piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 35 "Uniki" - Kasja

Cały następny dzień unikałam Lupin'a i Black'a. Jeden i drógi wyprowadził mnie z równowagi. Z Potter'em też nie miałam zamiaru siedzieć. A, ze Peter się za mną pałętał to nie moja sprawa. Czy ja mam napisane na czole "Pociesz,przytul,wysłuchaj"?. Niesądzę. Miotałam się po bibliotece mamrocząc coś w stylu :
-Głupi Lupin i jeszcze głupszy Black.
Peter łaził za mną cmokając
-Może źle to zrozumiałaś?-spytał łagodnie wędrując opuszkami palców po swoich brązowych włosach.
-ŹLE ZROZUMIAŁAM?!KRZYCZAŁ NA MNIE!ROZUMIESZ?!On nigdy nie krzyczy...-wrzasnęłam opamiętając się w porę. Pani Pince minęła nasz dział posyłając nam wrogie spojżenia
-No okej,okej no ale...Nie sądzisz że on musiał to zrobić?-spytał Peter czując się jeszcze bardziej spięty.
-Peter...NIE DENERWUJ MNIE!-wrzasnęłam. Jak na zawołanie wyrosła z pod paneli pani Pince
-WYNOCHA!ALE JUŻ!- i już nas nie było. Przez całą drogę do dormitorium nie odzywałam się do Petera. Szłam z dumnie podniesioną głową.
-Jesteś Zła?
-Brawo Szerloku
-Aaaa ja Szerlok a, ty Łotson?
Przystanęłam
-Czemu to ja mam być Łotson'em?-spytałm z wyrzutem
-On też był tak niski-zaśmiał się
-Wrrr!-podniosłam rękę ale ledwo co dosięgnęła jego brody.-Masz szczęście. Ma furjia nie zna granic!
-Czemu nie użyjesz metamorfozy?
-Bo nie chce.
-Czemu?-spytał uparcie
-Oj po prostu postanowiłam jej używać w konieczności!
-Czyli?-grrr zaraz na serio jej użyję!
-Czyli na przykład na jakieś kawały. Ostateczność.- odparłam jakby spokojniej
-Dlaczego?
-ZARAZ JEJ UŻYJĘ ABY CI PRZYWALIĆ!TO BĘDZIE KONIECZNOŚĆ!-wrzasłam. Ledwo co opanowałam zmienę koloru włosów na wściekłą czerwień. Jedynie nad tym mi jest trudno zapanować! Cud że się powstrzymałam. Dalszą drogę Peter nie pytał o nic ale śmiał isę z tego jak on to ujoł "Nie wiedziałem że z tak małej osoby może wydobyć się TAKI krzyk" i śmiał się dalej. Głupol. Weszliśmy do ich dormitorium. Siedzieli w nich reszta całej organizacji. Widząc to mruknęłam do Petera :
-Później przyjdę- odłożyłam książki z biblioteki na jego łóżko i wyszłam. Udałam się do swojego Dormitorium w którym siedziała Rose i Amelie
-Hej Kasja!-zawołały zgodnie
-Hej, hej-machnęłam na nie lekceważąco ręką padając plackiem na miękkiej powierzchni zwanej potocznie łóżkiem.
-Co ci?-spytała Rose
-Pewnie okres ma-zachichotała Amelie
-Ja w przeciwieństwie do ciebie mam go już od dawna.-mruknęłam stłumionym głosem przed poduszkę. Rose wybuchła śmiechem a, Amelie spaliła buraka
-Hej dupencje. Kas przyszedł do ciebie list- oznajmiła Meredith wchodząc do pokoju i machnęłą mi listem przed nosem. Złapałam go i rozwinęłam czytając pod nosem :

Malutka Kasjopejo!

Nic sie u ciebie nie dzieję? Napewno? Żadnego Szlabanu? Czyż byś se zrobiła wolne i zabrała się za naukę? Niee po co ja o to pytam? Bardzo mnie to cieszy że wrócisz na święta. Może twoja przyjaciółka Madi teżby chciała przyjechać? Bardzo mnie to cieszy ze niedługo wracasz. Wreszcie będe miał z kim oglądać Mode Na Sukces i Zbuntowanego Anioła. Czy wiesz że Milagros jest córką Federico Di Carlo?

Pozdrawiam.Tatko


Westchnęłam
-Całe życie w niewiedzy.- i nie zwarzając na zdziwione miny dizewczyn wyszłam z Dormitorium.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz