piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 36 "Zawsze pamiętaj o rodzinie - ona jest najważniejsza." - Madi

Idziesz dzisiaj do Hogesame ?
- Nie ? A czemu miała by iść … Pewnie tam będą szli Huncwoci i Kasja … więc odpocznę sobie od nich.
- Aa no okey , w takim razie kupić coś dla Ciebie ?
- Kup mi kukurydzowe rodzynki i jakaś książkę , niech to będzie niespodzianka. – uśmiechnęłam się dumnie. Wiedząc ,że Hogwart będzie wolny od pedalskich zgromadzeń.
- Wiec dobrze ,ja zapłacę , najwyższą cenę mi oddasz.
- O jakże ty miła. –zaśmiałam  się przewracając kolejną kartkę w mej książce. Nagle ta w drzwiach i spojrzała na mnie swym błękitnym okiem. I zerwała się nagle przy mnie. W błyskawicznym tempie.
- Czego się lękasz ?
- O co Ci teraz chodzi ,Welly ?
- Nie bądź bojaźliwa… mów mi prędko.
- Jednolicie ?
- Jednolicie… - odparła dziarsko.
- Ludzi ,którzy są tacy jak Syriusz , i ludzi , którzy wychowywali tych ludzi.
- Oj nie przelewaj łez. Jak ja Ci to już mówiłam. „Takiemu przystojniakowi można przebaczyć.”
- Oj … głupoty pleciesz.
- Przejrzyj na oczy. Kto z Huncwotów jest najprzystojniejszy ?
- Remus … - odpowiedziałam niepewnie.
- Błąd , jest nim James. A który najmądrzejszy ?
- Remus … - odpowiedziałam tym razem bieglej.
- Błąd … jest nim James.
- Zakochała się ? Męczysz go jak swoje stare pantofle.
- Oj , widać po twych licach ,rzesz zakochana w paniczu Lupinie.
- Aj … nie opowiadaj bzdet. Wolę się w dobrą książkę w tłumić , niż w niejednego mężczyznę.
- Jak to mówił pewien prozaik „Miłość jest jedna ,książek jest wiele.”
- Głupi prozaik.
- O nie … mądry jak moje pantofle.
- Dobra , przestańmy tak … dawno wiecznie mówić ,czuję się jak za czasów Romea i Julii. Ja Merkucjo , a ty Tybalt. – uśmiechnęłam się z mojej wiedzy.
- Oj. To ja pierwsza w Ciebie nóż włożę ?
- Oh , Tybalcie. – zaśmiałam się. – Ja umrę ,świat ten pożegnam ,lecz ty długo też nie przeżyjesz. Swój nagi miecz włoży w Ciebie ,Romeo.
- Wolę zginać on innego Monteki. – i tak skończyliśmy swoja „inteligętną” rozmowę. Którą nie pogardzę.
Wszyscy już poszli do Hogesame. Ja zostałam. Postanowiłam wolny czas spędzić w bibliotece. Udałam się do niej nie zwłocznie. Weszłam tam migiem prędkim krokiem do Mugolskiej literatur ,najrzadszy dział biblioteczny odwiedzany. Dlaczego ? No tak , bo po co kogoś by miało interesować świetna mugolska literatura. Wchodzę sobie spokojnie w dział ,a tam nie wiadomo skąd … ten … no … ten co nazwał mnie „szlamą” … oo Syriusz. – pedalskie imię.
Nie zwracając na niego uwagę szłam dalej. Szłam do książki ,na którą dłuższy czas się szykowałam. Lecz nauka nie pozwalała mi na to. Zauważyłam książkę. Złapałam ją … w tej samej chwili Syriusz również go złapał…
- Spierdalaj … oddawaj , pierwsza byłam. – warkłam.
- Madi , uspokój się.
- Weź tą swoją spoconą łapę z mojej dłoni.
- Serio … przepraszam.
- Co ty do mnie rozmawiasz ? Oddasz książkę ?
- Madii…
- Bo Ci jebne.
- Słuchaj … - jęknął.
- W torbie nie mam książki … ,ale jesteśmy w bibliotece … jest tu dużo książek.
- Posłuchasz mnie w końcu ? – zaczął marudzić.
- Hahahaha , posłucham jak Kasja dostanie wybitny z Eliksirów. Czyli … nigdy.
- Przepraszam … - spuścił łapę z mojej ,a ja wyciągałam tomisko.
- Odwal się… - i włożyłam książkę i ruszyłam do siebie. Na drodze spotkałam kapitana Ravenclaw. – Phil’a Francessko.
- Co z treningami Qudditcha.
- Nauka. – jękłam ztłumiona.
- Weź się w garść. – powiedział kładąc dłoń na moim ramieniu.
- Próbuję Phil.. , próbuję. Ale tyle nauki , a tyle czasu.
- Mam coś dla Ciebie świetną podpowiedź. Ale jest ale …
- CO za to chcesz ? – jęłam.
- Randkę z Fellishią
- JU DŻOŁKING.
Nagle niż stąd ,ni z owad… Pojawił się Syriusz ze swoimi kudłami…
- NOŁ AJM SIRIUS. – krzyknął przechodząc koło nas puszczając do mnie oko.
Zignorowałam to.
- Więc jak ? Dogadamy się ?
- Niech będzie. – zacisnęliśmy dłonie


Poszłam do Salonu Kruponów. Na jednym z błękitnych foteli siedziała Fellishia z swoją „przyjaciółką” Audulla. Wszyscy na nią mówili UDU ,albo DULLA. Z Udu mogłam się dogadać ,ale ona nie miała swojego zdania , kiedyś Huncwoci nabrali ją ,że świcie po całowaniu zamieniają się w papier. Więc ona „pomyślawszy” swoim rozumem wymyśliła ,że po pocałowaniu , świnia zamienia się w drzewo , wiec drzewo po pocałowaniu zamieni się w świnię. A ,że jej dziadek miał farmę i jest mugolem , postanowiła ,że pocałuje kilka drzew i weźmie je na farmę dziadka i to będzie jej niespodzianka na jego 95 urodziny. Mądra …

Nie zauważyły mnie gdy weszłam … szłam cicho ,a te nadal czytały gazety. Nagle upadła mi spinka od włosów na podłogę , i upadłam zaraz z nią alby mnie nie zobaczyły.
- Słyszałaś to ? – warkła Fellishia.
- Nie ,mordeczko. – odpowiedziała Udu.
- Ja coś słyszałam ,Audullo… Słyszałam. – błądziła wzrokiem po pokoju ,a ja oparłam się o nasza kanapę. Usłyszałam ,że któraś z nich wstaję więc poczołgałam się , do regału z książkami i ze stołem z szachownicą , pod ścianą była zasłonka pod którą wlazłam. Ups … zapomniałam o spince … Fuck.
- Widzisz co to ? – podniosła z ziemi spinkę Madi , Fellishia.
- A co tam trzymasz ,mordeczko ?
- Spinkę …
- ŁoooŁ … spinka … ? I co w tym takiego ? – zaśmiała się swoim upiornym głosem.
- To nie jest zwykła spinka … - mruczała dalej.
- A co jest z diamentów.
- Nie o to chodzi , Audullo.
- A więc ?
- Tu chodzi o to ,że ta spinka pochodzi tylko z jednego rodu…
- Aaa , czyli … Markowa Spinka ?
- Nie Audullo… To spinka McAviccioo.
- ŁoŁ , pokarz. ….. No fajna , fajna…. Mój tata nie produkuje spinek.
- Ah … - mruka jeszcze raz Fellishia. – Ja już wyrosła z noszenia spinek z mego rodu ,przerzuciłam się na … naszyjniki. Więc to mogła być tylko… Maddlinerin…
- O kim ty mówisz ?
- O moje …. Kuzynce.
- A ona nie Madi ?
- Taka z niej Madi … jak z ciebie kujon. – warkła Fellishia.
- Czyli …. Nic ? – zapytała z niepewnością Udu.
- Dokładnie... Jak Co mówiłam , Madi jeszcze sobie nie zdaję sprawę z tego kim jest. Ale musimy jej w tym przeszkodzić. Ja tym się zajmę. Moja matka też nie nawiedzi jej za to ,że teraz będą się rozwijać lud nie czystej krwi. MI tu już o krew nie zależy. Mi zależy … na jej śmierci.
- Wiesz co mnie ciekawi ,Fellishio ?
- Co , Audullo ?
- Jeżeli macie firmowe Spinki i Naszyjniki to u Was w rodzinie mężczyźni tez to noszą ? Gnębiło mnie to pytanie.
-  O nie Audullo. Widzisz. To jest … rodzinne. Jest to starodawny tryn pokazywania się ze strony rodów. Byśmy byli … inni nie gdyby. Moja babka.
- I babka Madi … - dodała Audulla.
- Dokładnie. To ona wydała matkę Maddlinerin i jej … jeszcze wtedy był jej tylko , i wyłącznie… kolega. Ale nie … oni … oni kazali im się pobrać… Kazali. A tak urodziła się … Ona. Madi. Która wyglądem przypomina praktycznie mnie. Jest ociupinkę niższa … ma te same oczy. Włosy … Brwi.
- Jak siostry.
- Dlatego denerwuję mnie ,że czasem jak idę sobie i ktoś woła na mnie Madi. Ja się oglądam a tam idzie jakiś Ślizgon.
- Ślizgon ?
- Tak , to już za wiele , zadając się w takim towarzystwie dowie się za wiele. Za wiele. Severus może jej coś …
- Podpowiedzieć ?
- Dokładnie … Dokładnie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz