czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 54 "Oj Dżacek" - Madi

Już minęło kilka dni od świąt. Moje jeszcze nie rozpakowane prezenty leżały na szafce. Ja siedziałam na łóżku z Nani. Był wczesny ranek. Welly jeszcze spała. Głaskałam ją ,a ona patrzała na mnie stęsknionymi oczkami. Ja natomiast siedziałam ,myślałam. Nad tymi świętami. Spędziłam je miło z Kasją ,no i w domu trochę pobawiłam się z moja opiekunką. Marta zagrała ze mną w pokera ,razem z ogrodnikiem. Graliśmy do pierwszej w nocy. Później Marta wypiła dwie szklanki whisky z lodem i poszła spać. Dość miłe święta. Teraz przed nami Sylwester. Hmm ... Ciekawe u kogo w tym roku. Zawsze były u Jamesa ,albo Petera. Welly podniosła głowę z poduszki. Rozejrzała się po pokoju.
- Już wstałaś? -zapytała wstając i biorąc łyka wody.
- Tak. Nie śpię już jakiś czas. - uśmiechnęłam się wkładając Nani do klatki.
- Aa ,wyglądasz na wyspaną więc dobrze spałaś. A ogólnie jak minęły święta? No i wiedzę ,że nie odpakowałaś jeszcze prezentów? Czemu?
- Święta spędziłam z Kasją ,nianią i ogrodnikiem. - powiedziałam zadowolona po czym Welly spojrzała na mnie zdziwiona. - A co do prezentów. To mają takie ładne pudełka ,że aż szkoda mi je psuć.
- Oj ,a nie ciekawią Cię prezenty? - zapytała Welly podchodząc do półki z prezentami biorąc jeden i pokazując mi go przed nosem.
- Może i troszeczkę. A jeżeli pudełko jest  ładniejsze niż prezent? I co wtedy? Aaa zresztą ,dostawanie prezentów zmieniło się pod wpływem moich urodzin. - wziełam prezent i położyłam obok siebie.
- Daj spokój. Mój prezent na urodziny musiał Ci się podobać. - zaśmiała się Welly znowu podając mi pudełko.
- No dobrze. - zgodziwszy się roztworzyłam tak delikatnie pudełko ,żeby w razie wypadku można było spakować prezent jeszcze jeszcze raz. W pudełku leżały czekoladki i jakieś książki.
- Widzisz ,ten prezent jest ode mnie i widzisz. Jest spokojny i w Twoim typie. - uśmiechnęła się szeroko Welly podając mi koleje pudełko z prezentami.
- Kolejne? - zapytałam zdziwiona kładąc prezent na swoich kolanach.
- Tak. Ten prezent jest naprawdę wielki. No i na dodatek jest od Severusa.
- Od Severusa? - spojrzałam na pięknie zapakowany prezent ze srebrną wstążką.
- Tak. - odpowiedział prędko. - Nie otworzysz?- po czym uśmiechnęłam się i odłożyłam prezent na bok.
- Najlepsze na koniec.
- Jak wolisz. - Welly podałam kolejny prezent. - Ten jest od Huncwotów. - roztworzyłam prezent. W środku leżał czerwony sweter z napisem "Jesteś Huncwotką, zią"
- Tylko tyle? Ja dając prezenty zawsze mam leszy gust. - wyjełam sweter ,pod swetrem leżała książka z dopiskiem "Od Remusa" , pod książką leżała zapakowana w papierową torbę Whisky "Od Syriusza" - Noo , on wiedział co mi przesłać. - złapałam po butelkę Jacka Dannielsa i wyszłam z dormitorium.


Wparowałam do pokoju Wspólnego Gryfonów. Na sofie siedzieli Syriusz i James. Podeszłam pędko do Syriusza. Stanełam nad nim z butelką w dłoni.
- Co tu robisz? - zapytał Syriusz. Po chwili zauważył ,że trzymam w ręce jego prezent świąteczny. - Oo , rozpakowałaś w końcu prezenty? Nie musisz mi dziękować. - uśmiechną się cwaniacko.
- Tak. Własnie zaczełam rozakowywać prezenty. Umiem zrozumieć głupi wasz sweter ,kolejną książkę ,którą już przeczytałam ,ale zwykłego Jacka Dannielsa już nie pojmę.
- Zwykłego? Jak na te mugolskie specjały to rozkoszny alkohol.
- Rozkoszny? - zapytałam zdenerwowana. Po czym rozbiłam butelkę Jacka na głowie Syriusza. Syriusz opadł na oparcie. W tym momencie do Pokoju wspólnego wszedł Remus.
- Nie idziecie na śniadanie?
- Oczywiście ,że idziemy. - odpowiedziałam prędko chowając za sobą resztkę butelki. - James wstawaj! Idziemy na śniadanie! I ANI MRU MRU. - Remus zruszył ramionami i zadał kolejne pytanie.
- A Syriusz nie idzie?
- On postanowił jeszcze pospać. - odpowiedziałam wahającym się głosem.
- Więc dobrze. Więc widzimy się za chwilę na dole. - wyszedł Remus z pokoju.
- I co teraz? - zapytał James.
- No co? Nas tu nie było. - rzuciłam resztę butelki na  podłogę. - Nie mają dowodów ,że to my.
- My? - zapytał oburzony James. - Chyba ty.
- Zamknij się! Jeśli piśniesz choć słówko ,rzucę na ciebie Avada Kedavra. Zobaczysz. A teraz idziemy coś zjeść. - ruszyłam w stronę wyjścia. Powąchałam swoje ręce które śmierdziały whisky. Jeżeli będą mieli jakieś pytania powiem im ,ze to mój nowy krem do rąk tak działa. Uśmiechałam się sama do siebie i ruszyłam dziarsko w stronę Wielkiej Sali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz