- Madiśka! - podeszła do mnie Kasja zajadając się bułką. - Matko. Zmieniłaś kolor włosów. Uuu ,jaka ty buntownicza. Ładnie ,wyglądasz.
- Dzięki. - odparłam idą w stronę ich stołu. I usiadłam wśród Gryfonów.- Ty Kaja ,pozostań w rudych... w takich Ci najlepiej , no ... - chwyciłam za płatki i mleko. Każdy miał jakieś zajęcie. Kasja i Peter planowali coś na jutrzejsze Walentynki. Remus uczył się wszystkiego. Nie było wiadomo z czego będą testy. James i Syriusz "grali" w szachy. Później Welly do nasz przyszła i postanowiła ,że pomoże trochę Remusowi.
- A co jeśli nie zrobią Testu z działu Azji ,a może ... Europy... ,albo Ameryki. - sugerowała Welly.
- o MAMUNIU. Fakt. Wybaczcie. MUSZĘ PRĘDKO IŚĆ DO BIBLIOTEKI! - zwołał zdenerwowany. Welly poszła z nim pomóc mu.
- A ty Madi? Przystępujesz do testu? - zapytał James.
- Jasne. To by było spoko tak się wyrwać z Hogwartu i być w Highness. Tam to jest arystokracja koreańska i w sumie światowa też. Czemu nie? - powiedziałam dziarsko.
- No tak Madi ... - zaczęła Kasja. - Tylko wiesz ... od 2 miesięcy nie chodzisz na lekcje ,albo jak idziesz to śpisz ,albo nie słuchasz. Masz zaległości. A zobacz jak Remus się uczy. I niewiadomo czy on się dostanie. Odkąd oficjalnie został ogłoszony ten konkurs do tej szkoły to całymi dniami się uczy. Nie chcę Cię martwić .. ,ale wątpię żeby Ci się udało. - mówiła spokojnie Kasja. Mówiła bardzo powoli ,chyba nie chciała .żebym wpadała w jakiś szał.
- Rozumiem ... ,ale i tak spróbuję ,przecież to szkoła Jung Min Soo Chang'a. Musze mieć nadzieję. - uśmiecham się ,choć nie koniecznie miałam na to ochotę. - Co robicie dzisiaj wieczorem? - zapytałam z wielką nadzieją.
- Ymmm , nic szczególnego. - odparł James z Syriuszem.
- A Wy papużki? - zapytałam patrząc błagalnie.
- Dzisiaj? Nic. Czemu pytasz? - zapytał Peter.
- Hmm , chodźmy na piwo wieczorem. O osiemnastej na błoniach. - wstałam i odeszłam machając. Dzisiaj też nie poszłam na lekcje siedząc w pokoju sama było dość smutno. Postanowiłam to zmienić wyjmując z szafki Welly jakieś whisky.
Ktoś zapukał do mojego domra. Schowałam butelkę pod łóżko. Poprawiłam się i podeszłam do drzwi.
- Tak? - zapytałam otwierając. Stała w nich moja matka. Patrzała na mnie z politowaniem. Zamurowało mnie. Stałam wpatrzona w nią jak w obraz. Ona podniosła dłoń po czym dotknęła mojego policzka mówiąc. "Wiedziałam ,że tak będzie Madi. Pod wpływem tego wszystkiego stajesz się słabsza ,ale to przejdzie..." Byłam wstanie tylko w tym momencie przełknąć ślinę. Ta patrzała na mnie. Na jej twarzy zarysował się bardzo delikatny zarys uśmiechu... Błogim głosem mówiła dalej "Już niedługo będziesz ........................"
Wstałam obudziłam się nieprzytomna na ziemi. Obok mnie leżały 3 puste butelki whisky i szklanki z lodem.
- A żem balowała. - potrzepałam głową by się rozbudzić ,lecz to był zły pomysł. W ten sposób zaczęła mnie boleć głowa.Wyszłam z dorma i od razu skierowałam się w stronę wyjścia z Hogwartu.Byłam pewna ,że już się spóźniłam.
- Madi! - zawołała Kasja w końcu zauważywszy mnie. - Spóźniłaś się ... i ... piłaś już coś bez nas? - zapytała przystawiając nos do moich ust.
- Ee , ze 2 szklanki whisky ,nic więcej. - skłamałam po czym się uśmiechnęłam i dziarskim krokiem ruszyłam z Jamsem pod pachą w stronę Hogsmeade.
W czarodziejskim babie siedzieliśmy wszyscy razem. Śmieliśmy się i opowiadaliśmy sobie kawały.
- Poproszę jeszcze jedną OGNISTĄ! - zawołałam w stronę baru po czym odwróciłam się w stronę ekipy. - Mogę opowiedzieć wam jakieś kawały? O kim chcecie?
- Hmm ,może o Jungu? - zaproponował Syriusz.
- Świetnie bracie... no to słuchajcie. Wiecie o tym ,że psi zaprzęg będzie o wiele szybszy jeśli w tej owej załodze znajdzie się jeden Koreańczyk. - cale towarzystwo wpadło w głęboki śmiech. W końcu podeszła moja szklanka z Whisky.
- Znasz coś jeszcze? - zapytał Peter.
- Jasne... - wzięłam łyka whisky i piłam dalej.
- To więc ... Wiecie jak najlepiej odróżnić Chińczyka od Japończyka? - zapytałam całego towarzystwa ,a oni jedynie kiwali głowami na znak ,ze nie. - Licznikiem Geigera. - chłopaki i Kasja znowu się śmieli.
Po wielu godzinach przesiedlonych w pubie wyrzyscy byliśmy zmęczeni. Ja byłam padnięta ,tak bardzo przepocona ,że włosy to mi już oklapły. Chłopaki już chcieli wracać do Hogwartu. Przetrzymałam ich jeszcze mówiąc.
- Okej ,chłopaki ... Ostatnie piwko na mój koszt...
Wracając w stronę Hogwaru Peter niósł śpiącą Kasję ,a mnie podtrzymywali Syriusz i James.
- A ta wogóle to co to jest ten licznik Geigera? - zapytał James.
- Łe ,wiesz co to atom? - zapytałam potykając się o własne nogi.
- Mniej więcej.
- No to jest licznik ile jest w czymś atomów. - pożyłam głowę na ramieniu Jamesa.
- Okey ,już rozumiem. - mówił uśmiechnięty James. - Ee Madiś ,tylko nie rzygaj.
- Nie mam zamiaru. - odpowiedziałam przytrzymując odruchy wymiotne.
- Na czorta ty tak się upiłaś? - pytał Syrek.
- Jutro Walentynki. Trzeba się było uchlać. - posmutniałam. Dalej szliśmy w głębokiej ciszy. Do samego Hogwaru.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz