niedziela, 20 października 2013

Rozdział 66 "Nadchodzą zmiany" - Madi

Wstałam późno. W dormie nie było Welly . Nanni spokojnie spała. Ja leżałam dalej. Teraz odpuściłam sobie szkołę. OD dwóch dni nie chodzę na zajęcia i nie rozmawiam z Huncwotami. Czytałam tylko gazety. Żadnych książek. W końcu zeszłam z łóżka i podeszłam do lusterka. Wyglądałam biednie. Nie w moim stylu. Już miałam sięgnąć po spinkę z Rodowodem McAviccioo. Jednak złapałam ją tylko i wyrzuciłam przez okno.
- Żegnaj! - powiedziałam śmiejąc się. Podeszłam do kufra w którym trzymałam buty ,dodatki i także biżuterię. Wyjęłam z niego naszyjnik. Także charakterystyczny dla domu McAviccioo.
- I co teraz jestem bardziej doroślejsza Felishia? - zapytałam samą siebie stojąc sama przed lusterkiem zakładając naszyjnik. Następnie ubrałam się. czarne spodnie ,czarny sweter ,czerwony szal. Do tego jakieś czarne ala "glany". Pomalowałam się bardzo nachalnie. Podkreśliłam krwisto usta i czarnymi długimi kreskami oczy. Znowu stanełam przed lustrem.
- Kogo Ci teraz przypominam Madi? - chyba oszalałam. Znowu zaczęłam ze sobą rozmawiać. W takim stanie wyszłam z dorma. W pokoju wspólnym stała Felishia z Udu.
- Madi? Widzę zmiany. Gdzie się podziała grzeczna dziewczyna? - zmierzyła mnie dokładnie Felishia.


- A gdzie się podziała Twoja rodzinna duma? W  końcu jak Twoja matka nas nie znosi nie powinnaś się do nas odzywać. I ty mnie nazywasz naiwną? - minęłam ją i udałam się w stronę wyjścia.
Poszłam do Wielkiej Sali. Byłam głodna ,lecz nie chciałam spędzać czasu z innymi. Weszłam do WS. Nagle świece pogasły.
- What the hell? - rozejrzałam się. Jakiś uczeń machnął różdżką i świece znów zaczęły się palić.
- Madi? Madi! Ale miałaś wejście.  - krzyczała Kasja podchodząc do mnie z nie do końca trzeźwymi Huncami.- Oo i wyglądasz ... dość ponuro.
- Cóż. - odparłam.
- Hah , no tak i tak zawsze wyglądasz ładnie? Prawda chłopaki? - Kasja z nieszczerym uśmiechem popchnęła Remusa by wykrztusił coś jeden wymuszony komplement. 
- Eee? - zakrztusił się Remus. - Tak , oczywiście , szczególnie teraz ,dobrze Ci w ... czarnym.
- Nie ważne. - odpowiedziałam z ignorancją.
- Więc ... później mamy Eliksiry razem? Prawda? - zapytał Remus chcąc umilić niestosowną sytuację.
- Owszem. - rzekłam
- No więc do zobaczenia na lekcji...
- Nie będzie mnie. Odpuszczę sobie w tym tygodniu lekcje. - odpowiedziałam i wyszłam z sali. Odechciało mi się jeść i także wolałam uniknąć wielu pytań "Dlaczego? Przecież to nie w moim stylu." Wyszczałam na zewnątrz Hogwartu.
- Tyle murów. W domu ,w szkole ... wszędzie więzienia. Jak mi brakuje zwykłej pospolitej amerykańskiej szkoły. - mamrotałam sama do siebie na ławce. Podszedł do mnie Potter.
- Ej mała. Co jest nie tak? - zapytał siadając obok jednakże utrzymując dystans.
- Jest ok. - westchnełam. - Nic nie jest okey. Wszystko się sypie .. czuje się inaczej , czuje się gorzej , źle.
- Czemu tak uważasz? Może zaparzę naszą ulubioną herbatę i porozmawiamy o tym co? Okey ?
- Nie mamy wspólnej ulubionej herbaty... jesteś pijany ... prawda?
- W samej rzeczywistości tak ,ale mój duch mesjasz jest czysty i trzeźwy.
- Nie mam pojęcia o czym do mnie mówisz.
- Inną drogę. Remus wpadł na pewną genialną rzecz .. i chciał z Tobą pogadać. W sumie ,to teraz się Ciebie trochę boi. Emitujesz dziwną aurę. Tak jakby Ci to delikatnie powiedzieć. Dziwna jesteś ostatnio. Taka inna.
- Trudno. Przyzwyczaj się.
Razem z Jamesem wróciliśmy do Hogwartu. Mieliśmy się już udać na wieżę Gryfindoru.
- Ee czekaj ,stój. - pociągnęłam Pottera z rękaw.- Też to widzisz? - zapytałam z nie dowierzaniem Na ławce w Hogwarcie siedzieli sobie Peter i Kasja trzymając się za ręce. Ich spojrzenia były głębokie.
- Co? Peter? - krzyknął widząc naszą wspólną parę razem. Kasja dostrzegła ,że ich widzimy. Szybko puściła ręce Petera i wstała z ławki.
- To nie tak jak myślisz! - odparła bez zastanowienia.
- Naprawdę? - spytałam przewracając oczami zakładając ręce na biodra.
- No tak , my tylko ... Mieliśmy wam powiedzieć ,ale nie wiedzieliśmy jak.
- Taa ,na pewno. Więc co tu się dzieje ,że nie jest tak jak myślę? Czyli nie jesteście parą? - pytałam zdenerwowana.
- Ee ,no jesteśmy w rzeczy samej. Bo wiesz ,mogłaś pomyśleć... o czymś innym ,na przykład ,że coś uryzło mnie w rękę ,a Peter mi się ... no wiesz o co mi chodzi. - zmęczona Kasja poddała się padając znowu na ławkę.
- Aigo. Tylko mi przez was ciśnienie skoczyło. Dobra Potter nie przeszkadzajmy im przeciez to błahostka i nie warto o tym powiedzieć przyjaciołom. Idziemy. - pociągnełam znowu Jamesa na rękaw i poszliśmy do wieży Gryfonów.
- Czego chciałeś Lupin? - mruknęłam wchodząc.
- Lupin? Nigdy się do mnie po nazwisku nie zwracałaś. - mówił zdziwiony Remus na co ja tylko przewróciłam oczami - No więc chodzi mi o to ,ze wiem co jest z Kasją i Peterem...
- Ty wiedziałęś ,że są parą? - spytałam oburzona.
- Eee ? Co ?
- No to chyba ja się tylko dowiaduje ostatnia na pięknie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz