piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 37 "Wypad do Hogesame" - Kasja

-Niedługo święta,niedługo święta,niedługo święta...-mruczałam podskakując obok Huncwotów w drodze do Hogesame.
-Yyy...Kasja? Ale wiesz zę święta za miesiąc?-spytał niepewnie Peter na wszelki wypadek oddalając się odemnie na bezpieczną odległość.
-Wiem. Co nie zmienia faktu że się cieszę- odpowiedziałam mu z uśmiechem.
-Lepiej tak nie skacz.- powiedział Potter. Wybaczyłam im. Albo oni mi? W każdym razie usprawiedliwili się.
-Bo co?- no w każdym razie dalej się z nimi przekomarzam.
-Bo tak- mruknął
-To że mam dobry humor a, ty nie nie znaczy że mam być ponura tak jak ty- fuknęłam. Na szczęście już sie nie odezwał. Nie żeby brakowało mi argumentów. Po prostu nie chciałam się już kłucić.
-Dobra idziemy do Zonka. Pare słodyczy na kolejny wieczorek nie zaszkodzi-powiedział Potter i ruszył przodem. Wszyscy spojżeliśmy na siebie i kiwnęliśmy zgodnie głowami rozchodząc się w przeciwne strony i pozostawiając Potter'a samemu sobie.





Po 2 godzinach wszyscy siedzieliśmy w Trzech Miotłach popijając piwo kremowe. Ku naszemu zdumieniu była tam też prof. McGonagall i Filch.
-Uch...Niedobrze mi-mruknęłam starając isę na nich nie patrzeć.
-Nie tylko tobie-jęknął Syriusz udawajac omdlenie. Z kim ja żyję?
-Może już wracajmy?-spytał Peter
-Możemy-uśmiechnęłam się i powoli zaczęliśmy wracać. Gdy wychodziliśmy spostrzegłam jeszcze Felishia'e siedzącą przy stoliku z Tom'em Riddl'em. Byli nachyleni nad stolikiem najwyraźniej planujac coś. Felishia rozglądała się i przybliżała się do Tom'a aby mu coś powiedzieć na ucho. Coś mi tu nie grało.
-Kasja? Może ruszysz się w końcu?-spytał Syriusz szturchając mnie gdyż stał za mną i biedaczek nie miał jak przejść.Ja tylko pokiwałam kilka razy głową dla "wytrzeźwienia" i wyszłam z Trzech Mioteł.
-Hej! A, możę odwiedzimy jeszcze Bertę?-spytałam z nadzieją. Berta to dziewczyna co zaledwie rok temu skończyła Hogwart i sprzedaje różne żeczy w jednym ze sklepików w Hogesame.
-Chyba jej nie ma-oznajmił Peter gdy mijaliśmy jej sklep. Żeczewiście. Za ladą nikogo nie było. Spuściłam smutna głowę a, Potter objął mnie pocieszająco.
-A, tak w ogóle to co się dzieje z Remusem? I czemu nie poszedł z nami do Hogesame?-spytałam
-On...Noo...Źle się czuł-wypalił Peter
-Yhym-odparłam pogrążona w zamyśleniu.




Gdy tylko wróciliśmy poszłam do swojego dormitorium. Odłożyłam torebkę wypchaną słodyczami z Zonk'a i glebłam zmęczona na łóżko. Nie miałam ochoty na nic. Zasnęłam. Śnił mi isę ten sam sen. Z rozwalonym domem i czarnym gościem w pedofilskim przebraniu. Wstałam z krzykiem. Spojżałam za okno. Powoli się ściemniało. Dlaczego ja jestem wiecznie sama w Dormitorium? Gdzie te wszystkie idiotki się podziały? Westchnęłam i ruszyłam w stronę Pokoju Wspólnego. Na swoich miejscach siedzieli Huncwoci. No a, przynajmniej 3/4 Huncwotów
-Cześć-mruknęłam i usadowiłam sie koło Syriusza.
-Co ci?-spytał
-Nic-odburknęłam
-Yhym...
-Może przerwiecie tą jakże inteligentną konwersacje i ruszycie dupy na kolację?-spytał Potter już nieźle poddenerwowany. James poddenerwowany? Coś mi tu nie gra. Cała trójka zachowywała się dziwnie. Ehh... Chcąc czy nie chcąc wstałam i potykajac sie o ramę portretu Grubej Damy ruszyłam wraz z towarzyszącym mi śmiechem Huncwotów do Wielkiej Sali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz