- To na którym rozdziale już jesteś. – zapytałam odkładając na chwilę książkę.
- Na nastym … - odpowiedział nadal zaczytany.
- Dużo mi to dało. – uśmiechnęłam się ,kopiąc go delikatnie w kolano ,alby odczuł i zaszczycił mnie wzrokiem. Rozgramiające jego miodowe oczu. Wyglądały bajecznie , i wtapiały się w odcień papieru jaką ozdabiał książkę.
- Ta , hehe. – NIE KOP ! – jęknął. – ZGUUUUBIŁEM LINIJKE ! NIE ,JEZUUU !
- Nie dramatyzuj. Moja teściowa nawet tak nie marudzi.
- Teściowa ? – zapytał z niedowierzaniem.
- Tak , tak. Dokładnie to Pani Lupin. – zaśmiałam się podchodząc i zaczęłam czochrać go po włosach i po jego aksamitnej grzywie.
- Od zawsze Chicag być fryzjerem. – spojrzał na mnie.
- Oczywiście. Takie włosy to skarb.
- Aaa. –zaczął. – Severus takich włosów nie ma. Więc wyżywasz się na moich.
- Remusie. – wstałam zagłuszając ciszę biblioteczną. – Nie wiem co naprawdę masz do Severusa. Nie rozumiem , czemu? Co on Ci do cholery zrobił ? – wybuchłam gniewem ,na jedynego rozgarniętego Huncwota. No jeszcze Peter jest w porządku.
- Nic do niego nie mam ,Madi. Ja tylko… zażartowałem. – powiedział ironicznym tonem.
- Taa. – potakiwałam wkładając książki do torby. – Słaby żart , zostaw go tym jak wy się tam nazywacie… innym „Huncwotom” , tym debilom Jamesowi i temu … no …
- Syriuszowi … ?
- No temu… - złapałam za torbę i już chciałam wyjść z biblioteki. Super. Tłumiłam w sobie tyle … złej energii ,nie powiedziałam Remusowi wszystkiego co chciałam mu wygarnąć ,ale to nie na moje nerwy. Szłam do mojego dormitorium. Wchodziłam już po krętych schodach. Aż weszłam do sypialni. Skoczyłam szybko na łóżko ,byłym łóżku Purffeny , które było najbliżej miejsca spoczynku Welly. Ta czytała coś pod nosem. Nie chciałam jej przerywać ,ale po chwili było mi tak nudno ,że moja wątroba robi sobie „PARTY HARD” , więc rzuciłam w nią jakąś skarpetką.
- Łoo… - odrzuciła od siebie ‘torpedę’.
- Co ty prostytutko dajesz ?
- Dupy na pewno nie. – zaśmiała się ,a ona zaraz za mną. Siedziałyśmy jeszcze tak chwilę ,aż będzie godzina kolacyjna.
- Niedługo święta… - mruknęła Welly.
- Owszem. Nie cieszysz się ? – zapytałam.
- Trochę tak. To będą pierwsze święta od kiedy nie ma Hellen i Purffeny. – wspominałam Welly.
- Zawsze spędzaliście razem ?
- Mmmmhm. – warkotała. – Zawsze u Hellen. Miała dość duży dom.
- Ile miał pięter ? Ile okien ? Z czego był wykonany ? Ile miał łazienek ? A ile sypialni ?
- Przesłuchanie ?
- Nie… mugolska spowiedź. – znowu wybuchłyśmy śmiechem.
- Okey ogarniamy się … zaraz kolacja.
- No wiec dobrze. – odparła Welly. Wstałyśmy i poszłyśmy do Wielkiej Sali.
Usiadłyśmy
przy swoim stole. Siadłam tym razem bliżej Welly , by kolejny dzień nie
siedziała samotna. Nałożyłam sobie owsianki i zaczęłam ją memłać. Welly
nałożyła sobie trzy kasztanowe bułeczki. Po kilku minutach nalazłam
sobie i Welly soku. Po czym ta zaczęła dialog.
- Pogodziłaś się ze Syriuszem… ? – i wzięła łyka soku.
- Nie … Wątpię , czy ty takiemu gamoniowi byś wybaczyła… - parskałam.
- Wybaczyła bym… - złapała za kolejną bułeczkę.
- Ale nie jesteś …
- … szlamą ? Nie , nie jestem. Ale no proszę … zastanów się. Takiemu przystojnemu ?
- Hahahahahahaha. – wybuchłam śmiechem. – On jest przystojny ?
- A nie ?
- Dumbledore jest przystojniejszy od niego.
- Żarty robisz ze mnie ?
- Nie… Stwierdzam fakt.
Znowu
zaczęłyśmy wcinać. Welly ,dziś miała ochotę na te kasztanowe bułeczki.
Ja po owsiance chwyciłam za jakiś dyniowy batonik.
Ni z stad ni zowąd stanął przede mną Syriusz.
- Prze … - zaczął.
-
Weź mnie nawet nie wprowadzaj w stan gorączkowy. Bo naprawdę nie ręczę
za moje pięści odbite na Twoim krzywym zgryzie. – fuknęłam ,a on stał
jak osłupiały i wydawało mi się ,że tłumaczy sobie w głowie to co do
niego przed chwilą powiedziałam. Zdenerwowana wyszłam z Wielkiej Sali.
Usiadłam na schodach. Zmęczona i zapłakana. Poczułam jak ktoś siada
koło mnie wydawało mi się ,ze to Syriusz jest wciąż taki nachalny… Już
zacisłam pięść ,i otworzyłam oczy. Koło mnie siedział Severus. Jego mi
teraz było potrzeba. Przytuliłam się bez wahania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz