonik.  
Ni z stad ni  zowąd stanął przede mną Syriusz.
- Prze … - zaczął.
- Weź mnie nawet nie wprowadzaj w stan gorączkowy. Bo naprawdę nie ręczę za moje pięści odbite na Twoim krzywym zgryzie. – fuknęłam ,a on stał jak osłupiały i wydawało mi się ,że tłumaczy sobie w głowie to co do niego przed chwilą powiedziałam.  Zdenerwowana wyszłam z Wielkiej Sali. Usiadłam na schodach. Zmęczona i zapłakana.  Poczułam jak ktoś siada koło mnie wydawało mi się ,ze to Syriusz jest wciąż taki nachalny… Już zacisłam pięść ,i otworzyłam oczy. Koło mnie siedział Severus. Jego mi teraz było potrzeba. Przytuliłam się bez wahania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz