Siedziałam przy stole. Nie jadłam. Byłam zbyt zdenerwowana na
jedzenie. Nie czułam już głodu. Nie cierpliwie spoglądałam na stół
Ślizgonów. Tom jednak się nie śpieszył. Spokojnie jadł obiad niczym się
nie przejmując. Później spojrzałam na Fellishię. Ona też bardzo nerwowo
spoglądała na Tom'a. Też na niego czekała? Fellishia za to stwarzała
pozory ,że delektuje się jedzeniem. Jednak także nie jadła jak ja. Welly
usiadła koło mnie. Spojrzała na moje dłonie które już zaczynały się
trząść z nad wrażeń.
- Coś się stało? - spytała Welly.
- Eeemm... nic szczególnego. - odpowiedziałam nie patrząc jej w oczy by z łatwością skłamać.
- A czemu nic nie jesz? - spytała ponownie.
- Nie jestem głodna.
- To czemu nie idziesz do dormitorium?
- Booo.... Nie chce mi się. Dzizus... musisz mi tak jęczeć nad uchem?
- Przepraszam ,chciałam się tylko... nie ważne. To może pójdziesz ze mną teraz do biblioteki. Ja też nie jestem głodna ,to jak?
-
weź dziewczyna stąd wyjdź. Nie widzisz ,że nie chcę się stąd ruszyć.
#$%@%& !!! - Welly spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem. Wzruszyła
ramionami. I wyszła z Wielkiej Sali. Ja siedziałam nadal coraz bardziej
zdenerwowana. Nie wiedziałam jak mam się zachować i na co szykować.
Nerwy mnie zjadały.Spojrzałam do tyłu Tom'a nie było. Fellishi też nie.
No chyba się wkurzę. %@^@$%!@#$$%& !!! Wyszłam migiem z Wielkiej
Sali. Widziałam Fellishię. Szła w stronę lochów. Ja szpiegowskim krokiem
szłam za nią. W końcu doszliśmy do lochów. Podczas drogi zauważyłam ,że
ona też za kimś idzie. Fellishia szła za Tom'em. Tom wszedł do swojego
dormitorium. Fellishia za nim. Postanowiłam poczekać ,aż Fellishia
wyjdzie z jego dormitorium. Czekałam około 30 minut. Musiała dalej tam
być. Jednak bardzo chciałam wiedzieć o co chodzi z tym wszystkim. Trudno
,musze z Tom'em spotkać się teraz. Pomimo tego ,ze miałabym z nim
rozmawiać przy Fellishi. Weszłam do dormitorium. Tom pakował walizkę.
Gdy weszłam obrócił się w moją stronę.
- Witaj Madi. Czekałem. - uśmiechną się.
- Gdzie jest Fellishia? - zapytałam rozglądając sie po pokoju.
-
Fellishia? Jest już na miejscu. Spokojnie... Zaraz do niej dołączymy. -
powiedział bardzo spokojnie pakując dalej swoje ciuchy.
- Czemu się pakujesz? W końcu chyba nie masz zamiaru wyjechać na święta. - spytałam podchodząc do niego.
-
Nie. Nigdzie sie nie wybieram ,lecz wole chuchać na zimne. - pakował
się dalej. W końcu spojrzał na zegar i zauważył
,że czas się zbierać. Tom kazał mi się odsunąć od łóżka. Przesunął
łóżko. Pod łóżkiem była dywan. Tom zwinął dywan i rulonik i postawił pod
ścianą. Pod dywanem kryła się drewniana klapa. Otworzył klapę i
spojrzał na mnie.
- Wchodzisz?
- Teraz? ... Tam? Po co? - zapytałam zdziwiona.
-
Wchodź. Na dole wszystkiego się dowiesz. - zęchęcał mnie swoim
uśmiechem do zejścia. Niechętnie postanowiłam iść. W końcu było dla mnie
ważne dowiedzieć się o tych wszystkich rzeczach. O mojej rodzinie ,o
mnie samej. Zeszłam po drabinie na dół. Na dole było bardzo ciemno. Tom
zeszedł zaraz za mną. Miałam już chwycić za różdżkę by nie było takich
ciemności. Lecz Tom dłonią kazał mi schować różdżkę. Wyciągną pochodnię
,którą magicznie podpalił. Wręczył mi pochodnie.
- Idź za mną. I
bądź cicho. A jeżeli usłyszysz dziwne dźwięki zgaś pochodnie i ukryj się
w jakimś kącie. - ja tylko potakiwałam. Nie wiem gdzie chciał mnie
zabrać. Wiedziałam tylko ,że serce bije mi jak szalone a ręce się
trzęsą. Tom podszedł do jakieś ściany i zaczął wymawiać dziwne
sformułowania. Nagle ściana się rozsunęła. Weszliśmy do długiego
korytarza. Szłam przed siebie szłam za Tom'em. Bałam się rozejrzeć
,bałam się spojrzeć na bok. Gdy weszliśmy do korytarza usłyszałam tylko
jak ściany znowu się zasuwają. szliśmy długim korytarzem wkoło były
drewniane drzwi. Nie pytałam gdzie jesteśmy. Nie pytałam o nic. Szłam
jak baran na ścięcie. Mogłam zrobić to i zyskać wiedzę do której tak
mnie pchnęło ,lub mogłam stracić wszytko. Tom nie obracał się nie
patrzał czy zanim idę. Pewnie widział światło więc miał tą pewność. W
końcu korytarz się skończył a my musieliśmy zejść. Tom spojrzał na mnie
przed zejściem po schodach.
- Jak widzisz na razie jest
bezpiecznie i nic nam się nie stało. - spojrzał na mnie z uśmiechniętą
miną. Ominęliśmy tyle dziwnych miejsc. Obśmieliśmy FUU robaki ,ale ja
siedziałam chicho. To ciekawość mnie uciszała. Kiwnęłam głową żebyśmy
szli dalej. Tom ruszył po schodach. Schody były kręte w dół. Szliśmy i
szliśmy. Miałam wrażenie ,że schody się nie kończą. Moje nogi już powoli
odmawiały posłuszeństwa. W pewnym momencie Tom staną przed kolejną
ściana. Ale tu już nie mówił oklepanych regułek by otworzyć kolejną
drogę. Tom po prostu podszedł do ściany i dotkną jej mniej więcej na
środku. Ściana się rozsunęła. Tom przeszedł przez próg. Udzielił mi ręki
by pomóc mi przejść. Przeszłam. Szliśmy dalej. Ta lokacja była bardziej
rozbudowana. Weszliśmy na wielki hol. Było tam dość jasno. W każdym
bądź razie jaśniej na wcześniejszych korytarzach. Tom co jakiś czas
spoglądał na moją minę. Patrzał czy się boję. Czym bardziej się bałam
miała wrażenie ,że tym bardziej się uśmiecha. Omijaliśmy jakieś wysokie
kolumny. Na podłodze leżały kamienie. A płytki były wilgotne. Bałam się.
Zanim się tu weszłam bałam się. Teraz głowa mi pulsowała z bólu.
Myślałam ,że głowa mi pęknie. Lecz przez adrenalinę nie czułam bólu.
- Boisz się? - zapytał Tom.
-
Nie. Jest dobrze. - spojrzałam na pochodnię by mój mózg nie przebywał w
samych ciemnościach. Słyszałam ,że mózg traci zmysły jeśli jest w
ciemnościach.
- Jesteś odważna. - odpowiedział Tom idąc dalej tym
samym tępem ,nie patrząc na mnie. - Fellishia jak szła tędy po raz
pierwszy to piszczała ,i cały czas musiałem ją uciszać.
- Po niej było można się tego spodziewać. - przełknęłam ślinę. - Ona tu jest?
-
Hmm... nie tu ,ale nie daleko. - nadal szłam za Tom'em dla ,którego
wędrówka tutaj była istą przyjemnością. Zastanawiał mnie fakt co robiła
tu Fellishia. Tez czegoś szukała? Może też się chciała czegoś
dowiedzieć. Pomimo wszystko nie dość całego strachu nastawiałam się
jeszcze na spotkanie z nią. Generalnie to nie lubimy się choć się
praktycznie nie znamy. Nie lubimy się dlatego ,ze nasi rodzice się nie
lubią tyle wiem na ten temat. Pochodnia zgasła. Tom spojrzał na mnie.
- To ty zgasiłaś? Słyszałaś coś? - pytał mnie.
-
Nie... - odpowiedziałam niepewnie. Byłam dezorientowana. Nie wiedziałam
co się dzieje. Słyszałam tylko jak skądś zaczyna kapać woda. Tom
nasłuchiwał kapania. W końcu wyjął różdżkę i ponownie zapalił
pochodnię.
- Tom , coś nie tak? - zapytałam nie wiedząc co się dzieje.
-
Nie wiem. Miejmy nadzieję ,że wszystko jest w porządku. - po zapaleniu
na nowo pochodni miałam wrażenie ,że płytki są coraz mokrzejsze. Może
to paradoks ,ale naprawdę miałam takie wrażenie. Podeszliśmy do jakiś
drzwi. Były zamknięte na kłódkę. Tom wyją z kieszeni pęk kluczy. Bez
mniejszego zastanowienie wyjął jeden z 40 takich samych kluczy i włożył
do zamka. Drzwi się otworzyły. W środku było jasno. W centrum
pomieszczenia stał długi stół. Przy nim siedziała Fellishia ,która
wstała na nasz widok.
- No w końcu. Długo Was nie było. Jakieś problemy po drodze? - zapytała Fellishia spoglądając niepewnie na Tom'a.
-
Powiedzmy ,że nie było za ciekawie. - mówił Tom zamykając od środka
drzwi. - Jak wychodziła wyjdziesz tamtędy. Narazie nie możemy poruszać
się tą drogą. - powiedział Tom rozglądający się po pokoju. - Usiądź
Madi. - usiadłam przy stole naprzeciw Fellishi ,która usiadła w ty
momencie co ja. Tom w tym czasie z półek wyciągnął dwie olbrzymie
książki ,które położył no stole. Zapalił świece. Książki były dziwnie
zamknięte ,nie na żaden zamek bądź pas. Tom spojrzał na mnie. Nie był
uśmiechnięty. Wiedziałam ,ze to się dopiero zaczyna.
- W tych
książkach Madi jest wszystko czego potrzebujesz do ukojenia swojej
ciekawości o Tobie i Twojej rodzinie. Dam Ci je ,ale pod jednym
warunkiem. Musisz oddać nam swój diadem ,który dostałaś na urodziny.
- Po co Ci on?
-
Madi ,nie zadawaj głupich pytań i nie traćmy czasu. Gdzie masz diadem.
Fellishia po niego pójdzie. A gdy ona wróci z nim będziesz mogła odejść z
tymi księgami. Chyba jeden niegodziwy diadem jest warty wiedzy o Twoim
życiu ,o którym nie masz najmniejszego pojęcia. Wtedy przypomniała mi
się rozmowa z Roveną. Obiecałam jej ,ze będę chronić diademu ,lecz
pokusa wiedzy była także wielka. Siedziałąm cicho. Rozmyślałam co
zrobić. W końcu Tom nie wytrzymał. Machną różdżką w moją stronę ,a mnie
na krześle przywiązał łańcuchem. Wtedy spojrzał na Fellishię.
-
Idź na górę. Przeszukaj jej dormitorium ,tam go pewnie trzyma. Pamiętaj
,żeby nikt niczego nie zauważył i nie podejrzewał. - Fellishia wyszła.
Ja starałam się jakoś wyciągnąć różdżkę ,albo jakoś uwolnić. Niestety
bez żadnych skudków. Tom podeszedł do mnie i odgarną mi włosy różdżką.
- Nie targaj się tak Madi na tym krześle ,bo jeszcze przemyśle czy tam Ci te książki. - uśmiechnął się szyderczo.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz